sobota, 23 czerwca 2012

#Rozdział dwunasty.

Wchodząc na lotnisko rozglądałam się na wszystkie strony. Gdzie była ta niespodzianka?! Nienawidziłam tego oczekiwania w niepewności. Odstawiłyśmy walizki z dziewczynami koło wyjścia i czekałyśmy. Ale na co?  to mnie cały czas zastanawiało. Co one do cholery wymyśliły?! Nagle zauważyłam coś co spowodowało o tym że zapomniałam o tej całej sprawie.

***Trzy miesiące temu, kiedy byłam z Nicolą w dużym centrum handlowym w naszym mieście, zauważyłam kolesia który wyglądał identycznie jak Zayn Malik. Gapiłam się na niego dopóki nie odwrócił się w moją stronę. Za plecami słyszałam już jak Nicola chichocze, i postarałam się odejść jak najdalej tego kolesia, żeby nie pomyślał o nas jak o wariatkach.
-Ale jak!-wykrztusiła Cola, gdy już kawałek odeszłyśmy. Byłam pewna że miała na myśli "ale jak on był podobny!"
-Wiem, wiem...-odpowiedziała z mniejszym entuzjazmem nić ona, ale byłam w szoku.
-Zauważyłaś?!
-No jak bym mogła nie zauważyć! Ale oni mają gdzieś trasę.A poza tym był od niego starszy.
-No wiem ale... No po prostu... -zabrakło jej słów.-Mogłam zrobić mu zdjęcie!-powiedziała rozżalona.
-No już chodź.-spróbowałam skierować ją w stroną przymierzalni alby w końcu wybrała strój kąpielowy do Turcji.***

Teraz miałam wrażenie...Nie, byłam pewna, że widzę tego samego chłopaka co w tamtym sklepie.
-Nicola!-wykrztusiłam.-Pamiętasz tego kolesia ze sklepu?! Lauren! Mówiłam ci o nim! Koleś jest identyczny jak Malik!
Wydawało mi się że dziewczyny zaniosły się śmiechem, ale nie byłam tego do końca pewna.
Tylko że ten "Malik" był młodszy od tamtego ze sklepu...
Zaczął iść w naszą stronę. Obejrzałam się żeby zobaczyć, kto na niego czeka. Za nami stały jakieś dwie blondynki, pogrążone w rozmowie. Pewnie do nich szedł. Tylko że za chłopakiem zaczęło biec jeszcze kilku.
-Nie wierze! -niechętnie spuściłam wzrok z pięciu chłopaków, bo miałam wrażenie że gdy się odwrócę, ich już tam nie będzie i spojrzałam na roześmiane Lauren i Nicolę.
Stałam jak zaklęta, żeby się upewnić że to są właśnie ci których spotkały przyjaciółki w Turcji. Stałam i patrzyłam jak Lauren podbiega do blondyna i rzuca mu się w ramiona, a Nicolę ściska mocno chłopak z kręconymi włosami. Zrobiłam kilka kroków do przodu. Byłam już pewna że to oni. Podeszłam do nich szybkim krokiem i poczułam jak ktoś obejmuje mnie za ramię.
-To jest Julka.-powiedziała mi Lauren nad uchem... A tak, to ona mnie trzymała.
-Hej! Jestem Louis.-chłopak w koszulce w paski przytulił mnie.-Miło cię poznać.
-Mi też jest miło. I to bardzo... Nie wiem jak nazwać to uczucie...-zmarszczyłam brwi w skupieniu, a chłopak się zaśmiał.
Później przedstawił mi się Zayn. Tego już pamiętałam. Kiedy wyswobodził mnie z uścisku z wyrazem zamyślenia na twarzy wyciągnęłam przed siebie rękę i dotknęłam jego włosów.
-Myślałam że będą bardziej sztywne!- przyznałam z zaskoczeniem i wszyscy wybuchnęli śmiechem.
Później podszedł do mnie blondyn ( od początku stawiałam że to Niall, chłopak Lauren), później chłopak z loczkami przedstawił mi się jako Harry, a na sam koniec Liam.
-Trudno mi będzie zapamiętać te imiona na przyszłość.-ostrzegłam, kiwając głową.
-Będziesz miała na to całe 10 dni.-Zaśmiała się Nicola.
Powoli odwróciłam do niej głowę i spojrzałam na nia jakby oszalała.
-10 dni? To ich miałaś na myśli pytając czy kogoś ze sobą zabieramy?! -zwróciłam się do Lauren podwyższonym głosem.-To jest ta cała niespodzianka? Serio? W tym momencie odjechałam!.-podniosłam rękę do czoła i pacnęłam się z w nie.
Siedząc w taksówce zastanawiałam się co im do cholery strzeliło do głowy. Cieszyłam się, co było widać po mojej minie, ale nie dotarło do mnie to wszystko jeszcze. Sylwester z nimi? Nie potrafiłam tego pojąć. Nie rozumiałam jeszcze tego jak się udało Lauren przekonać Nicolę do tego aby spędziła ze swoim byłym 10 dni pod jednym dachem. Próbowałam to pojąć ale uparcie nie przychodziło mi nic do głowy.

Kiedy stanęłam przed pięknym, ośnieżonym domkiem, zaniemówiłam. Odwróciłam się by poszukać wzrokiem dziewczyn. Cola wyjmowała walizkę z bagażnika taksówki a jeden z chłopaków (obstawiałam że był to ten bardzo nadopiekuńczy Liam) pomagał jej ją udźwignąć. Nie dowidziałam jednak nic więcej przez padający śnieg i zaczęłam się rozglądać za Lauren. Byłam pewna że będzie stała koło swojego blondynka, lecz rozmawiała właśnie z najstarszym z chłopaków, Louisem.
-Na górze są nasze pokoje, a na dole wasze, chłopaki!.-Krzyknęła Nicola, żeby wszyscy ją usłyszeli, wchodząc do przedpokoju i zapalając światła po drodze do salonu.
Wszyscy poszli za nią, zostawiając walizki w korytarzu. Kiedy stanęłam koło niej zobaczyłam na ścianie wielkie okno, które wychodziło na ogród i ośnieżony las, za którym dobiegały do nas światła miasta. Było ono na tyle daleko żeby nie słyszeć jeżdżących samochodów.
-Ale tu jest pięknie.-westchnęła Lauren.-Idziemy zobaczyć pokoje?
-Kto pierwszy na górze!-krzyknął Zayn i razem z chłopakami, Lauren i Colą, popędziliśmy po drewnianych schodach.
Wszyscy wpadliśmy do pierwszego pokoju przy schodach i z krzykiem rzuciliśmy się na wielkie łóżko. Nagle coś walnęło o ziemię... Louis spadł z łóżka.Wszyscy zaczęliśmy się śmiać i rozeszliśmy się po domu aby zobaczyć resztę pokoi.
Kiedy zeszłyśmy z dziewczynami do kuchni na kolację, zobaczyłyśmy Harrego stojącego przy blacie, krojącego warzywa.
-Dziś szef kuchni serwuję sałatkę-Hazza ukłonił się nam i dalej zaczął kroić warzywa.
-Chyba robisz sobie z nas jaja!-zaprotestował blondynek.-Nie mam zamiaru jeść sałaty jak jakiś królik.-założył ręce, wskoczył na fotel i udał oburzenie.
-Mi tam pasuje jedzenie jak królik.-wtrącił Louis-O ile ten królik lubi marchewki!
Podbiegł do blatu, przy którym stał Harry i rozejrzał się, szukając marchwi. Podniósł głowę z przerażeniem, i zwrócił się do blondyna:
-Niall, mój wierny bracie! Co proponujesz w takim razie?
Za godzinę przywieźli już pizzę którą wspólnie wybraliśmy.Harry wyglądał na zażenowanego ale schował sałatkę do lodówki, przysiadł się na kanapę i oglądał z nami film. Nie znałam tytułu i nie chciałam znać. Patrzyłam na wielki, plazmowy telewizor przez palce i czekałam kiedy morderca zabije główną bohaterkę swoim wielkim nożem, tak jak poprzednie ofiary. Na stole zostały jeszcze 4 kawałki wielkiej pizzy, ale nie wyglądało na to żeby miały się zmarnować. Niall siedział, na podłodze koło kanapy i zajadał się w najlepsze. Patrząc na niego, zastanawiałam się jak taki szczupły chłopak może tyle jeść ale zanim wyjaśniłam to sobie wszyscy wrzasnęli. Łącznie ze mną, bo panowała bezwzględna cisza a ja przestraszyłam się ich krzyku a nie tego co zobaczyli na ekranie telewizora. Nie spojrzałam wcale na niego tylko zasłoniłam sobie oczy. Usłyszałam spokojną muzykę i odważyłam się rozchylić palce. Na ekranie leciały już końcowe napisy więc odetchnęłam z ulgą że nie załapię się już na nic przerażającego.
To był świetny wieczór. Wszyscy się śmiali i rozmawiali o tym co robili, kiedy wrócili z Turcji. Później chłopacy zaśpiewali. Nie mam pojęcia co to była za piosenka, bo nie słuchałam na codzień ich muzyki ale spodobało mi się i kiedy skończyli, zaczęłyśmy z dziewczynami klaskać i gwiżdżeć. Porozmawialismy jeszcze trochę kiedy Liam stwierdził że musimy się już iść spać.
-Jeszcze chwile, tatusiu!- Lou zrobił minę szczeniaczka ale na nic się to mu nie zdało.
-Nie, przecież widzę że już jesteście wykończeni.-wskazał głową na Zayna śpiącego na fotelu.
Louis podszedł do niego od tyłu i podniósł oparcie fotela, tak że Zayn zjechał na podłogę.
- Vas happenin?-mruknął rozkojarzony chłopak z podłogi, a Lou złapał go na nogi i zaczął ciągnąć w stronę schodów na górę.
Harry dobiegł do nich, chwycił Zayna pod pachami i pomógł Louisowi go wnosić po schodach.
-Lauren, chodź bo ciebie też zaraz będziemy musiały taszczyć do łóżka.-powiedziałam do niej, gdy zobaczyłam że jej głowa opada jej na ramię.
Gdy byłyśmy już przygotowane do snu, weszłam z Colą do pokoju Lauren.
-Hej...Chcemy pogadać.-zaczęła Nicola cicho.
-O czym? -Lauren podniosła się z łóżka.
-Bo widzisz...-zaczęłam.
-Widziałyśmy dziś że coś jest nie tak między tobą a Nillerem.-wypaliła Nicola.
-No, eee... -Lauren  nie wiedziała co ma odpowiedzieć. Jednak po chwili dodała.-Mamy po prostu trudny okres, wiecie? To nic takiego. Tylko... To przejdzie.
Pomimo tego że zapewniała nas że będzie ok, widać było po jej minie że była smutna. Uspokajała nas żebyśmy się nie przejmowały. Nie miałam pojęcia dlaczego jej się nie układa z Horanem. Jedyne wytłumaczenie jakie przychodziło mi do głowy kiedy ich obserwowałam było takie że po prostu do siebie nie pasowali.
-Lauren, powiedz co co chodzi. Widzę że coś się psuje!- domagała się wyjaśnień Nicola.
-No dobra niech wam będzie.-prawie krzyknęła Lauren.-To wszytsko prze toże coraz bardziej lubię Louisa.-dodała ciszej i bardziej rozżalona.-I wydaje mi się że Niall wyczuł że zrobiłam się w stosunku do niego bardziej oschła. Ale dziwi mnie to że nie próbuje tego zmienić. Jemu też chyba nie zależu na tym związku. -jej oczy zaszkliły się.-Ale ja nie podjęłam jeszcze żadnego wyboru! Nie mam zamiaru na razie z nim zrywać tylko przeczekam te całe wątpliwości.
-Spokojnie. Masz dobry plan. Przeczekajcie ten okres i wszystko się ułoży.-pocieszyła ją Nicola.
Nie byłam tego taka pewna czy wszystko się dobrze skończy... Gdyby Lauren naprawdę coś czuła do Nialla, nie spodobałby się jej Lou.
-Idziemy już spać. Tobie też to dobrze zrobi. -uśmiechnęłam się pocieszająco.- Dobranoc.-I udałyśmy się do łóżek.
__________________________________________________________________________________


No i macie kolejny ;D 
I już teraz was przepraszam, ale w środę wyjeżdżam na tydzień. Nie będę w tym czasie dodawać rozdziałów. Być może, jeżeli będziecie chcieli we wtorek dodam jeszcze jeden, no i niestety tydzień przerwy.
Postaram się przez ten czas sama coś napisać, chociaż nie wiem czy dam radę i czy znajdę na to czas. Jeżeli będę miała taką możliwość to coś napiszę.

Proszę o szczere komentarze :) Co myślicie o tym rozdziale ?
I jeśli macie jakieś pomysły na "party hard" i imprezkę na sylwestra to śmiało piszcie, być może z czegoś skorzystam :)

Dziękuję wszystkim za liczne wejścia na bloga i życzę miłego czytania. :)
Do następnego <3

Jeśli w  tym czasie kiedy mnie nie będzie ktoś będzie chciał się ze mną skontaktować to proszę pisać na Twitterze. Będę raczej codziennie więc postaram się odpisać ;)






poniedziałek, 18 czerwca 2012

# Rozdział jedenaty.

Obudziłam się chwilę po dziewiątej. Wszyscy jeszcze spali. Nagle przypomniało mi się coś ważnego, co wczoraj przez te emocje wyleciało mi z głowy. Wzięłam telefon do ręki i spojrzałam na ekran. dwanaście nieodebranych połączeń ! wszystkie od Harrego. Obiecałam mu wczoraj, że oddzwonię.
"cholera ! zapomniałam o urodzinach Louisa !" walnęłam się otwartą dłonią w czoło. Kolejna, lecz już dużo ważniejsza sprawa, która także wyleciała mi z głowy. Szturchnęłam delikatnie Lauren, po chwili obudziła się.
-co jest? - spytała zaspanym głosem.
-Wiesz jakie my jesteśmy głupie ?!
-eee ?
-zapomniałyśmy o urodzinach Louisa !
-o cholera - zrobiła wielkie oczy i podniosła się do pozycji siedzącej. - i co teraz ?
-No nic, musimy do niego zadzwonić i coś wymyślić.  Przez to wszystko kompletnie zapomniałam.
-Ja też. Dobra, to co mówimy ?
-ee, chyba najlepiej prawdę. Masz lepszy pomysł ?
-no nie, ale już ? teraz ? daj jeszcze trochę pospać... - powiedziała Lauren po czym z powrotem się położyła.
-pewnie.. dobranoc - powiedziałam ironicznie.
Wygramoliłam się z łóżka, chwyciłam telefon i zeszłam na dół kierując się w stronę kuchni po coś do picia. Nalałam szklankę soku po czym stwierdziłam, że sama zadzwonię do Lou. Wybrałam numer i spokojnie czekałam aż odbierze.
-Halo? - z słuchawki telefonu wydobył się znajomy głos.
-Hey Louis.
-No hey kochana, co tam u Ciebie? czemu wczoraj nie dawałaś znaku życia?
-Przepraszam, po prostu za dużo emocji jak na jeden dzień. I tak zapomniałam o jednym, bardzo ważnym wydarzeniu.
-Mianowicie? - spytał Louis.
-Spóźnione najlepsze życzenia staruchu - zaśmiałam się.
-Haha, dziękuję.
-Strasznie Cię przepraszam, że tak wyszło. No ale jak już mówiłam za dużo emocji.
-A z czym te emocje są związane ? - zapytał dociekliwie mój, myślę że najlepszy przyjaciel.
-Z moim prezentem gwiazdkowym - uśmiechnęłam się sama do siebie - A co do prezentu, to mam nadzieję, że ten ode mnie, właściwie ode mnie i od Lauren, Ci się spodoba.
-Ooo.. no to mó... - nie usłyszałam zdania do końca bo w słuchawce było słychać głośne głosy reszty chłopaków.
-Kto dzwoni ? - doszedł do mnie przez telefon głos Nialla.
-Nicole - Louis zwrócił się do reszty.
-Nicole ?! - krzyknął Harry - Daj mi ją !
-Poczeka... - nie dokończył bo Harry prawdopodobnie wyrwał mu telefon z ręki.
-Halo ? Nicole ?
-Cześć Harry - zrobiło mi się dziwnie kiedy usłyszałam jego głos, zwłaszcza ze świadomością, że miałam wczoraj do niego oddzwonić.
-Dlaczego nie odbierałaś telefonu ?! miałaś oddzwonić ! Wiesz jak się martwiłem ! Dlaczego wtedy płakałaś ?! - usłyszałam pytania, których się spodziewałam.
-Harry.. zwolnij trochę ok ? Przepraszam, że wczoraj nie oddzwoniłam, ale kompletnie zapomniałam o całym otaczającym mnie świecie.
-Dlaczego ? - zapytał lekko zdziwiony.
-Wczoraj spełniło się jedno z moich wielkich marzeń... noo właśnie dlatego.
-A pochwalisz się ?
-Pamiętasz, kiedyś mówiłam Ci że kocham konie i jeździectwo.
-No, pamiętam.
-No właśnie. No więc właśnie wczoraj dostałam taki duży prezent.
-... konia ? -
-brawo geniuszu - zaśmiałam się, a wielki uśmiech nie schodził z mojej twarzy. - tak konia.
-wow, no faktycznie duży ten prezent - zaśmiał się - cieszę się, że spełniło się Twoje marzenie.
W tym momencie nie wiedziałam co powiedzieć. Uśmiechnęłam się delikatnie a miły dreszcz przeszył moje ciało.
-Harry, mógłbyś mi dać jeszcze na chwilę Lou ?
-a co, źle Ci się ze mną gada ? - zapytał roześmiany.
-nie, pewnie, że nie, ale muszę mu w końcu powiedzieć o tym jego prezencie.
-Jakim prezencie ?
-Urodzinowym, ale myślę, że wy też z tego skorzystacie, więc niech to będzie wasz prezent gwiazdkowy haha.
-Haha, ok. To przełączę Cię na głośnik. - Harry włączył głośnik i po chwili w słuchawce telefonu rozległo się głośne "Hay!" wypowiedziane chórkiem przez chłopaków.
-Hey chłopcy. - powiedziałam z wielkim uśmiechem na twarzy - No więc Loui, no i chłopaki. Mam dla was taki prezent świąteczny, właściwie miał być urodzinowy dla Lou, no ale cóż.
-Eeej !! no wiesz, zamieniłaś mój prezent na prezent dla wszystkich ?! - powiedział "oburzony" Lou.
-Oj przestań... i tak byś ich zabrał.
-zabrał ? gdzie ? - zapytał Zayn.
-Do Norwegii, na sylwestra. Właściwie na dziesięć dni. Od trzydziestego.
-Do Norwegii ?! super !! - krzyknął rozradowany Niall.
-Tak, no więc, co wy na to ?
-Jedziemy! - krzyknęli chórkiem, nawet nie wiem czy wszyscy.
-To super ! No więc, widzimy się za pięć dni - powiedziałam rozradowana - a tym czasem kończę, jadę odwiedzić mój prezent.
-No właśnie, jaki prezent ? - zapytał zaciekawiony Lou.
-Niech Harry wam wszystko opowie, ja na prawdę muszę kończyć. Paa.
-Ok, Paa - chłopcy krzyknęli chórkiem i rozłączyłam się.
Do kuchni weszła mama, zaraz po niej babcia, potem dziewczyny. Zaczynało robić się tłoczno, więc poszłam w końcu się ubrać. Gdy zeszłam z powrotem na dół, na stole już czekało śniadanie, które powoli znikało.

Po śniadaniu pojechaliśmy do stajni. Pierwszy raz, wsiadłam na mojego konia. Pierwszy dzień, pierwsza jazda a więc na koniec wsiadły także moje przyjaciółki. Julia trochę się bała, ponieważ nigdy wcześniej nie jeździła na koniu, ale po kilku kółkach tak jej się spodobało, ,że nawet nie chciała z niego zsiadać.
Pomimo tego, że był to dopiero pierwszy dzień, czułam jakąś więź pomiędzy mną a Kają. Czułam, że będziemy się świetnie dogadywać.
Na następny dzień zaczęły się już ostre treningi z panią trener. Koń, nie do końca był ułożony tak, jak powinien, więc wymaga jeszcze dużo pracy. Często dopadały mnie myśli typu : "Jak ja to wszystko pogodzę? Koń, szkoła, rodzina, przyjaciele...właśnie, przyjaciele... połowa jest w Londynie, przecież muszę ich odwiedzać! Przecież niedługo wyjeżdżamy, na ponad tydzień ! i co wtedy ?" Ale po dłuższych rozmyślaniach dochodziłam do wniosku "Dam radę".
Kolejne dni mijały tak samo. Całe dnie spędzone z koniem, z którym próbowałam się coraz lepiej dogadywać.
Został jeszcze jeden dzień do wyjazdu. Powoli zaczynałam się pakować.

piątek, 1 czerwca 2012

#Rozdział dziesiąty.


*24 grudzień*
To już dzisiaj. Ten magiczny dzień, na który każdy czeka cały rok. Otworzyłam już całkiem przytomne oczy i ruszyłam w stronę szafy. Wyjęłam jakieś jeansy i ciepły sweter po czym zajęłam łazienkę. Gotowa zeszłam na dół i wparowałam do kuchni, gdzie mama z babcią już zajmowały się świątecznymi potrawami.
-Dzień dobry - powiedziałam rozradowana - wesołych świąt.
-Dzień dobry, kochanie. Jak tam świąteczny nastrój ? - odpowiedziała uśmiechnięta mama.
-eem, ok. Jest świetnie - odpowiedziałam.
Sięgnęłam po szklankę po czym nalałam do niej soku pomarańczowego i spojrzałam przez okno. Zobaczyłam jak przez podwórko zmierza już Lauren z rodzicami. Odłożyłam szklankę i wybiegłam na dwór się przywitać. Uściskałam przyjaciółkę z całych sił.
-To co, bierzemy się do przygotowań ? - zapytała z uśmiechem Lauren.
-Taak, zaczynamy od choinki.
-ee.. no ok.
-Julia przyjedzie za godzinę to nam pomoże.
Weszłyśmy do salonu, gdzie miała odbyć się kolacja. Karton z choinką i bombkami już leżał na środku. Niewiele myśląc zabrałyśmy się do roboty. Włączyłyśmy jakiś kanał muzyczny, na którym oczywiście leciały już przeróżne świąteczne piosenki i kolędy. Kiedy skończyłyśmy rozkładać choinkę, wzięłyśmy się za rozplątywanie lampek. Padła melodia "Santa Clous is coming to town" Justina Biebera. W tym momencie jak pojebane zaczęłyśmy tańczyć i śpiewać wieszając lampki. Następną piosenką okazało się być "What makes you beautiful".
-Przełącz.-powiedziałam do Lauren. Nie miałam ochoty na słuchanie głosu Hazzy.
-A właśnie! Dzwoniłaś do chłopaków?
-Jakoś nie mam na razie ochoty.-przyznałam szczerze.
-I tak ci o tym niedługo przypomnę bo sama mam zamiar to zrobić.-powiedziała to jakby mi groziła i wybuchnęła śmiechem.
-No witam, witam!-Julia otworzyła drzwi do pokoju z takim impetem że odbiły się od ściany i uderzyły ją w twarz.
Wszystkie wybuchnęłyśmy śmiechem i zaczęłyśmy rozmawiać o świętach i prezentach.
-A ty co dostaniesz?-zapytałam się Lauren.
-Szczerze? Nie mam zielonego pojęcia. Nie zawracałam rodzicom o nic ostatnio głowy więc najprawdopodobniej jakieś ciuchy.
- Ja kiedyś dostałam piórnik z Witch. Jakieś 9 lat temu. -westchnęła Jula z udawaną dezaprobatą.-Mam nadzieje że tym razem mama się bardziej postara.
Po chwili rozległ się dźwięk telefonu. Dzwonił Louis. Odebrałam i przyłożyłam telefon do ucha.
-Wesołych świąt ! - krzyknął radośnie chórek z telefonu.
-dziękuję chłopcy, wzajemnie - powiedziałam z radością w głosie, myślałam że nie zadzwonią - czekajcie przełączę was na głośno mówiący.
-Noo, to co tam u was dziewczyny ? jak tam przygotowania ?
-Jakoś idzie, na razie dajemy radę - powiedziała rozradowana Lauren - właśnie chciałyśmy do was dzwonić. A jak tam u was ?
-Ok, pomału wszyscy się rozjeżdżamy. Niestety święta spędzamy osobno - powiedział, prawie jak zawsze uradowany Liam.


*Oczami Lauren*
Właśnie odłożyłam sztućce. Karp był naprawdę pyszny. Rozejrzałam się żeby sprawdzić czy ktoś przy stole jeszcze je. Nicola i Julia już kończyły a pozostali byli pogrążeni w rozmowie i co jakiś czas coś podjadali.
 Zaczekałyśmy grzecznie aż skończą.
-No więc tak-odezwał się wujek Coli.-W ramach prezentu ode mnie wy trzy-wskazał na mnie i na dziewczyny.-Pojedziecie do Norwegii na 10 dni, a ja udostępnię wam swój domek.
-Ekstra!-syknęłam.
Dziewczyny były tak samo zadowolone jak ja.
-Dzięki wielkie!-Nicola rzuciła mu się na szyję.
Do głowy wpadł mi niezły pomysł...
-A możemy ze sobą kogoś wziąć?- spytałam mając na myśli pewnych pięciu chłopaków z Londynu a Nicola spojrzała na mnie jakby chciała mnie zabić.-Dojadą we własnym zakresie.-uśmiechnęłam się.
Odkąd wróciłyśmy z Turcji, utrzymywałyśmy z nimi regularny kontakt przez internet i żegnając się z nimi byłam pewna, że będzie to tylko tymczasowa rozłąka.
-Jasne tylko nie rozwalcie mi chaty.-odpowiedział wujek i wszyscy się roześmiali.
Byłam pewna że przyjaciółka wie że chodziło mi o chłopaków. Oczywiście zamierzałam ją później do tego namówić, a dla Julii zachować w tajemnicy i zrobić jej niespodziankę.
Rozpakowaliśmy prezenty. Wtedy mama Coli zabrała głos:
-Nicola dostanie dziś jeszcze jeden prezent.-podeszła do niej i dała jej do ręki kartkę.

*Oczami Nicoli*
Dostałam od mamy tylko perfum. Więc stwierdziłam, że to najbiedniejszy prezent świąteczny, jaki dostałam. Lecz kiedy mama dała mi do ręki kartkę, wielkości pocztówki, pomyślałam "żartuje sobie ze mnie i to w święta, fajnie..". Na "pocztówce" było moje zdjęcie, na koniu, którego ostatnio oglądałam. Jeżdżę konno już od wielu lat i moim marzeniem było, mieć swojego własnego. W listopadzie obejrzałam kilka koni i zastanawiałam się z mamą nad kupnem, ale nie przypuszczałam, że kupi go tak wcześnie. Na kartce było coś napisane, ale za pierwszym razem nie zwróciłam na to uwagi, a nawet nie zauważyłam tego napisu. Dopiero kiedy wzięłam do ręki "książeczkę" i przeczytałam tekst napisany dużymi literami "Paszport konia". Zamarłam. Nie wiedziałam co powiedzieć. Gapiłam się w to przez dłuższą chwilę i rozkleiłam się jak małe dziecko, po czym wstałam i rzuciłam się mamie na szyję.
-Żartujesz ?! - krzyknęłam, bo jeszcze nie przyswoiłam całej tej sytuacji.
-Nie, zaraz jedziemy do stajni żebyś zobaczyła swój prezent - mama płakała razem ze mną.
-Dziękuję - uściskałam ją jeszcze mocniej.
Kiedy już trochę się uspokoiłam, wszyscy zaczęli się ubierać i powoli wychodzić na zewnątrz. Po drodze do samochodu tata wyciągnął jeszcze zza rogu domu wielki worek marchewek. Kiedy Lauren je zobaczyła powiedziała mi tylko do ucha "Louis  pewnie byłby w siódmym niebie". No tak, miała właściwie rację.


***

Wszyscy wysypali się z samochodu. W stajni było ciemno, jedyne światło, które ją oświetlało to światło lampek na choince i boksie. Tak, boks, który był oświetlony to miejsce, w którym stał mój koń, którego jeszcze nie ujrzałam. Weszłam do stajni i otworzyłam drzwi boksu. To właśnie ten koń, który podobał mi się najbardziej, o którym mama wciskała mi kity, że został sprzedany. Klacz była ubrana w czerwoną derkę a na szyi miała wielką czerwono-zieloną kokardę. Podeszłam do niej i cały czas płacząc wtuliłam się w nią. Moje marzenie się spełniło. Mogę szczerze powiedzieć, że jest to najlepszy dzień  mojego życia. Kolędy w tle oddawały całą magię, której do tej pory nie czułam, dopiero teraz stwierdziłam, że to jednak jest magiczny dzień, w którym wszystko może się zdarzyć.
Wyszłam z przyjaciółkami na zewnątrz próbując się trochę uspokoić, na co łzy szczęścia wciąż nie chciały mi pozwolić. Usłyszałam dźwięk telefonu. Tak, to mój telefon dzwonił. Wyjęłam go z kieszeni i spojrzałam na ekran, aby sprawdzić kto to, lecz zaszklone oczy mi w tym przeszkadzały.
-Halo? - odebrałam telefon głosem płaczu, którego wciąż nie mogłam uspokoić.
-No hey, jak tam święta ? - odezwał się bardzo znajomy mi głos.
-Harry? - spytałam nie do końca przekonana.
-Tak... coś się stało ?!
-Nie, wszystko ok, jest wręcz niesamowicie. Muszę kończyć, pogadamy później ok?
-Ok, ale na pewno nic się nie stało ?
-nie, wszystko w porządku. Pa. - rozłączyłam się i ruszyłam z powrotem do stajni, jeszcze raz przytulić się do Kaji.





***

Gdy wróciliśmy do domu prawie wszyscy byli padnięci. Oczywiście szybko "wytrzeźwieli" i zaczęli rozmawiać i bawić się przy alkoholu.
Spałyśmy na materacu, z racji tego, że byłyśmy trzy, a łóżka trzeba było udostępnić dla gości. Julia szybko padła i bardzo twardo, słodko spała.
-Naprawdę chcesz jechać do Norwegii z chłopakami ? - zapytałam szeptem Lauren siedzącą obok, tak, aby nie zbudzić Julii.
-A dlaczego nie? Wreszcie mamy szansę się z nimi spotkać! - powiedziała rozradowana.
-Nie wiem czy to jest dobry pomysł...
- Daj spokój! Przecież mamy się zabawić. Może uda ci się poprawić relacje z Haroldem...
- Wiesz co? Przesadzasz.
- No ale pomyśl tylko! Dawno się z nimi nie widziałyśmy. Nie wiem jak ty ale ja okropnie za nimi tęsknię. A poza tym wyobraź sobie minę Julii jak zobaczy ich na lotnisku.-zachichotała.
- No dobra. Niech ci będzie. Myślisz że ja za nimi nie tęsknię? Brakuje mi ich.-przyznałam się szczerze.






_________________________________________________________________________________

szczerze mówiąc, jakoś nie podoba mi się ten rozdział, no ale to jest tylko moje zdanie .. 
wyrażajcie swoje opinie w komentarzach !! :)
Następne rozdziały już coraz bliżej ;D niektóre już nawet napisane ;p
pozdrawiam <3