Dziś Sylwester. Z tej właśnie okazji przyjechaliśmy tu całą bandą. Szykuje się niezła imprezka. Od rana żyję tylko tym.
-Chłopaki! Jak tam nastroje?-krzyknęłam schodząc ze schodów do siedzących w salonie Lou, Hazzy i Zayna.
-Super! czekamy na wieczór!-wrzasnął rozradowany Tomlinson.
-To fajnie, ale trzeba wziąć się wreszcie do roboty. Gdzie reszta?
-Lauren z Niall'em jedzą śniadanie, Liam gada przez telefon a Julia... nie wiem gdzie jest Julia-powiedział Hazz i rozejrzał się po salonie.
-Pewnie w pokoju-powiedziałam tak cicho, że praktycznie do siebie.
-Co?!-Malik wydarł się tak głośno, że aż podskoczyłam.
-Mówiłam, że pewnie jest w pokoju, ale musisz się tak drzeć?
-Nie o to mi chodzi... za jaką robotę?!
-No trzeba iść na zakupy, przygotować coś do jedzenia, ozdobić salon żeby było ciekawie...
-No spoko, ale że my też mamy coś robić?-domyślam się, że chodziło o niego i resztę chłopaków.
-Nie wiesz, będziecie się wylegiwać na kanapie do wieczora a my wszystko zrobimy-powiedziałam sarkastycznie.
-Mi pasuje!-Tomlinson podniósł rękę do góry i szeroko się uśmiechnął. Podeszłam do niego i pacnęłam go w czoło.
-Ałł, za co?-udawał głupiego na co ja zmierzyłam go zabójczym wzrokiem. -No dobra już dobra. -Wstał z kanapy i stanął przede mną. - W czym Ci pomóc sweetheart?
-Trzeba iść do sklepu i zrobić zakupy na dziś.
-Ok, Harry! rusz tyłek, idziemy do sklepu!-wrzasnął jakby Harry był jakiś kilometr dalej.
-Nie drzyj się idioto, stoję obok Ciebie!
-Oh, przepraszam, nie zauważyłem Cię. -Uśmiechnął się i poczochrał mu włosy.
-Pójdę z wami, bo znając życie nie kupicie nic co jest potrzebne, tylko wszystko inne.
-Cześć wam. -Julia zmierzała ku nam delikatnie się uśmiechając.
-Hey, słuchaj musimy ustalić jakąś strategię. Ja z Hazzą i Lou idę na zakupy, co ty robisz? -Zapytałam przyjaciółkę, która oczywiście już wiedziała o co chodzi.
-No to ja może się zajmę dekoracją. -Uśmiechnęła się szeroko.
-Ok, ale ogarnij resztę towarzystwa, a szczególnie jego. -Rzuciłam spojrzeniem w stronę Malika wciąż siedzącego na kanapie.
-Się robi. -Puściła mi oczko i ruszyła w stronę Zayna.
Spokojnie i w śmiechu doszliśmy do jakiegoś marketu, który znajdował się może dwa kilometry od domku.
-No dobra, więc Lou, zajmij się... -Nie zdążyłam dokończyć bo ten czubek mi przerwał.
-Alkoholem!
-Taa, no niech ci będzie. Harry, jakimiś przekąskami na szybko. A ja zajmę się resztą. Spotykamy się przy tej kasie. -Wskazałam palcem jedną z czterech kas. -Za piętnaście minut!
-Tak jest szefie! -Odpowiedział Loui udając żołnierza?
Każdy poszedł w swoją stronę. Sięgnęłam po koszyk i ruszyłam w stronę warzyw. Pomyślałam, że zrobię sałatkę. Jeszcze nie wiem jaką "dogadam się w domu z dziewczynami"-pomyślałam i wzięłam się za wybieranie warzyw. Następnym przystankiem były przyprawy. Chwyciłam jakiś sos do sałatek oraz tradycyjnie sól i pieprz, po czym ruszyłam w stronę wędlin i sera. Z zamyślenia, który wybrać ser wyrwał mnie głos Hazzy.
-Weź ten z dziurami.
-Już?
-Co już?
-No już wszystko masz? -Zapytałam zdziwiona.
-Chyba tak, myślę, że wystarczy. -Pokazał mi koszyk, po brzegi wypełniony przeróżnymi chipsami, paluszkami, żelkami...
-Ok, a napoje? -Zapytałam spoglądając na niego.
-Ale przecież Louis...
-Serio? myślisz, że Louis pomyślał o normalnych napojach? -zaakcentowałam "normalnych".
-Emm...
-No właśnie. Ruszaj!
-Ok. Ale weź ser z dziurami!
-Dobra, dobra idź już.
Po kupieniu już wszystkich potrzebnych rzeczy na mięsnym ruszyłam w stronę kas z myślą, że mam już wszystko. Chłopcy już stali i czekali na mnie w umówionym miejscu.
-Przegiąłeś. -Powiedziałam zszokowana spoglądając do koszyka Lou.
-No co ty, jestem pewny, że to nam nie starczy.
Walnęłam się otwartą dłonią w czoło po czym stanęłam przy kasie rozpakowując zawartość koszyków.
Wyszliśmy z marketu i wolnym krokiem szliśmy z powrotem w stronę domku. W pewnym momencie Louis wyciągnął coś z jednej z reklamówek.
-Patrzcie co kupiłem! -Tomlinson szeroko się uśmiechnął i założył sobie na głowę stożkowatą czapeczkę na gumce w różnych kolorach.
-Haha, Loui zwariowałeś. -Powiedziałam roześmiana. -Myślisz że wszyscy to założą?
-Myślę, że będą zachwyceni. -Poruszył brwiami z zabawną miną przez co razem z Harrym wybuchnęliśmy głośnym śmiechem.
Dochodziła dwudziesta. Wszystko było już gotowe. Liam, Julia i Zayn zajęli się dekoracjami. Wciąż dziwię się, że Julii udało się wywalić Malika z kanapy i zagonić go do pracy. Razem z Lauren byłyśmy zaangażowanie w przygotowanie jedzenia. W kuchni pomagali nam Lou, Harry i Niall zanosząc wszystko na stoły. A potem zajęli się całą resztą. Wszystko wyglądało na prawdę świetnie.
Razem z dziewczynami pobiegłyśmy na górę się przebrać. Nie szalałam jakoś mocno z wyglądem. Ubrałam chabrową sukienkę z rękawem trzy-czwarte przykrytą koronką z białym, wiązanym na kokardkę paskiem na talii. Zrobiłam delikatny makijaż a moje z natury proste włosy lekko podkręciłam. Do tego ubrałam czarne szpilki i byłam gotowa.
Po chwili do mojego pokoju wparowały dziewczyny. Laura miała na sobie piękną cytrynową sukienkę na ramiączkach, a Julia... jeansy, białą bluzkę i trampki. No tak, właściwie czego ja się mogłam po niej spodziewać? Już długo namawiam ją do założenia szpilek ale jakoś nie dała się jeszcze przekonać.
-Gotowa? -Zapytała Lauren stając w drzwiach.
-Tak, tak, możemy iść.-Odpowiedziałam i uśmiechnęłam się do dziewczyn.
-Ślicznie wyglądasz. -dodała Julia.
-Dziękuję, ty też... całkiem dobrze.
Zeszłyśmy na dół po schodach, słychać już było głośną muzykę i śmiech pięciu głupków czekających na nas by zacząć imprezkę. Gdy stanęłyśmy przed nimi ucichli i kolejno mierzyli nas wzrokiem z góry do dołu.
-Wyglądacie rewelacyjnie.-Odezwał się jako jedyny Lou a reszta wciąż siedziała z szeroko otworzonymi oczami.
-Nawet ja?-Spytała za śmiechem Julia.
-No dobra, ty wyglądasz... normalnie. -Na moment się zaciął a zaraz wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem. -Ale wy... -Spojrzał na mnie i Lauren i uniósł dwa kciuki w górę.
-Dzięki Lou, ty też wyglądasz niczego sobie. -Tomlinson miał na sobie szare rurki z niskim krokiem, czarną koszulę i biało czarne szelki. Fakt faktem, jeden z jego znaków rozpoznawczych.
-Wyglądasz pięknie. -szepnął mi do ucha Harry przytulając mnie od tyłu.
-Dziękuję.-Odwróciłam głowę i pocałowałam go delikatnie.
Z wierzy stereo wydobyła się pierwsza wolna nuta.
-To co, zatańczysz? -Zapytał Hazz obkręcając mnie i słodko się uśmiechając.
-No pewnie.-Odwzajemniłam uśmiech i tak rozpoczęliśmy pierwszy, sylwestrowy taniec.
*Oczami Liama*
Na stole stały już cztery puste butelki od szampana a impreza rozkreciła sie na całego, pomimo togo że do północy zostało pół godziny. Na początku słuchałem chłopaków i starałem po prostu się wyluzować tak jak mi radzili. Niedawno zorientowałem sie że jestem jedyną trzeźwą osobą w domu, ale nie mogłem cofnąć czasu i zostało mi tylko bieganie za nich ze ścierką w jednaj ręce i miotłą w drugiej, bo wiedziałem że rano nikt nie będzie miał najmniejszego zamiaru wszystkiego sprzątać. Był to jednak Sylwester i nie mogłem zabronić im się bawić, tylko szkoda że nie opóźniłem trochę tego. Byłem pewien że Louis włączył wieżę stereo na najwyższy stopień dźwięku. Nie potrafiłem do nich dołączyć, chociaż bardzo bym chciał na chwilę porzucić swoje przyzwyczajenia...
Z kuchni dobiegł głośny odgłos tłuczonego szkła i głośne śmiechy szóstki nastolatków, którzy właśnie bawili się na całego. Poszedłem tak od razu zmieść szkło żeby nikt sobie nic nie zrobił.
-Weź to zostaw! Później posprzątamy!- Lauren pociągnęła mnie do salonu, odwracając od porozbijanych kieliszków.
Zayn już sięgał nowe i poszedł za nami. Wszyscy tańczyli i śmiali się a Harry i Zayn otwierali przy stole nowego szampana. Usłyszałem jak korek wystrzelił i zobaczyłem jak rozlewają osiem lampek. Przynieśli kieliszki i Hazza wydarł się, próbując przekrzyczeć muzykę :
- No panie i panowie! Idziemy przywitać Nowy Rok!
Wyszliśmy do pokrytego śniegiem ogrodu i zaczęliśmy odliczać.
- Pięć!-chłopacy rozdali wszystkim kieliszki.
-Cztery!
Zobaczyłem jak dziewczyny chwytają się za ręce.
-Trzy!
Objęliśmy się z chłopakami za ramiona.
-Dwa! JEDEN!
Na niebie wybuchnęło pełno wielokształtnych i kolorowych fajerwerków.
-Szczęśliwego Nowego Roku!- ryknęliśmy wszyscy i stuknęliśmy się kieliszkami.
Wyjąłem telefon z kieszeni i zadzwoniłem do mojej dziewczyny, by złożyć jej noworoczne życzenia.
-Hey kochanie. Wszystkiego dobrego w nowym roku.
-Hey, dziękuję i wzajemnie-odezwała się delikatnym ale za razem głośnym głosem, by przekrzyczeć fajerwerki.
-Jak się bawisz?
-Nawet dobrze, myślałam, że będzie gorzej. A jak u Ciebie?
-Jest ok, poza tym, że ci idioci nie znają granic.
-Liam ja to wszystko słyszę!-podeszła do mnie Nicole a z słuchawki telefonu wydobył się słodki śmiech Dan. -Daj mi ją na chwilę.-powiedziała dziewczyna a ja dziwnie na nią patrząc podałem jej telefon. -Hey Danielle, mówi Nicole. Wiele o Tobie słyszałam, ale uwierz mi, same pozytywy. Dlaczego nie ma Cię dziś z nami? Ahh.. no rozumiem-słyszałem tylko Nicole, ale domyślałem się co odpowiadała Dan. Wyjeżdżała z rodzicami do kuzynów. W tym roku sylwestra spędzała z rodziną. Mimo tego że nie widzieliśmy się krótko, to ja już za nią tęsknię-Następnym razem jedziesz z nami! Muszę Cię w końcu poznać! haha, ok. No to baw się dobrze, najlepszego!
-Powiedz jej, że ją kocham!
-Liam mówi, że Cię kocha. Ok, pa-rozłączyła się-Ona też Cię kocha-oddała mi telefon i uśmiechnęła się. Poszedłem za nią i dołączyliśmy do reszty chłopaków.
Dziewczyny podeszły to nas jeszce bliżej niż były i zaczęły składać chłopakom życzenia. Lauren podeszła do mnie i mnie uściskała. Wyczuła że zesztywniałem, spojrzała na mnie i podążyła za moim wzrokiem. To co mnie tak zaskoczyło to widok Nialla całującego Julię. Dziewczyna nie depchnęła go, czego się po niej spodziewałem. Odwróciłem wzrok i spojrzałem na Lauren. Po jej twarzy spłynęła pojedyńcza łza kiedy rozległo się głośne "Uuuuuu!". Najwidoczniej inni też zauważyli już to co sprawiło taki ból Lauren. Nie mogłem uwierzyć co ten alkohol, robił z ludźmi. Wszyscy zaczęli się śmiać z wyjątkiem Lauren, Nicoli i mnie. Odwróciłem się i zacząłem szukać wzrokiem płaczącej dziewczyny ale zauważyłem tylko że odbiega w stronę frontowych drzwi. Nie mogłem nie pobiec za nią. Razem z Nicolą byliśmy za chwilę w domu i wchodziliśmy po schodach. Wszedłem do pokoju Lauren i zastałem ją siedzącą na łóżku. Nie płakała. Usiadłem koło niej i przytuliłem.
-Nie martw się. Za dużo wypili. To nic nie znaczyło.-uspokajałem ją.
-Przestań. Nie mam ochoty o nim słyszeć. pomimo tego co jej zrobił cały czas była spokojna, tylko trochę zażenowana.-Wiedziałam że to jest koniec. Ale nie mogę uwierzyć że ona mu... Że nic... Pozwoliła mu na to! Rozumiesz?! Też mi świetna przyjaciółka!-teraz już była zdenerwowana.
Westchnęła i zakryła twarz poduszką.
- Jakbym miała komuś przyłożyć to właśnie jej.-powiedziała spokojniej, teraz bardziej zasmucona.
Nie chciałem słuchać tego jak dalej będzie się wściekać więc ponowiłem próbę przekonania jej że to nie był do końca świadomy wybór:
-Ona jest twoją przyjaciółką. Dobrze wiesz że na trzeźwo by inaczej na niego zareagowała.
-No dobra! Masz rację! Ale to nie zmienia faktu że będę zła na tą dwulicową ....- zakryłem jej usta, żeby nie pogorszyła sytuacji.
-Zgaduję że nie masz ochoty tak wracać.-powiedziałem po chwili i skinąłem w stronę schodów.
-Lauren, kochanie!-Nagle do pokoju weszła Nicola.-O matko...-potknęła się o coś leżącego na podłodze i prawie się wywróciła.-Jutro będzie cię przepraszał, zobaczysz!
Nie wiele myśląc zostawiłem je same, udałem się do swojego pokoju i połozyłem się do łóżka ale nie było opcji żebym zasnął. Z dołu dochodziła muzyka, głośne śmiechy i wystrzał korka od szampana... Szóstego. Skupiłem się na tym czy zauważyłem po Niallu żeby się ostatnio aż tak polubili z Julką. Żadna konkretna sytuacja nie przychodziła mi do głowy ale dopiero teraz zauważyłem że najbardziej z naszej piątki to właśnie jemu zależało na jak najczęstszym spędzaniu z nią czasu. Nie mówił o tym, bo wiedział żebyśmy nie zareagowali na to zbyt entuzjastycznie ze względu na Lauren. Chcąc, nie chcąc było to po nim jednak widać. Przypomniał mi się od razu Harry, kiedy poznał Nicolę. Przykro mi było kiedy patrzyłem na niego oglądającego zdjęcia z Turcji, kiedy jeszcze byli razem. Widać było że tęsknił wtedy za nią i zrobiłby wszystko żeby byli razem, ale jednak odmówił, gdy Cola powiedziała mu że jedyne co może mu zaoferować to przyjaźń. Nie chcę sobie nawet wyobrażać, jak bardzo poczuła się wówczas urażona. Jednak zaczęło im się układać. Ledwo oni się pogodzili a już następni wpakowali się w bezdadziejną sytuację. Nie chciałem myśleć ile osób ucierpi tym razem ale mimo woli obstawiłem że wszyscy.
Była już czwarta a oni nadal siedzieli w salonie i bawili się w najlepsze. Zastanawiałem się czy tam nie iść i ich nie uciszyć ale porzuciłem szybko ten pomysł i spróbowałem zasnąć, gdy nagle usłyszałem głośne uderzenie.
-O kurwa! -zawołał Zayn.-Kanapa się zarwała!
Wszyscy wybuchnęli śmiechem.
Po tym już nie wytrzymałem i wszedłem do salonu.
-Czy oprócz tego co tu właśnie wyprawiacie, jest z wami okej?-zapytałem patrząc jak cała piątką próbuje doszczętnie zepsuć sofę, skacząc po niej.
Po tym Harold i Lou zaczęli się tak śmiać że spadli z kanapy i jeden wylądował na drugim.
Podszedłem do nich i obejrzałem kanapę żeby zobaczyć czy faktycznie się zarwała. Po chwili oceniłem że Zayn się pomylił bo nic jej nie dolegało.
-Słu... Słuchajcie tego, teraz.- Niall próbował wykrztusić pomiędzy skurczami przepony.- Przypomniało mi się coś.
-To będzie mocne! -krzyknął Hazza.
-Trzech kumpli stoi pod bramą do piekła czy do nieba...Nie pamiętam.-Niall wzruszył ramionami.-I tam ich spotyka Jezus albo Diabeł... No po prostu zapomniałem! I on im mówi "teraz wam dam pojazd w zależności od tego ile mieliście kobiet w życiu na ziemi.-przebiegł wzrokiem po naszych twarzach.-Podchodzi do niego pierwszy i mówi że miał 20. Diabeł... Albo ten Jezus daje mu Merca. Następny dostał rower bo miał 40 kobiet. I podchodzi ostatni i mówi że miał 80 kobiet i dostał hulajnoge.- blondyn już praktycznie nie mógł powstrzymać śmiechu na myśl o nadchodzącej puencie.-I ten ostatni zaczyna się nagle głośno śmiać. Reszta się go pyta z czego się tak śmieje a on mówi "bo ksiądz na rolkach zapierdala!"-wykrzyczał z całej siły i razem z Harrym zanieśli się dzikim śmiechem.
Tylko Niall i Hazza zrozumieli ten żart.
-To jest bez sensu.-zaprotestował Zayn.
-Jak "bez sensu"?!-zdziwił się Nialler.-Przecież to jest logiczne! Ten kto miał więcej dziewczyn...
-Dostawał gorszy pojazd?-wtrącił Lou ze zmarszczonymi brwiami.
-No dokładnie!- Hazza zaniósł się kolejną salwą śmiechu.
Zayn i Julia spojrzeli na siebie i dokładnie w tym samym momencie wzruszyli ramionami.
-Ok. Ja rozumiem że chcecie się zabawić i w ogóle...-próbowałem przekrzyczeć piszczącego Louisa, który właśnie był goniony przez Nialla wokół stołu.-Ale sugerowałbym odrobinę ciszej.
-Co?- Lou zatrzymał się gwałtownie na zakręcie a Nialler wbiegł w jego plecy, uderzając w nie twarzą i przewrócił się na podłogę.
- No właśnie...-westchnąłem, gdy reszta wybuchła śmiechem patrząc na blondyna usiłującego się podnieść.
Hazza pomógł mu wstać i razem z Louisem, wrzucili go na rozwaloną kanapę.
-Kretyni! -zasyczał Niall łapiąc się za plecy i ponownie spróbował wstać na nogi.
Całą reszta dosłownie już się pokładała ze śmiechu a Zayn leżał na podłodze i turlał się na plecach.
-Jeśli się nie uciszycie będę tu przychodził co pół godziny i was uspokajał! -zagroziłem im ale wcale nie zwrócili na to uwagi.
Gdy odchodziłem w stronę pokoju, obejrzałem się tylko raz. Niall siedzieł na plecach Louisa, który biegał wokół stołu, goniony dla odmiany przez Zayna. Najwidoczniej nie zamierzali w najbliżyszym czasie skończyć imprezy.
Obiecałem że będę co pół godziny ich nawiedzał, ale wytrzymałem tylko 20 minut. Kierując się ponownie w stronę salonu, cieszyłem się że od jakiegoś czasu przyciszyli muzykę. Teraz mogłem usłyszeć wszystko co mówili...
-Chowaj! Szybko! Idzie tu! -wołał Zayn.
Jednak nie zdążyli schować tego co Louis trzymał w ręku, kiedy stanąłem z nim twarzą w twarz.
-Skąd wy do cholery wytrzasnęliście 3-litrowego Jack Daniels'a ?!- wybałuszyłem oczy na prawie pustą kwadratową butelkę z charakterystyczną czarną etykietą.
- Ze sklepu.- powiedział Hazza pochylając się nad stołem.
Dopiero teraz zauważyłem że na stole leży półprzytomny Niall. Podszedłem bliżej i zobaczyłem że Harold ma świetny ubaw z rysowania markerem po twarzy blondyna. Dorysował mu już zakręcone wąsy i przejechał pisakiem po jego brwiach.
-Podoba się?-zapytał świetnie się bawiąc.- Tak będzie chodził już zawsze. Wygląda dużo lepiej.- Hazza odsunął się lekko od swojej ofiary żeby ocenić jej nowy wygląd.
-O! O! Daj! Ja też chce!-Zayn podbiegł do stołu i wyrwał Haroldowi marker z ręki, po czym zajął jego miejsce.
Odwróciłem się żeby zobaczyć co robi Louis. Właśnie rozlewał do dwóch szklanek resztę whiskey. Jedną z nich podsunął Julii, a drugą wypił sam.
-No widzę że będziecie już kończyć.-powiedziałem z nadzieją, wskazując głową na pusta butelkę.
-Chyba żartujesz.-prychnął Lou i udał się w stronę kuchni.
Julia właśnie skończyła opróżniać swoją szklankę gdy koło niej Louis postawił drugą butelkę.
- Przygotowaliśmy się na taki właśnie wypadek.-chłopak był z siebie niewyobrażalnie dumny.
- Możesz mi polać.- Nicola głośno postawiła szklankę na stole.
- To ty nie śpisz?- zapytał Lou napełniając jej szklankę prawie do połowy.
Zaniemówiłem.
-Nie. Chcę się trochę wyluzować.-Cola wzruszyła ramionami.
Po paru drinkach bawiła się tak samo jak cała reszta ( z wyjątkiem Nialla, całego popisanego, który spał na stole w jadalni).
Siedziałem z nimi na wypadek gdyby Haroldowi przyszło na myśl przebiec się nago po ogrodzie.
Hazz wyszedł na środek salonu chwiejąc się i powiedział:
-Uwaga!-podniósł ręce do góry.-Tą piosenkę zaśpiewam specjalnie dla mojej Nicole.-uśmiechnął się.
Wszyscy zaczęli klaskać a któryś z chłopaków zagwizdał.
-It’s a beautiful night, we’re looking for something dumb to do. Hey baby I think I wanna marry you.- podszedł do niej.- Is it the look in your eyes, or is it this dancing juice? Who cares baby, I think I wanna marry you.
Nicola wstała z fotela i pocałowała go.
-Też myślę że za ciebie niedługo wyjdę, wiesz?.-uśmiechnęła się i przytuliła go.
-Kocham cię.-pocałował ją w czoło.
-Dobra, dobra!-wykrzyknął Louis.-Starczy tego! Zaczynam być zazdrosny.-założył ręce.
-Daj spokój!-Julia machnęła ręką.-Są słodcy!
Harry usiadł na fotelu a Cola spoczęła na jego kolanach, cały czas go przytulając.
-Napijesz się?-zapytał Lou podchodząc do mnie ze szklanką z Daniels'em w dłoni.
-Jednego drinka mogę wypić.-przyznałem a chłopak postawił przede mną szklankę.
Pociągnąłem łyka i usiadłem koło Nicoli i Harolda na kanapie.
-Co to za mina?-zapytałem się dziewczyny.
-Ahh... Bo wiesz cała ta sprawa z Lauren.-westchnęła bawiąc się włosami Hazzy.-Ona teraz śpi.-dodała.
-No raczej.-zaśmiałem się.-Ale przecież to nie jest powód żeby marnować sobie Sylwestra, prawda? Pomyśl czasem o sobie.
-Masz rację. Z resztą -ściszyła głos- to ona nie jest taka święta.
-Co masz na myśli?-zapytał Harold.
-Bo jeśli chodzi o to co się stało z Niallem to było to do przewidzenia.-przewróciła oczami.-Od zawsze najbardziej lubiła Louisa.-zerknęła w stronę siedzącego na podłodze chłopaka otoczonego pozostałymi.-I tak już zostało. Nie wiedziałam dlaczego w Turcji zaczęła chodzić z blondynkiem. Obstawiałam różne opcje. Na przykład że chciała wzbudzić w Lou zazdrość ale przeciez wszyscy wiedzą że ona taka nie jest, więc wykluczyłam to od razu.-rozgadała się.-Po prostu chciała spróbować, tylko że jakiś czas temu powiedziała mi i Julii że coraz bardziej Loui jej się podoba.-rozłożyła ręce.
Szczęka mi opadła. Tylko tyle mogłem stwierdzić. Spojrzałem na Hazzę. On był zaskoczony jeszcze bardziej niż ja.
-Dobra, dobra.-przerwałem jej marszcząc brwi.-Poczekaj. Twierdzisz że Lauren leciała na Louisa już od jakiegoś czasu i pomimo to była z Niallem?
-No dokładnie. Na początku zapowiadało się niewinnie ale z czasem robiło się coraz gorzej.
-To od kiedy on jej się podoba?-wtrącił Hazz.
-Tak może od tego jak wróciliśmy z wakacji. Tak, po Turcji się zaczęło.
-I nic nie zrobiła?-zapytałem.
-Kompletnie nic. Może czekała na rozwój wypadków?-zapytała samą siebie.
-No i się doczekała.-mruknąłem pod nosem i wypiłem kolejny łyk whiskey.
___________________________________________________________________________________
No więc proszę, oto i sylwester i "party hard". Mam nadzieję, że się podoba :)
Przepraszam, że tak rzadko dodaję, ale ostatnio po prostu nie było czasu, by go dodać.
Obiecuję że następny będzie szybciej. Być może za 2-3 dni :)
Proszę o szczere komentarze :3
Pod poprzednim rozdziałem jeden komentarz zmiękczył mi serce ;p ale na prawdę, zrobiło mi się bardzo miło :) W takich momentach wiem, że opłaca się pisać dalej, bo komuś się to podoba :)
No dobra, to do następnego! ;D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz