*Oczami Julii*
-Rozchmurz się.-szturchnęłam Nialla w ramię.
Gmerał łyżką w misce z płatkami i podpierał głowę ręka. Spojrzał na mnie ironicznie i westchnął.
-Jakbyś zapomniała... To dziś wyjeżdżamy.
-Pamiętam. I co?- uniosłam brew.
-Będę za wami tęsknił.
-Ja nareszcie odpocznę.-zażartowałam i opadłam na swoje krzesło, stające przy stole w jadalni.
Nicola od rana nie rozstawał się z Harrym. Wyobrażałam sobie co czuje. Ja niedługo miałam pożegnać się ze "swoim Harrym", zajadającym właśnie płatki koło mnie. Różnica między uczuciem pomiędzy nami a panującym w związku mojej przyjaciółki, była widoczna. Nie oznaczało to jednak że nie będę odczuwała skutku naszego rozstania. Bardzo rzadko decydowałam się ukrywać jakieś emocje lecz dziś byłam do tego zmuszona. Zależało mi na tym aby nie pogarszając sytuacji Nialla bo była i tak już dość beznadziejna. Było mi bardzo źle gdy patrzyłam w niebieską głębie jego oczu i zdawałam sobie sprawę że nie doszukam się w niej niczego poza smutkiem. Zmusiłam się w tym momencie do uśmiechu. Możliwe że wyglądało to głupio... Nagły przypływ rozbawienia wywołany widokiem ściany. Myśląc o tym szczerze się zaśmiałam. Nie no! Teraz dziewczyny, Harry, Liam i Niall, siedzący w jadalni byli przekonani o postępach choroby psychicznej. Zdusiłam kolejną falę śmiechu kaszlem. Nie odważyłam się spojrzeć na blondyna. Jednak dobry nastrój prysł tak szybko, jak sie pojawił bo przypomniałam sobie że za niecałe 4 godziny zobaczę ich po raz ostatni. Hej! Przecież świat się nie kończy!- dodał mi ciepło otuchy głosik we własnej głowie-Nie widzisz ich ostatni raz w życiu. Za kilka miesięcy znowu się zobaczycie! Zmarszczyłam brwi. Racja. Możliwe że nawet za miesiąc ponieważ Harold ma osiemnaste urodziny. Nastrój mi się polepszył. Nie cierpię swoich huśtawek emocjonalnych -pomyślałam. Nerwy jednak nie opuszczały mnie nadal i nie pozwoliły przełknąć niczego ani na śniadanie, ani na lotnisku.
Specjalnie wybraliśmy ustronne miejsce koło małego baru. Nicola siedziała z Harrym na jednym z krzesełek, a chłopak nie wypuszczał jej z uścisku. Stałam z Lauren, Louim i Liamem, podczas gdy Zayn pomagał Niallowi przy automacie z batonikami, w którym utkwiła mu paczka M&M-sów. Lot chłopaków do Londynu był szybciej niż nasz o ponad 40 minut. Zamyśliłam się na tym, czy moje życie zmieni się po powrocie do Polski. Z zadumy wyrwał mnie jęk Horana.
-Nie udało się? -zapytał Lou robiąc smutną minkę.
-Nie... -Zayn spuścił głowę.-Bardzo mi przykro, robiliśmy wszystko co w naszej mocy.
Zaniosłam się śmiechem i poklepałam chłopaków po plecach w pocieszającym geście. Nadal się śmieją zrobiłam te parę kroków w stronę automatu i nauczona poczynaniami chłopaków z mojej klasy, podczas szkolnych przerw, dyskretnie aż zdecydowanie, wzięłam krótki rozbieg i zderzyłam się z bokiem automatu. Zadudniło a potem dobiegł do mnie dźwięk zderzających się ze sobą drobnych cukierków. Sięgnęłam po żółtą paczuszkę i jęknęłam. Że też musiał wybrać orzechowe!
-Orientuj się, Horan!- zamachnęłam się i rzuciłam w niego cukierkami.
Pierwszy raz w życiu udało mi się trafić do celu. Paczka uderzyła chłopaka w kark i została w ostatnim momencie przechwycona przez Zayna stojącego obok. Jego mina była nie do opisania. Wyglądał mi na miarę najszczęśliwszego człowieka na świecie. Nie zdziwiłabym się gdyby zaraz zaczął czcić te ohydne, orzechowe cukierki. Nie mogłam tego samego powiedzieć o blondynie. Ruszył na mnie niczym rozjuszony byk oddychając szybko przez zaciśnięte zęby. Nawet nie podjęłam próby ucieczki. Zaśmiewałam się z niego razem z resztą. Doszedł do mnie i podniósł. Już po sekundzie zwisałam zgięta wpół, przerzucona przez jego ramie.
-Niall, idioto...-wykrztusiłam z trudem, widząc do góry nogami Nicolę zalaną łzami ze śmiechu.-Puść mnie boo...
-Bo co? Podskoczysz żeby mi przywalić? -zaśmiał się a mi krew podpłynęła do głowy.
-Tak, podstawię sobie jakiś karton i się zamachnę! -zaczęłam wymachiwać rękami z nadzieję że uda mi się zrealizować swoją groźbę i go walnąć. Szło mi niestety to tak nieporadnie że doprowadziłam go tym do jeszcze głośniejszego śmiechu.
Byłam chociaż spokojna że nikt nie zrobi nam zdjęcia; miejsce które wybraliśmy na oczekiwanie lotu było prawie całkiem puste, chyba ze względu na bardzo wczesną porę. W dodatku miłośnicy wędrówek po ośnieżonych górach z reguły nie wyjeżdżali tak szybko. Została jednak zszokowana niecodziennym widokiem brunetka za barem.
-Postaw ją, Niall.-ten kto wypowiedział te słowa sprawił że znieruchomiałam. Nie byłam w stanie określić kto, bo krew w okolicach uszu głośno szumiała i przytępiała zmysł słuchu.
-Daj spokój tu nikogo nie ma.-odezwał się kto inny, świetnie się bawiąc.
-N... Nie. -wyjąkałam i zaraz dodałam głośniej: Postaw mnie!
Nie poczułam jednak gruntu pod nogami więc spróbowałam się po prostu mu wyślizgnąć ale od razu mocniej zacisnął rękę na moim pasie. Szedł spokojnym krokiem do krzesełek na których wszyscy siedzieli. Piszczałam w duchu że zaraz przydepnie mi włosy, zamiatające po białej podłodze, tuż przed jego czerwonymi butami. Gdy doszedł do czarnych krzesełek z wielkim aktem łaski posadził mnie na jednym z nich, tuż obok Lauren. Zaciągnęłam się powietrzem.
-Masz nauczkę.-uśmiechnął się szeroko.
-Przyznaję że to było niezłe.-podniosłam kciuk do góry.
-Dzięki.
-Wyglądasz jak burak. -zwróciła mi uwagę Lauren.
-Dzięki.-powtórzyłam po Niallu.
-I jak tam?- uśmiechnęła się do mnie Nicola ze stolika obok.
-Bardzo dobrze, dzięki. -odpowiedziałam jej uśmiechem.
Oparła głowę na ramieniu swojego chłopaka a on objął ją w talii i pocałował w czoło. To ja nie przeszkadzam...-pomyślałam i odwróciłam się od nich unosząc brwi.
-To jak robimy z tymi urodzinami Kędziora? -zwróciłam się do Lou kiedy skończył już się śmiać z tego co właśnie opowiedział mu Liam.
-Wpadacie w lutym. Koniec! -klasnął w dłonie i wyszczerzył się do granic możliwości.
-Na pewno się postaramy!- spróbowałam powtórzyć jego minę i również uderzyłam dłońmi o siebie.
-Myślimy jeszcze tylko nad prezentem. Aha i raczej nie uda się być nam wszystkim wtedy w Londyie. Właściwie to rozegramy to tak że zrobimy mu niespodziankę kilka dni po jego urodzinach bo w ten odpowiedni dzień jedzie gdzieś z mamą i Gemmą. Dajcie znać jak zarezerwujecie lot to umówimy się na konkrety dzień.- puścił do mnie oko.
-Okej.-zaśmiałam się. Matko jak ja dużo się śmiałam przez te 10 dni...-Mamy akurat ferie więc nie sądzę abyśmy się rozmyśliły ze względu na szkołę.
-Będzie ekstra! -Liam wyszczerzył zęby.
-Wymyślimy mu coś niezłego. -Lou zatarł ręce i spojrzał na zegarek.-Kurde! Musimy się zwijać!-powiedział głośniej aby inni go usłyszeli.-Jeszcze musimy dojść do bramki! -wstał i rzucił się po swoją walizkę.
Chłopacy przyszli szybko. Za szybko. Nie zdążyłam pomyśleć a każdy trzymał swoją walizkę. Rzuciłam się w ramiona najbliżej stojącemu Zaynowi.
-Bardzo miło było cie poznać, serio.-powiedział pogodnym tonem ze swoim akcentem.
-Ciebie również, Zayn. -odsunęłam się od niego i uścisnęłam jego rękę.-Ten tatuaż bolał ?-zapytałam zawieszając dłużej wzrok na czarnej dłoni wytatuowanej na jego ręce.
-Nie za bardzo. Gdyby to było zbyt bolesne nie robiłbym pozostałych.-wzruszył ramionami.- Planujesz jakiś? -przytaknęłam.-O! To mogę ci polecić dobrego tatuażystę ...
-Panu już dziękujemy.-Jego miejsce zajął bezceremonialnie Louis.
-Dzięki, Zayn! Na pewno skorzystam .-pomachałam do oddalającego się w stronę reszty chłopaka.
Uściskałam Louisa z całej siły.
-Wszystko się ułoży. Trzeba tylko czasu. -szepnęłam.-Jestem pewna, Lauren nie chowa długo urazy. Miejmy nadzieję że ty też.-poklepałam go po plecach.
-Ja też.-westchnął. Odetchnęłam w myślach gdy nie doszukałam się w jego tonie ani grama smutku czy zażenowania.
-Jesteś świetnym chłopakiem, Lou.- puściłam go w końcu.
-Ty też.
-Miło. -przyznałam z aprobatą.
Podeszłam do Liama.
-Pilnuj ich.-przytuliłam go.-Żeby nie rozrabiali.
-Na pewno im się to nie uda. Przynajmniej kiedy będą ze mną.-poczułam jak bawi się moimi włosami za plecami.
-To był naprawdę świetny czas.-westchnęłam.
-Racja. Szkoda że dobiegł już końca.-uśmiechnął się smutno.
Ku mojemu zdziwieniu Harry oderwał się od Nicoli i podszedł do mnie gdy Louis zajął jego miejsce przy dziewczynie.
-Hej, Harry. -pożegnanie rozpoczęłam powitaniem.-Chciałabym ci coś powiedzieć.
-Słucham.--spojrzał ma mnie z deka zdezorientowany.
-Wiem że kochasz Nicolę z całego serca ale pomimo to powiem ci to bo też ją kocham. Ona już raz płakała przez jednego palanta. Nie była z tamtym blisko ale i tak ją zranił a ja nie chce aby znów chodziła załamana. Wiem ze ją szanujesz i troszczysz się o nią. Nie bierz tego do siebie co powiedziałam bo bardzo, bardzo cię lubię i idealnie do siebie pasujecie. Gdybyś jednak miał zmienić decyzję ze względu chociażby... dla jej dobra, to zastanów się dwa razy, proszę cię bardzo. Wątpię w to ale mówię to wszystko na wszelki wypadek, naprawdę.-rozłożyłam ręce.
Chłopak słuchał mnie w milczeniu, potakiwał od czasu do czasu.
-Życzę wam jak najlepiej i myślę że jesteś najlepszą osobą na jaką mogła trafić, serio.-przytuliłam go.
-Dziękuję. Bardzo ją kocham i zrobię wszystko żeby była szczęśliwa. Wiem że jest bardzo wrażliwa. Cieszę się że cie w końcu poznałem.-odgarnął grzywkę z twarzy.
-Dziękuje. Ja też nie mogłam się doczekać już od listopada.-uśmiechnęłam się do niego i patrzyłam jak odchodzi do Nicoli. Dziewczyna miała zaczerwienione oczy a pod nimi widniały długie, czarne ślady od tuszu do rzęs, spływające po policzkach. Płakała. Jej, jak dobrze że mnie bardzo trudno doprowadzić do płaczu.
Nagle ktoś przytulił mnie tak mocno jakby chciał mi zgnieść wszystkie żebra. Poczułam jego znajomy zapach i zamiast zaprotestować, uścisnęłam go z całej siły. Myślę że Niall Horan będzie za mną tęsknił. Zdałam sobie sprawę że ja też. I to bardzo. Zastygliśmy tak nie wiem na jak długi czas. Zaczynałam mieć problemy z oddychaniem ale nie przejmowałam się czymś tak błahym w tym momencie.
-To tylko miesiąc, Niall.- powiedziałam, wduszona w jego kurtkę.
Nic nie powiedział.
-Niall?
Zero reakcji.
-Niall, głąbie powiedz coś bo zaczynam się bać!
Zaśmiał się krótko. Odetchnęłam z ulgą. Czy naprawdę można się tak przywiązać do człowieka przez 10 dni?- zastanawiałam się w duchu.
-Dzięki za M&M-sy.- powiedział spokojnym tonem. Poczułam jego policzek na swojej skroni.
-Nie ma sprawy.-uśmiechnęłam się.
-Ale nie myśl sobie że tym coś zyskałaś... I tak cię nie cierpię.-przypomniał mi żartem.
-Ja ciebie też. Z całego mojego różowego, słodkiego serduszka.-wymamrotałam nadal wciśnięta w jego klatkę piersiową.
Nie znałam go od 10 dni. Znałam go od zawsze.
-Niall, chodź tu!- zawołał go Liam.
-Musimy się pospieszyć. -powiedział mi nad uchem blondyn, zduszonym głosem.
Wyplątałam się z jego uścisku.
-Ok.- spuściłam głowę.
Nie, nie ok.
Odwróciliśmy się do wszystkich. Zaobserwowałam jak Nicola w pełni wykorzystuje ostatnią okazję na pocałunek z Harrym.
-Zanim się zwiniemy, przypominam że Zayn ma za tydzień urodziny.-uśmiechnął się szeroko Louis.
Odśpiewaliśmy mu happy birthday w przyspieszonym tempie a potem, z dziewczynami powiedziałyśmy mu "sto lat" po Polsku. Zayn wyglądał na zadowolonego. Najśmieszniej było gdy na odchodnym chłopacy machali i na zmianę mówili "Pa" i "sto lat" w naszym ojczystym języku. Gdy pospiesznie ruszyli do swojej bramki, zobaczyłam że lotnisko nie jest całkiem puste i zaczęło się tu kręcić coraz więcej podróżnych. Gdy szłyśmy już na pokład naszego samolotu, ludzi było już całkiem sporo choć na pewno nie tyle co w ciągu reszty roku.
-Ja przy oknie!- Lauren przepchnęła się przed Colą i usiadła na ulubionym miejscu. Leciałyśmy bez żadnych przeszkód i wspominałyśmy ostatni czas.
-Będę tęsknić za Harrym.- przypomniała nam po raz trzeci Nicola.
-Wiemy...-odpowiedziałyśmy równo z Lauren a trzecia przyjaciółka zarumieniła się.
-Dziękuję że mnie z nimi poznałyście.-miałam ochotę rzucić się dziewczynom na szyje.
-Nie ma sprawy.- uśmiechnęła się Lauren, pokazując wszystkie idealnie proste i białe zęby.-Wiedziałyśmy że się polubicie.
-Racja. A tak w ogó...-nie dokończyła Nicole. Myślałam że chciała powiedzieć o Niallu ale nie chciała wkurzać znowu Lauren.
-Lauren... Jeszcze raz cię bardzo przepraszam za tą akcję w Sylwestra.-powiedziałam, gdy Nicola urwała.
-Już się nie gniewam, naprawdę. Nie zależy mi na nim tak jak kiedyś. Sama nie zachowałam się lepiej od was, więc daję ci wolną rękę w stosunku do niego.-spojrzała na mnie poważnie.
-Dziękuje, kochana ale my nie ...
-Dobra, dobra!- zaśmiała się.-Ja już swoje wiem. Widziałam co było dziś na lotnisku- uniosła brew z niegasnącym uśmiechem.
Przewróciłam oczami. Nie tłumaczyłam się dalej z tego bo jej przypuszczenia były niedorzeczne. Zresztą Niall, jak powszechnie było wiadomo wolał "te nieśmiałe" a ja NA PEWNO się do nich nie zaliczam.
-Ok. Już się nie obrażaj.-zrobiła naburmuszona minę. Myślę że chciała mnie tym przedrzeźnić.
Pokazałam jej język i zmieniłam temat:
-Kiedy wam się najbardziej podobało?
Nie było mi więcej trzeba aby odwrócić ich uwagę. Nicole opowiedziała nam o spacerze z Hazzą, kiedy się pogodzili a Lauren przypomniała nam o wyprawie na sanki.
-A tobie co się najbardziej podobało?- zapytała mnie Lauren.
Mogę o tym wspomnieć czy się obrazi? Powiedziała że sie nie gniewa wiec wspomniałam:
-Też pierwszy dzień. Tak jak Nicoli. Robiłam z Niallem naleśniki o piątej rano.
Dziewczyny ryknęły śmiechem. Mój fotel kopnęła niby to przypadkiem jakaś babcia siedząca za mną. Nie przejęłam się nią i zaśmiałam się krótko.
-I jeszcze park rozrywki, wczoraj.-dodałam.
-Racja. Było super! -Lauren ożywiła się.
Śmiałyśmy się przez cały lot. Gdy dotarłyśmy na lotnisko, Lauren zgarnął jej tata, z którym zamieniłyśmy dwa zdania i zamówiłyśmy z Nicolą taksówkę aby dojechać do jej domu, skąd miała mnie odebrać moja mama.
Na wejściu wyściskała nas jej rodzicielka.
-Opowiadajcie mi zaraz wszystko!- zażądała.
Zanim Nicola odniosła swoją walizkę na piętro, opisałyśmy po skrócie każdy dzień, obiecując szczegółową relację za pół godziny gdy moja mama przyjedzie.
Weszłyśmy na górę troszkę ogarnąć się po locie. Właśnie rozczesywałam swoje brązowe włosy a Nicola stanęła w drzwiach łazienki i po chwili namysłu przysiadła na blacie naprzeciwko mnie.
-Dziewczyno, właśnie spędziłyśmy super 10 dni z One Direction. Wierzysz w to?!
Odłożyłam szczotkę i spojrzałam na nią ze zmarszczonymi brwiami.
-Wiesz, że dopiero teraz tak o tym myślę?- przyznałam.
Pokręciła głową.
-Żadne ich zachowanie -powiedziałam powoli- nie zdradziło że siedzą w show biznesie. Są... Normalni.
Przyznała mi rację. Wkrótce przyjechała moja mama. Teraz zdałam sobie sprawę z tego jak się za nią stęskniłam. Pierwsze je pytanie, które niemalże zadała z progu brzmiało:
-Byłyście grzeczne?
Jak obiecałyśmy, opowiedziałyśmy troszkę bardziej szczegółowo każdy dzień. Niektóre fakty sprytnie ominęłyśmy i zabrałyśmy się za wcielania w życie planu wyjazdu do Londynu za miesiąc. Odpowiedź: "zastanowimy się". Jak zwykle. Mama mojej przyjaciółki zdecydowała się przedyskutować się to jeszcze z tatą Nicoli. Ja nie martwiłam się o to czy mój ojciec się zgodzi bo od 14 lat mieszkał z moim starszym bratem w Hiszpanii. Nie widziałam się z nim od kiedy miałam roczek... Od kiedy wyjechał. Zero kontaktu. Jedynie Adam okazjonalnie dzwonił do mamy. Był już dorosły więc się o niego nie martwiłyśmy.
Po przyjeździe do domu rzuciłam się na łóżko i zamiast się rozpakować, nałożyłam słuchawki i puściłam sobie wszystkie utwory po kolei. Mama musiała wrócić potem do firmy bo mieli jakieś braki w dokumentach. Tylko dlatego było mi dane siedzieć w spokoju z bałaganem w pokoju i nierozpakowaną walizką. Pogrążyłam się w zamyśleniu, już któryś raz dzisiaj. Niektórym ludziom zależało na popularności jeśli utrzymywali jakieś znajomości ze sławami. Wiedziałam jakby chłopacy się czuli gdyby Nicola opublikowała jakieś zdjęcia z Norwegii. Zaraz by popłynęły lawiny pytań... "Harry, czy to twoja nowa dziewczyna?" "Od jak dawna jesteście razem?" "Gdzie się poznaliście?" "Dlaczego ukrywałeś ją przed światem?". Żenada. Pewnie mnie i Lauren też by nie dawali spokoju. Przynajmniej w internecie. Pamiętam jak niektóre "Directionerki" najeżdżały na byłą Harrego na facebooku i twitterze. Było o tym we wszystkich gazetach jakie wpadały mi w ręce. Nie często jakieś czytałam ale zawsze się na to natknęłam. Oczywiście nie brakowało tez artykułów o tym że jego dawna dziewczyna jest w ciąży, że ich związek jest ustawiony itp. Szmatławce musiały mieć o czym pisać więc wymyślały wyssane z palca historie. Wtedy zaprzestałam kupowanie jakiejkolwiek prasy i przerzuciłam się na książki. Podsumowując: nie miałam najmniejszej ochoty aby ktoś oprócz rodziny i bliskich przyjaciół zarówno moich jak i chłopców, dowiedział się o naszym wyjeździe. Wstałam z łóżka i upchnęłam walające sie po podłodze i w walizce ciuchy na ślepo do szafy z jasnego drewna, wyniosłam śmieci a resztę gratów wsadziłam do szuflad pod biurkiem. Odpisałam na kilka esemesów od znajomych ze szkoły, w których życzyli mi szczęścia w Nowym Roku i postanowiłam nadrobić nieprzespane godziny.
Obudziłam się akurat na kolacje i przegadałam z mamą cały wieczór. Teraz było po 22-ej. Siedziałam z nosem w książce z serii o Harrym Potterze, pochłonięta 13-tym rozdziałem wyjątkowo grubego tomu gdy usłyszałam wibracje telefonu na biurku. Walić to-pomyślałam i poprawiłam sobie na nosie okulary do czytania. Zaraz przyszedł nowy esemes. Warknęłam i pozostawiwszy otwartą książkę wstałam z łóżka. Przeciągnęłam się i usłyszałam jak strzelają mi stawy. Chwyciłam za telefon. Jeden esemes przypominał mi o zaskakująco korzystnej ofercie, od mojego operatora. No jasne. Z kim niby miałby esemesować na zawsze samotny człowiek mojego pokroju? Usunęłam wiadomość i przeczytałam drugą. Nadesłał ją jakiś nieznany numer.
"Mam nadzieję że lot Wam dobrze minął. Masz pozdrowienia od chłopców. Dobranoc xx -Niall" Uśmiechnęłam się i zapisałam sobie jego numer.
"Bez przeszkód. Dzięki Wam bardzo. Też ich pozdrów. Dobrej nocy."-odpisałam od razu i wróciłam na łóżko do swojej lektury.
niedziela, 28 października 2012
niedziela, 14 października 2012
#Rozdział dziewiętnasty.
*Oczami Nicole*
-Nie wiem ja ty -Hazza podniósł się z lodowatej ziemi- ale ja idę do domu. Jestem wykończony.
-To ja też pójdę.-wstałam przy jego wsparciu.
-Zjemy coś? -zapytał zdejmując kurtkę w korytarzu.
-O tak!-przydepnęłam sobie czubek beżowego buta sięgającego mi kostki i ściągnęłam go.- Umieram z głodu.
-To na co masz ochotę?- zapytał obejmując mnie.
-Hmm... -przeczesałam palcami jego loczki- Co powiesz na spaghetti?
-Dobry pomysł.-cmoknął mnie w usta i udaliśmy się do kuchni, gasząc za sobą światło w korytarzu.
Harry stanął przed szafką z której zaczął wyjmować naczynia potrzebne do przygotowania obiadu. Pomimo moich szczerych chęci nie pozwolił mi sobie pomóc. Mogłam jedynie siedzieć na blacie i cieszyć oczy widokiem krzątającego się od lodówki do kuchenki uśmiechniętego loczka.
-A wy co?! - Niall z szeroko otwartymi ustami zmaterializował się w kuchni - Chcecie ograbić nasz ród z pożywienia?!
W podskokach podbiegł do Hazzy aby zajrzeć mu przez ramię w stronę patelni ale zanim zdążył dobrać się do mielonego spod pokrywki, oberwał w głowę od Hazzy z drewnianej łyżki, którą przed chwilą zamieszał sos.
-Get out of my kitchen! -krzyknął wymachując swoim "odstraszaczem" łakomczuchów.
Horan skrzywił się jakbym miał się rozpłakać i zaczął pozbywać się sosu pomidorowego z mięsem ze swoich jasnych włosów. Nie przynosiło to dobrego rezultatu bo w efekcie rozmazał sobie wszystko na czoła a ja myślałam że zaraz uduszę się ze śmiechu.
-Mm.. Dobre.- uśmiechnął się i ponownie oblizał swoje palce.
Do kuchni weszła powolnym krokiem Lauren rozwiązując sobie równocześnie turkusowy szalik.
-Co na obiad?- zapytała, nie wykazując większego zainteresowania.
Blondyn od razu jakby stracił apetyt i wyszedł z kuchni. Spojrzałam pytająco na Lauren a ona wzruszyła ramionami nawet nie patrząc na chłopaka.
-Wstawiam makaron. Będzie spaghetti.- zakomunikował Harold i wsypał makaron do dwóch ogromnych garnków z wodą. Nie był jednak na tyle zajęty gotowaniem żeby nie skraść mi buziaka.
Obserwowałam jego poczynania z takim samym zainteresowaniem jak rano. Na początku Lauren w zadumie stała pod ścianą i nie odezwała się już ani słowem a teraz zdecydowała się opuścić kuchnię. Harry co jakiś czas dawał mi próbować sosu, który jeszcze doprawiał, aż w końcu stał się idealny.
Za pół godziny wszyscy wrócili już z ogrodu, wygonieni i udali się na górę ze względu na potrzebę zmiany ubrań, które po części przemokły od śniegu. Gdy wrócili kazałam im nakryć do stołu i zasiedliśmy do obiadu.
Lauren od początku siedziała z nosem w książce i od czasu do czasu próbowała trafić sobie widelcem do ust, nie odrywając wzroku od lektury. Nie zauważyła nawet jak Zayn siedzący naprzeciwko niej, opróżnił jej nietkniętą szklankę z sokiem jabłkowym.
-Ekhem! - praktycznie wydarł się jej do ucha Liam.
Nic.
-EKHEEEM!-ponowił próbę ze zdwojoną siłą.
-Co? -niechętnie podniosła się znad książki i spojrzała na niego nieobecnymi oczami.
-Mogę się dowiedzieć, co takiego jest ważniejszego od nas?
-" Igrzyska śmierci", jeśli musisz wiedzieć. -uśmiechnęła się przesadnie.
-" Igrzyska śmierci" ?-ożywiła się Julia.-Pamiętam to... Pół roku temu czytałam je całą noc aby następnego dnia po południu dowiedzieć się kto przeżył. Świetna książka. Najlepsza po Potterze.
-Czyli tez czytałaś ? -uśmiechnęła się Lauren do nowego sprzymierzeńca.-Ja kończę. Znalazłam w torbie bo wzięłam je do poczytania w samolocie i zostało mi 30 stron. Jaki jest twój ulubiony moment?
-Hmm... Chyba ten jak Peeta pod koniec mówi Katniss że może go zabić aby wrócić do domu. Niewiarygodne poświęcenie.- pokiwała głową.
-No to mamy przerąbane. -Liam uniósł brwi.- Jeszcze ktoś ma ulubiony moment?
Zaśmiałam się z resztą obecnych umysłem w pokoju i skończyliśmy obiad słuchając wywodów dziewczyn nad książką. Ich odłączenie od świata wykorzystał Louis gdy namówił je do poznoszenia naczyń do zmywarki. Nachalnie odpowiedziały "tak, nie ma sprawy" i wykonały jego polecenia nie przerywając swojej dyskusji. Wszyscy pokładaliśmy się ze śmiechu na kanapie w salonie. Harry nie odstępował mnie ani na chwilę. Widziałam że cieszy się z mojego towarzystwa ale mimo to był delikatny. Nazywałam to wtedy "ostrożnymi dniami". Zachowywał się wtedy jakby nie chciał mnie wystraszyć natarczywością, albo sam był nieśmiały , kto wie. Jeśli starał się po prostu był subtelny to mu się udawało. Czułam się wyśmienicie. Przypomniała mi się że kiedyś nie było takiej sielanki... Ale już dawno całkowicie wybaczyłam mu tą akcję z blondynką z twittera. Odruchowo gdy o niej pomyślałam, ścisnęłam mocnej jego rękę, której nie puszczał od dobrej godziny.
-Coś się stało?-dotknął mojego policzka po przypominało muśnięcie skrzydłem motyla.
-Wszystko ok.- położyłam mu głowę na ramieniu a wolną dłonią dotknęłam jego wspaniałych loczków i zakręciłam sobie jednego na małym palcu. Momentalnie poprawił mi się humor.
Zayn siedział na fotelu i robił coś na telefonie, Lauren kończyła książkę a reszta przyglądała się jak Horan próbuje nauczyć Lou refrenu "Up all night" na gitarze. Kończyło się to na niepohamowanym, cominutowym wybuchem śmiechu wszystkich który obserwowali ich wysiłki. W pewnym momencie wstałam, podeszłam do nich, zabrałam zdezorientowanemu Tommo instrument i nie zważając na Nialla który był tak załamany umiejętnościami Louisa że nawet nie zauważył że do nic podeszłam, zaczęłam grać dobrze znaną mi melodię. Słyszaną miliony razy w radości i w smutku, zanuconej całkiem przez przypadek lub z rozmysłem puszczonej na cały regulator na starej, podpsutej już wieży stereo w domu. Znałam każde słowo na pamięć. Wyrecytowałabym je nawet gdyby ktoś obudził mnie w środku nocy. Tak samo wszystkie chwyty na gitarę miałam wyryte w głowie. Przejechałam opuszkami palców po strunach i od razu wiedziałam co mam robić. To było czymś więcej niż pasją. W grze na tym instrumencie odnajdywałam zawszę cząstkę siebie. Zamknęłam oczy i zaczęłam "koncert".
-Baby you ligt up my world like nobody else, the way that you flip your hair gets me overwhelmed but when you smile at the ground it ain't hard to tell ...
Chłopacy dołączyli się do mnie z szerokimi uśmiechami i gdy skończyłam grać zaczęli mi bić brawo a ja ukłoniłam się nisko.
-No!- Niall odwrócił się do Louisa.- I tak się to robi, głąbie!
Lou nawet nie spojrzał w jego stronę ale za to pacnął go w głowę, nadal się do mnie szczerząc. Zaśmiałam się.
-To było niesamowite.- Harry objął mnie od tyłu.
-Dzięki.-spróbowałam wykręcić głowę żeby go pocałować ale Zayn i Liam z Louisem na czele, rzucili się na niego, przewalając na ziemię. Dobrze że mnie puścił bo nie chciałabym być teraz na jego miejscu przygwożdżona po podłogi. Śmieszyły mnie ich zachowania. Nie miało to ani przyczyny, ani celu, ani żadnego skutku, tak na dobrą sprawę. Widząc jak chłopak próbuje się wydostać z masy ciał przygniatających go ze wszystkich stron zaniosłam się śmiechem. Jego jęki zwróciły uwagę reszty towarzystwa i nawet Lauren wróciła do naszego świata turlając się po kanapie. Nie wiem ile czasu Harry zmagał się z nimi ale gdy już mieli z niego wstać na sam czubek piramidy usiadł Niall i zaczął podskakiwać. Szłam o zakład że po tym Hazza nie mógł już oddychać. Zaczął mnie ciągnąć za nogę żebym coś zrobiła i zrozumiałam że naprawdę powinnam go wyciągnąć. Pociągnęłam go za nogi a Lauren rzuciła mi się na pomoc. Jula w tym czasie dosłownie dusiła się od skurczów przepony. Udało nam się w dwójkę wyciągnąć Harrego spod plątaniny ciał. Nialler nie przestawał skakać ale nie zwracałam już na niego uwagi. Posadziłam Hazzę z kanapie a gdy zobaczyłam jego twarz, na mojej własnej pojawił się uśmiech. Nic mu nie dolegało poza obitymi żebrami. Usiadłam z ulgą obok niego a on położył głowę na moich kolanach i wpatrywał się we mnie bez słowa.
-Nie ma za co.- Lauren uniosła dwa kciuki do góry i wróciła na swoje miejsce.
-Dziękuję.- powiedział Harry pod wynikiem presji i zamknął oczy.-Nie ma co. Zostaję tu.-westchnął z lubością.- Najlepsza poduszka na świecie.
Zostałby gdyby nie to że reszta chłopaków i Julia błagalnie wyciągnęli nas do miasta bo "Jedźmy do tego całego Tusenfryd, nooo! ". W taki oto sposób siedzieliśmy w metrze jadącym do Vinterbro, oddalonego około 20 kilometrów od stolicy i próbowaliśmy nie zwracać na siebie uwagi. Wszystko by się udało gdyby nie Louis.
-Boję się! Jeśli nigdy nie dojedziemy i utkniemy pod ziemią na zawsze?!-szeptał przerażony i trząsł rękami.
Oczywiste było że jak zwykle się wydurniał co udzieliło się Niallowi. Gdy pozostali zgłupieli do reszty, stałam w objęciach Harrego i odłączyłam się od rzeczywistości. "Budziłam" się tylko wtedy kiedy nasz wagon się zakołysał.
-Ściany chyba się przybliżają! -wydusza z siebie Zayn.
-Musicie nawet w miejscach publicznych zachowywać się jak banda zwierząt wypuszczonych z klatki? Błagam tylko o to aby nikt tu nie znał angielskiego.- Liam zwrócił oczy ku niebu ale nie był wściekły tylko zażenowany jakby po raz setny powtarzał dziecku że nie powinno czegoś robić ale do niego i tak to nie trafia.
Harry zaśmiał mi się tuż nad głową zapewne na widok udawanej skruchy Louisa, który zrobił minę zbitego pieska. Sama zaśmiałam się na ten widok i odwróciłam wzrok, który padł na dwie, na oko siedemnastoletnie dziewczyny zerkające w naszym kierunku. Wyższa szepnęła coś do swojej towarzyszki ale ona pokręciła głową nie zwracając uwagi na to że je obserwuje.
Już po 40 minutach staliśmy przed wejściem do parku rozrywki. Pomimo dopiero późnego po połunia, niebo było już przykryte warstwą szarości. Oświetlone kolorowymi lampkami najróżniejsze rollercoastery, kolejki i małe domki zapierały mi dech w piersiach. Na tle ciemno-jasnego nieba wyglądały przepięknie. Nie było mi dane nacieszyć się widokiem z tego miejsca, gdyż dziewczyny zaczęły wyciągać nas do domu strachów. Podeszliśmy do kasy przy wejściu i kupiliśmy 8 biletów. Harry uparł się żeby za mnie zapłacić. Jednak po minucie protestów machnęłam ręką i pozostawiłam mu podjąć ostateczną decyzję.
-Nie wiem czy dam radę.-skrzywiłam się do Hazzy gdy ze środka domu strachów dobiegł pisk Lauren a potem głośny śmiech Julii. W wejściu minęli nas przed chwilą ale ja nadal się wahałam. Nie miałam zamiaru wybiec stamtąd z płaczem, co był0 dość prawdopodobne.
-Nie martw się.-Harry pocałował mnie w czoło i pogłaskał po policzku.- Jeśli coś się stanie, pamiętaj że jestem przy tobie.
Tak zachęcona, wręcz wbiegłam do ciemnego korytarza, ciągnąc lekko chłopaka za rękę.
*Oczami Julii*
Niezły ubaw. jak na razie. Lauren co około minutę wpadała z piskiem na Zayna, który ze względu na swój strach przed ciemnością zaczynał krzyczeć. Minęliśmy ścianę wypełnioną portretami z ruszającymi się oczami. Niall chciał dotknąć którąś z par ale powstrzymałam go, cały czas śmiejąc się z Lauren. Liam szedł koło nas a Lou, za Lauren.
-Hej, a gdzie jest Cola z Hazzą? - Tommo odwrócił się do nas i w tej samej chwili jakiś włochaty pająk spadł mu na głowę.- Jezuuu! Weźcie to!-zaczął skakać.
Wszyscy oprócz Lauren, która teraz zrozumiała że Cola zniknęła, zaśmiali się głośno. Zaraz! Nicola zniknęła!
-Nialler?-chłopak złapał mnie za nadgarstek jakieś drzwi w ścianie się otworzyły i wyskoczył z nich kościotrup.- Gdzie jest Nicola z Haroldem?- szepnęłam.
-Zaraz pewnie przyjdą.-odpowiada rozglądając się czy i jemu nie spadnie coś na głowę.
Minęliśmy kolejne czujniki ruchu, które po uaktywnieniu zsyłały na nas parę lub wyrzucały spod ścian zombie na sznurach.
-BU! - Cola zmaterializowała się koło mnie, łapiąc mocno za ramiona.
Wydarłam się i skoczyłam na Nialla, który na początku też się przestraszyło ale po chwili zaczął się śmiać.
-Gdzie wy byliście?- zapytałam Harrego, uwalniając blondyna z uścisku godnego węża boa.
-Bałam się wejść.-odpowiedziała cicho Cola, gdy zobaczyła że jej chłopak waha się nad odpowiedzią.
Lauren znowu zapiszczała a po niej tradycyjnie usłyszeliśmy ogłuszający krzyk Malika. Harry zaczął się śmiać lecz po chwili jakaś dłoń wysunęła się ze ściany i złapała go za włosy.
-Co to jeeeeest?!-zaczął machać rękami.
W naszym kierunku również chyba wysunęły się ręce bo coś chwyciło mnie za mały palec. Nie wiedziałam co bo w strachu zacisnęłam oczy i stanęłam nieruchomo w wąskim korytarzu. Miałam już ogólne pojęcie co tak wystraszyło Lauren. Zdecydowałam się rozchylić powieki bo trzymająca mnie mocno ręka poruszyła się. Ku mojemu zdziwieniu nie wystawała ze ściany lecz należała do Nialla, stojącego obok mnie z przerażoną miną. Usłyszałam głuche dudnięcie. Louis rzucił się na ziemię i przyjął pozę, która przypominała mi taka jak obronna na wypadek ataku ze strony psa. Liam trząsł się i obejmował swoje ramiona, jakby chciał utworzyć sobie tarczę. Kiedy z sufitu poleciała na nas ciecz do złudzenia przypominająca krew, poszłam w śladu Lauren i rzuciłam się do wyjścia. Nie docierały do mnie żadne dźwięki. Możliwe że za mną zaczęli krzyczeć ale nie słyszałam tego. Odwróciłam się żeby zobaczyć czy nic mnie nie goni ale wpadłam w tym momencie na Lauren. Stała jak wryta i gapiła się na długie półki. Podniosłam się najszybciej jak mogłam i przyjrzałam się dziwnym kształtom na starych, drewnianych półkach. To były plastikowe lalki. Moja największa słabość. Jedna nie miała ręki, drugą oka, trzecia w ogóle nie posiadała głowy. Jakiś mechanizm sprawił że wszystkie zwróciły się w naszym kierunku. Byłam taka sparaliżowana że nie wydobyłam z siebie żadnego dźwięku, w przeciwieństwie do przyjaciółki stojącej obok mnie. Nie wiem nawet jak to się stało ale znalazłam się na dworze przed wyjściem. Najwidoczniej mój mózg wyrzucił z siebie ostatnie obrazy. Lauren siedziała na metalowej ławce. Twarz kryła w dłoniach. Przysiadłam się do niej i poklepałam ją po plecach. Po chwili dotarło do mnie że to był najlepszy dom strachów w moim życiu. Zaczęłam przypominać sobie Louisa leżącego na ziemi, przerażonego Horana, wrzeszczącego Zayna i wybuchnęłam głośnym śmiechem. W tej samej chwili reszta wybiegła z domu strachów. Tylko Liam był taki pogodny jak ja. Stan emocjonalny reszty był zbliżony do stanu Lauren.
-Fajnie, nie?-zapytał się Liam wszystkich.
-Super!- wykrzyknęłam.
-Zaczynam się martwić o waszą psychikę.-powiedział Zayn, któremu okropnie trzęsły się ręce.
-Szukam wam lekarza.-powiedział Nialler i pokręcił głową.
-Chyba też będę potrzebować, p... po tym.- szepnęła Lauren.
-Dajcie spokój. Oni mają rację. Fajnie było.- uśmiechnął się blondyn.
-Fajnie?-wybuchnęłam śmiechem.- Szkoda ze nie widziałeś swojej miny, pierdoło! O! Właśnie! Lou! Wygodna była ta podłoga?
-Co?-był tak oderwany od rzeczywistości jak Lauren nad książką.
Wszyscy zaczęli się śmiać, nawet ona.
-I kto to mówi?-wypomniał mi Niall.-Wrzeszczałaś jak opętana.
-To było tak, no... specjalnie.- dokończyłam ostentacyjnie.
-To co teraz?- Lauren klasnęła w dłonie.-Kolejka górska?
-Tak!
-Taa!
-Nie...-jęknął Harold.
Staliśmy w kolejce na największego rollercoaster. Nawet Harrego udało nam się przywlec. Właściwie nie stał tu teraz dobrowolnie ale wiedział że nie ma wyjścia. Przy samym wagoniku próbował uciec ale Lou i Liam go przytrzymali i dociągnęli na siedzenie. Usiadłam koło Nicoli na samym przodzie. Zerknęłam i zobaczyłam że Louis siada koło Hazzy, zapewne aby go przytrzymać w razie kolejnej próby ucieczki. Z nerwów zaczęłam gryźć język. Nienawidziłam u siebie tego nawyku bo w przedszkolu, tuż przed samym przedstawieniem na dzień mamy, polała mi się przez to krew. Odetchnęłam i uśmiechnęłam się szeroko gdy moje pasy były zapięte. Byłam tu bo 3 lata temu powiedziałam że skorzystam w życiu wszystkich, które się nawiną. Chce mieć co wspominać na starość. Kolejka powoli ruszyła. Z każdą sekundą wzrastała jej prędkość. Zacisnęłam palce na rurze przed nami i zerknęłam na Nicolę.
-Nie zamykaj oczu! - rozkazałam jej gdy zobaczyłam że to robi.
-Dlaczego?-niechętnie mnie posłuchała i spojrzała w dół. Byliśmy dość wysoko. Nie byłam w stanie ocenić dokładnie ile metrów brakowało nam do ziemi.
-Bo się zrzygasz.
Kolejka gwałtownie zjechała w dół. Miałam wrażenie jakby wszystkie wnętrzności przesunęły się mi się w stronę pleców. Wydarłam się z całej siły w tym momencie, w którym wjechaliśmy w ostry zakręt. Harry za nami zdzierał sobie gardło a Tommo w ogóle nie było słychać, nawet biorąc pod uwagę to że w moje uszy chłostał bezlitośnie wiatr wywołany pędem. Nie byłam pewna ale chyba nie zapowiadał się jazda do góry nogami. Podjazd do góry i kolejny spad z zawrotną prędkością. Coraz bardziej zaniepokoiłam się, czy Hazza jeszcze kiedykolwiek zaśpiewa. Spojrzałam na Nicolę. Zamknęła oczy. Nie wiedziałam czy mnie zrozumie jak krzyknę, więc kopnęłam ją w nogę. Spojrzała na mnie ze wściekłością w oczach. Wjechaliśmy do skalnego tunelu i na chwilę zrobiło się całkiem czarno. Radosny wrzask Louisa odbił się echem od ścian. Po kilku sekundach znowu widać różnokolorowe neony wokół nas. Rozmazane ale widać. Kolejka podjechała do przystanku i odpięliśmy pasy. Podekscytowana, wręcz wyskoczyłam z wagonika. Nicola stanęła koło mnie i zakołysała się lekko. Jej włosy były rozwiane we wszystkich kierunkach. Omiotłam spojrzeniem głowy innych i zdałam sobie sprawę że wszyscy tak wyglądamy. Harry miał minę jakbyśmy obudzili go w środku nocy ze snu. Loui poklepał go po ramieniu i uśmiechnął się szeroko.
-Żyjesz?- zwróciłam się do Nicoli.
-Nie ale nie martw się.
Zaśmiałam się głośno.
-Zrobimy sobie zdjęcie?-zaproponowała przyjaciółka.
-Fajny pomysł biorąc pod uwagę ich miny.-parsknęłam śmiechem.
Spróbowałam zagadać po angielsku do faceta nadzorującego kolejkę, aby zrobił nam zdjęcie. Udało mi się wytłumaczyć mu na migi, o co mi chodzi bo nie znał żadnego języka z tych, którymi się posługiwałam.
Podbiegłam do najprzytomniejszego Liama i wtajemniczyłam go w cały plan. Nicola w tym czasie podawała Norwegowi aparat. Gdy szła w naszą stronę chwyciła Louisa i Harrego za ręce i przyciągnęła do nas. Liam udawał że chce Zaynowi coś powiedzieć i odwrócił go tak żeby patrzył w naszą stronę. Szturchnęłam Nialla w ramię.
-Co jest? - obkręcił się żeby spojrzeć mi w oczy. Nie udało mu się to jednak bo skierowałam się w stronę uprzejmego pana z aparatem Nicoli, a blondyna objęłam za ramię.
Błysnął flesz. Udało nam się to przeprowadzić na tyle szybko że nikt nie zorientował się co jest grane, bo na zdjęciu Lauren i reszta chłopaków mieli przekomiczne miny. Wszyscy uśmialiśmy się nieźle, gdy oglądaliśmy je w domu. To i jeszcze kilka innych zrobionych po przejażdżce wodnej, jeszcze jednej kolejce oraz chyba z 30 z największego rollercoastera. Mieliśmy je tylko dlatego że Cola stwierdziła że jeśli wsiądzie na "tego potwora" będzie to jej ostatnia przejażdżka w życiu, więc została na dole. Kolejka rozwijała chyba z 90 kilometrów na godzinę i gdy wjechała na największą wysokość, pomyślałam że miałam zaćmienie mózgu że na nią wsiadłam. Moje przypuszczenia potwierdziły się gdy zjechaliśmy w idealnym pionie. Żałowałam że nie zmówiłam pacierza ale było za późno. W przeciwieństwie do dwóch innych kolejek na których jechaliśmy tego dnia, ta wielokrotnie wykręcała tak że przez parę sekund siedzieliśmy do góry nogami. Nie potrafię tego do końca opisać. Mogę jeszcze dodać tylko że nie znałam prawdziwych możliwości strun głosowych Harolda. Gdy doszliśmy chwiejnymi krokami do Nicoli, byłam w stanie stwierdzić że NIGDY tak się z nas nie śmiała. W ramach zemsty przez całą drogę powrotną do teraz starałam się robić wszystko aby jak najbardziej żałowała że nie pojechała z nami. Szkoda że zawsze była taka uparta przy swoich racjach. Przy herbacie wspominaliśmy najciekawsze momenty. Leżałam w poprzek na fotelu obitym w beżowy materiał i machałam radośnie nogami. Gorący kubek parzył mi dłonie ale nie przejmowałam się tym zbytnio. Niall spał oparty głową o ramię Harrego, który siedział tradycyjnie koło Nicoli. Zayn robił coś w pokoju a Lou razem z Liamem bawili się gitarą, którą zostawił na rogu kanapy rano Horan. Lauren poleciała na górę i od godziny nie wracała. Pewnie czytała książkę. Cola rozmawiała z Hazzą cicho aby nie obudzić blondynka. Sięgnęłam do kieszeni po telefon i napisałam esemesa do mamy, która ostatnio przypomniała mi że poza tym ślicznym, drewnianym aż nowocześnie wyposażonym domkiem istnieje jeszcze jakaś cywilizacja. Opisałam jej w jednym zdaniu dzisiejszy dzień. W odpowiedzi dostałam że życzy mi udanego ostatniego, jutrzejszego dnia i cieszy się że już jutro się zobaczymy. Wczoraj pytała się co tam słychać u chłopaków. Nie zdawała sobie na szczęście sprawy z tego z kim jej córka ma zaszczyty (o których marzy 5 milionów dziewczyn na świecie) obcować. Od początku była wtajemniczona że jedziemy tu z piątką znajomych, Nicole i Lauren z Turcji. Wiedziała że są z Anglii i że mają od 18 do 20 lat. Puściła mnie tylko dlatego że byli pełnoletni, choć i tak wieże że mama Nicoli namawiała ją aby zgodziła się bez większych doszukiwań się problemów. Nicola powiedziała swojej mamie że są porządni i nie musi się o nas martwić bo w końcu dwóch z nich byli chłopakami dziewczyn. "Miłej nocy. Pozdrów dziewczyny. Kocham Cię."-przeczytałam na ekranie telefonu i wysłałam do niej ostatniego esemesa na dziś. Pomacałam kieszeń dżinsów i znalazłam czarne, nieśmiertelne słuchawki. Poszukałam jednej ze swoich ulubionych piosenek i wcisnęłam "play". Na początku słychać tylko gitarę. Po dokładnie 13 sekundach brzmi łagodnie flet. Puszczaną setki razy, znam na pamięć.
"There's a lady who's sure all that glitters is gold and she's buying a stairway to heaven." zamknęłam oczy. Nie zasnę przez nadmiar dzisiejszych emocji. Najcudowniejsze wejście perkusji jakie było mi dane usłyszeć w całym swoim życiu... "If there's a bustle in your hedgerow, don't be alarmed now, it's just a spring clean for the May queen." Na genialną solówkę gitarową podgłaśniam. Z niesłabnącym zachwytem słucham jak Robert Plant wyśpiewuje w nieskończoność ostatnie "And she's buying a stairway to heaven.". Zdjęłam słuchawki i włożyłam je razem telefon z powrotem do kieszeni. Zaciekawiona skierowałam wzrok na chłopaków. Niezniechęcony Liam nadal próbował poruszyć odpowiednie struny a Tomlinson położył się na kanapie i tak samo jak ja przed chwilą bawił się telefonem. Jest już 23;47. Ten dzień zleciał bardzo szybko. Gdy wróciliśmy było chwilę po 20. Zjedliśmy wtedy kolację i obejrzeliśmy te parę zdjęć. Byłam naprawdę pod dużym zdziwieniem że Cola uwieczniła to w tak przerażający sposób. Większość zdjęć była zrobiona gdy wisieliśmy głowami w dół, co powodowało że od razu przypominało mi się uczucie towarzyszące tamu stanowi.
Nicola przeciągnęła się na kanapie i pocałowała Hazzę.
-Dobranoc.-szepnęła do niego.-Chodź, zawijamy.-minęła mnie i poczochrała całe włosy na czubku głosy. Wychyliłam się z fotela aby walnąć ją w plecy ale nie zdążyłam. Dopiłam herbatę z naburmuszoną miną, przy czym udało mi się rozbawić Harrego.
-Dobrej nocy.-pomachałam im i podążając do kuchni aby odstawić kubek.
-Pa.-usłyszałam za sobą, złożone z trzech głosów.
-Cześć !-wrzasnął Niall, tak głośno że aż podskoczyłam i o mało co nie upuściłam kubka. Odwróciłam się do chłopaków.
-Pogięło się?-postukałam się w głowę.-Zamknij się, kretynie.
Blondyn zaśmiał się, już trochę ciszej.
-Co ci jest?- Louis uniósł brew i obrzucił Nialla pogardliwym spojrzeniem.
Liam powrócił do próby gry na gitarze.
Hazza pacnął Horana w głowę a ja ponownie skierowałam się do kuchni.
-I jak się spało?-zapytał go Harold.
-Super. Tylko masz takie twarde ramiona.-westchnął.- Przypakuj albo ubierz jeszcze jeden sweter. Ał!- zapewne znowu oberwał.
Poszłam schodami na górę, mijając uchylone drzwi do pokoju Nicoli zobaczyłam że siedzi nad otwartą walizką i starannie pakuje ciuchy.
-Ty lepiej też się za to zabierz. -poradziła mi.
-Ok. Racja. Ale przyznaj ze te 10 dni szybko zleciało.
-Strasznie. Nie wiem kiedy znowu się z nimi zobaczymy.-posmutniała.
-Wyluzuj. Było świetnie i o tym myśl. O dzisiejszym dniu. O tym że nie wsiadłaś z nami na tą świetną kolejkę.-westchnęłam z rozmarzeniem.
-Skończ.-zmrużyła oczy.
-Nie ma sprawy.-posłałam jej buziaka.-Słodkich snów.
-Nawzajem. Pa.-uśmiechnęła się.
Miałam ochotę walnąć się na łóżko w ciuchach, gdy tylko przekroczyłam próg pokoju. Niestety musiałam się jeszcze spakować. Podeszłam do walizki, która wyglądał jakby z zewnątrz ktoś poobklejał ją kartkami z komiksów i otworzyłam ją. Za jednym zamachem wyjęłam wszystkie ciuchy pozwijane w szufladzie komody z jasnego drewna i upuściłam je prosto do walizki. Nogą ugniotłam wszystkie ciuchy i zatrzasnęłam walizkę. Zostawiłam jedynie komplet na jutro i dres do spania. Poszłam wziąć prysznic i po 10 minutach byłam w łóżku. Ostatnia noc. Momentalnie przypomniała mi się pierwsza... Robiłam o piątej rano naleśniki z Niallem. Bez komentarza. Zasnęłam przypominając sobie najcudowniejsze chwile z całego pobytu w Norwegii.
-Nie wiem ja ty -Hazza podniósł się z lodowatej ziemi- ale ja idę do domu. Jestem wykończony.
-To ja też pójdę.-wstałam przy jego wsparciu.
-Zjemy coś? -zapytał zdejmując kurtkę w korytarzu.
-O tak!-przydepnęłam sobie czubek beżowego buta sięgającego mi kostki i ściągnęłam go.- Umieram z głodu.
-To na co masz ochotę?- zapytał obejmując mnie.
-Hmm... -przeczesałam palcami jego loczki- Co powiesz na spaghetti?
-Dobry pomysł.-cmoknął mnie w usta i udaliśmy się do kuchni, gasząc za sobą światło w korytarzu.
Harry stanął przed szafką z której zaczął wyjmować naczynia potrzebne do przygotowania obiadu. Pomimo moich szczerych chęci nie pozwolił mi sobie pomóc. Mogłam jedynie siedzieć na blacie i cieszyć oczy widokiem krzątającego się od lodówki do kuchenki uśmiechniętego loczka.
-A wy co?! - Niall z szeroko otwartymi ustami zmaterializował się w kuchni - Chcecie ograbić nasz ród z pożywienia?!
W podskokach podbiegł do Hazzy aby zajrzeć mu przez ramię w stronę patelni ale zanim zdążył dobrać się do mielonego spod pokrywki, oberwał w głowę od Hazzy z drewnianej łyżki, którą przed chwilą zamieszał sos.
-Get out of my kitchen! -krzyknął wymachując swoim "odstraszaczem" łakomczuchów.
Horan skrzywił się jakbym miał się rozpłakać i zaczął pozbywać się sosu pomidorowego z mięsem ze swoich jasnych włosów. Nie przynosiło to dobrego rezultatu bo w efekcie rozmazał sobie wszystko na czoła a ja myślałam że zaraz uduszę się ze śmiechu.
-Mm.. Dobre.- uśmiechnął się i ponownie oblizał swoje palce.
Do kuchni weszła powolnym krokiem Lauren rozwiązując sobie równocześnie turkusowy szalik.
-Co na obiad?- zapytała, nie wykazując większego zainteresowania.
Blondyn od razu jakby stracił apetyt i wyszedł z kuchni. Spojrzałam pytająco na Lauren a ona wzruszyła ramionami nawet nie patrząc na chłopaka.
-Wstawiam makaron. Będzie spaghetti.- zakomunikował Harold i wsypał makaron do dwóch ogromnych garnków z wodą. Nie był jednak na tyle zajęty gotowaniem żeby nie skraść mi buziaka.
Obserwowałam jego poczynania z takim samym zainteresowaniem jak rano. Na początku Lauren w zadumie stała pod ścianą i nie odezwała się już ani słowem a teraz zdecydowała się opuścić kuchnię. Harry co jakiś czas dawał mi próbować sosu, który jeszcze doprawiał, aż w końcu stał się idealny.
Za pół godziny wszyscy wrócili już z ogrodu, wygonieni i udali się na górę ze względu na potrzebę zmiany ubrań, które po części przemokły od śniegu. Gdy wrócili kazałam im nakryć do stołu i zasiedliśmy do obiadu.
Lauren od początku siedziała z nosem w książce i od czasu do czasu próbowała trafić sobie widelcem do ust, nie odrywając wzroku od lektury. Nie zauważyła nawet jak Zayn siedzący naprzeciwko niej, opróżnił jej nietkniętą szklankę z sokiem jabłkowym.
-Ekhem! - praktycznie wydarł się jej do ucha Liam.
Nic.
-EKHEEEM!-ponowił próbę ze zdwojoną siłą.
-Co? -niechętnie podniosła się znad książki i spojrzała na niego nieobecnymi oczami.
-Mogę się dowiedzieć, co takiego jest ważniejszego od nas?
-" Igrzyska śmierci", jeśli musisz wiedzieć. -uśmiechnęła się przesadnie.
-" Igrzyska śmierci" ?-ożywiła się Julia.-Pamiętam to... Pół roku temu czytałam je całą noc aby następnego dnia po południu dowiedzieć się kto przeżył. Świetna książka. Najlepsza po Potterze.
-Czyli tez czytałaś ? -uśmiechnęła się Lauren do nowego sprzymierzeńca.-Ja kończę. Znalazłam w torbie bo wzięłam je do poczytania w samolocie i zostało mi 30 stron. Jaki jest twój ulubiony moment?
-Hmm... Chyba ten jak Peeta pod koniec mówi Katniss że może go zabić aby wrócić do domu. Niewiarygodne poświęcenie.- pokiwała głową.
-No to mamy przerąbane. -Liam uniósł brwi.- Jeszcze ktoś ma ulubiony moment?
Zaśmiałam się z resztą obecnych umysłem w pokoju i skończyliśmy obiad słuchając wywodów dziewczyn nad książką. Ich odłączenie od świata wykorzystał Louis gdy namówił je do poznoszenia naczyń do zmywarki. Nachalnie odpowiedziały "tak, nie ma sprawy" i wykonały jego polecenia nie przerywając swojej dyskusji. Wszyscy pokładaliśmy się ze śmiechu na kanapie w salonie. Harry nie odstępował mnie ani na chwilę. Widziałam że cieszy się z mojego towarzystwa ale mimo to był delikatny. Nazywałam to wtedy "ostrożnymi dniami". Zachowywał się wtedy jakby nie chciał mnie wystraszyć natarczywością, albo sam był nieśmiały , kto wie. Jeśli starał się po prostu był subtelny to mu się udawało. Czułam się wyśmienicie. Przypomniała mi się że kiedyś nie było takiej sielanki... Ale już dawno całkowicie wybaczyłam mu tą akcję z blondynką z twittera. Odruchowo gdy o niej pomyślałam, ścisnęłam mocnej jego rękę, której nie puszczał od dobrej godziny.
-Coś się stało?-dotknął mojego policzka po przypominało muśnięcie skrzydłem motyla.
-Wszystko ok.- położyłam mu głowę na ramieniu a wolną dłonią dotknęłam jego wspaniałych loczków i zakręciłam sobie jednego na małym palcu. Momentalnie poprawił mi się humor.
Zayn siedział na fotelu i robił coś na telefonie, Lauren kończyła książkę a reszta przyglądała się jak Horan próbuje nauczyć Lou refrenu "Up all night" na gitarze. Kończyło się to na niepohamowanym, cominutowym wybuchem śmiechu wszystkich który obserwowali ich wysiłki. W pewnym momencie wstałam, podeszłam do nich, zabrałam zdezorientowanemu Tommo instrument i nie zważając na Nialla który był tak załamany umiejętnościami Louisa że nawet nie zauważył że do nic podeszłam, zaczęłam grać dobrze znaną mi melodię. Słyszaną miliony razy w radości i w smutku, zanuconej całkiem przez przypadek lub z rozmysłem puszczonej na cały regulator na starej, podpsutej już wieży stereo w domu. Znałam każde słowo na pamięć. Wyrecytowałabym je nawet gdyby ktoś obudził mnie w środku nocy. Tak samo wszystkie chwyty na gitarę miałam wyryte w głowie. Przejechałam opuszkami palców po strunach i od razu wiedziałam co mam robić. To było czymś więcej niż pasją. W grze na tym instrumencie odnajdywałam zawszę cząstkę siebie. Zamknęłam oczy i zaczęłam "koncert".
-Baby you ligt up my world like nobody else, the way that you flip your hair gets me overwhelmed but when you smile at the ground it ain't hard to tell ...
Chłopacy dołączyli się do mnie z szerokimi uśmiechami i gdy skończyłam grać zaczęli mi bić brawo a ja ukłoniłam się nisko.
-No!- Niall odwrócił się do Louisa.- I tak się to robi, głąbie!
Lou nawet nie spojrzał w jego stronę ale za to pacnął go w głowę, nadal się do mnie szczerząc. Zaśmiałam się.
-To było niesamowite.- Harry objął mnie od tyłu.
-Dzięki.-spróbowałam wykręcić głowę żeby go pocałować ale Zayn i Liam z Louisem na czele, rzucili się na niego, przewalając na ziemię. Dobrze że mnie puścił bo nie chciałabym być teraz na jego miejscu przygwożdżona po podłogi. Śmieszyły mnie ich zachowania. Nie miało to ani przyczyny, ani celu, ani żadnego skutku, tak na dobrą sprawę. Widząc jak chłopak próbuje się wydostać z masy ciał przygniatających go ze wszystkich stron zaniosłam się śmiechem. Jego jęki zwróciły uwagę reszty towarzystwa i nawet Lauren wróciła do naszego świata turlając się po kanapie. Nie wiem ile czasu Harry zmagał się z nimi ale gdy już mieli z niego wstać na sam czubek piramidy usiadł Niall i zaczął podskakiwać. Szłam o zakład że po tym Hazza nie mógł już oddychać. Zaczął mnie ciągnąć za nogę żebym coś zrobiła i zrozumiałam że naprawdę powinnam go wyciągnąć. Pociągnęłam go za nogi a Lauren rzuciła mi się na pomoc. Jula w tym czasie dosłownie dusiła się od skurczów przepony. Udało nam się w dwójkę wyciągnąć Harrego spod plątaniny ciał. Nialler nie przestawał skakać ale nie zwracałam już na niego uwagi. Posadziłam Hazzę z kanapie a gdy zobaczyłam jego twarz, na mojej własnej pojawił się uśmiech. Nic mu nie dolegało poza obitymi żebrami. Usiadłam z ulgą obok niego a on położył głowę na moich kolanach i wpatrywał się we mnie bez słowa.
-Nie ma za co.- Lauren uniosła dwa kciuki do góry i wróciła na swoje miejsce.
-Dziękuję.- powiedział Harry pod wynikiem presji i zamknął oczy.-Nie ma co. Zostaję tu.-westchnął z lubością.- Najlepsza poduszka na świecie.
Zostałby gdyby nie to że reszta chłopaków i Julia błagalnie wyciągnęli nas do miasta bo "Jedźmy do tego całego Tusenfryd, nooo! ". W taki oto sposób siedzieliśmy w metrze jadącym do Vinterbro, oddalonego około 20 kilometrów od stolicy i próbowaliśmy nie zwracać na siebie uwagi. Wszystko by się udało gdyby nie Louis.
-Boję się! Jeśli nigdy nie dojedziemy i utkniemy pod ziemią na zawsze?!-szeptał przerażony i trząsł rękami.
Oczywiste było że jak zwykle się wydurniał co udzieliło się Niallowi. Gdy pozostali zgłupieli do reszty, stałam w objęciach Harrego i odłączyłam się od rzeczywistości. "Budziłam" się tylko wtedy kiedy nasz wagon się zakołysał.
-Ściany chyba się przybliżają! -wydusza z siebie Zayn.
-Musicie nawet w miejscach publicznych zachowywać się jak banda zwierząt wypuszczonych z klatki? Błagam tylko o to aby nikt tu nie znał angielskiego.- Liam zwrócił oczy ku niebu ale nie był wściekły tylko zażenowany jakby po raz setny powtarzał dziecku że nie powinno czegoś robić ale do niego i tak to nie trafia.
Harry zaśmiał mi się tuż nad głową zapewne na widok udawanej skruchy Louisa, który zrobił minę zbitego pieska. Sama zaśmiałam się na ten widok i odwróciłam wzrok, który padł na dwie, na oko siedemnastoletnie dziewczyny zerkające w naszym kierunku. Wyższa szepnęła coś do swojej towarzyszki ale ona pokręciła głową nie zwracając uwagi na to że je obserwuje.
Już po 40 minutach staliśmy przed wejściem do parku rozrywki. Pomimo dopiero późnego po połunia, niebo było już przykryte warstwą szarości. Oświetlone kolorowymi lampkami najróżniejsze rollercoastery, kolejki i małe domki zapierały mi dech w piersiach. Na tle ciemno-jasnego nieba wyglądały przepięknie. Nie było mi dane nacieszyć się widokiem z tego miejsca, gdyż dziewczyny zaczęły wyciągać nas do domu strachów. Podeszliśmy do kasy przy wejściu i kupiliśmy 8 biletów. Harry uparł się żeby za mnie zapłacić. Jednak po minucie protestów machnęłam ręką i pozostawiłam mu podjąć ostateczną decyzję.
-Nie wiem czy dam radę.-skrzywiłam się do Hazzy gdy ze środka domu strachów dobiegł pisk Lauren a potem głośny śmiech Julii. W wejściu minęli nas przed chwilą ale ja nadal się wahałam. Nie miałam zamiaru wybiec stamtąd z płaczem, co był0 dość prawdopodobne.
-Nie martw się.-Harry pocałował mnie w czoło i pogłaskał po policzku.- Jeśli coś się stanie, pamiętaj że jestem przy tobie.
Tak zachęcona, wręcz wbiegłam do ciemnego korytarza, ciągnąc lekko chłopaka za rękę.
*Oczami Julii*
Niezły ubaw. jak na razie. Lauren co około minutę wpadała z piskiem na Zayna, który ze względu na swój strach przed ciemnością zaczynał krzyczeć. Minęliśmy ścianę wypełnioną portretami z ruszającymi się oczami. Niall chciał dotknąć którąś z par ale powstrzymałam go, cały czas śmiejąc się z Lauren. Liam szedł koło nas a Lou, za Lauren.
-Hej, a gdzie jest Cola z Hazzą? - Tommo odwrócił się do nas i w tej samej chwili jakiś włochaty pająk spadł mu na głowę.- Jezuuu! Weźcie to!-zaczął skakać.
Wszyscy oprócz Lauren, która teraz zrozumiała że Cola zniknęła, zaśmiali się głośno. Zaraz! Nicola zniknęła!
-Nialler?-chłopak złapał mnie za nadgarstek jakieś drzwi w ścianie się otworzyły i wyskoczył z nich kościotrup.- Gdzie jest Nicola z Haroldem?- szepnęłam.
-Zaraz pewnie przyjdą.-odpowiada rozglądając się czy i jemu nie spadnie coś na głowę.
Minęliśmy kolejne czujniki ruchu, które po uaktywnieniu zsyłały na nas parę lub wyrzucały spod ścian zombie na sznurach.
-BU! - Cola zmaterializowała się koło mnie, łapiąc mocno za ramiona.
Wydarłam się i skoczyłam na Nialla, który na początku też się przestraszyło ale po chwili zaczął się śmiać.
-Gdzie wy byliście?- zapytałam Harrego, uwalniając blondyna z uścisku godnego węża boa.
-Bałam się wejść.-odpowiedziała cicho Cola, gdy zobaczyła że jej chłopak waha się nad odpowiedzią.
Lauren znowu zapiszczała a po niej tradycyjnie usłyszeliśmy ogłuszający krzyk Malika. Harry zaczął się śmiać lecz po chwili jakaś dłoń wysunęła się ze ściany i złapała go za włosy.
-Co to jeeeeest?!-zaczął machać rękami.
W naszym kierunku również chyba wysunęły się ręce bo coś chwyciło mnie za mały palec. Nie wiedziałam co bo w strachu zacisnęłam oczy i stanęłam nieruchomo w wąskim korytarzu. Miałam już ogólne pojęcie co tak wystraszyło Lauren. Zdecydowałam się rozchylić powieki bo trzymająca mnie mocno ręka poruszyła się. Ku mojemu zdziwieniu nie wystawała ze ściany lecz należała do Nialla, stojącego obok mnie z przerażoną miną. Usłyszałam głuche dudnięcie. Louis rzucił się na ziemię i przyjął pozę, która przypominała mi taka jak obronna na wypadek ataku ze strony psa. Liam trząsł się i obejmował swoje ramiona, jakby chciał utworzyć sobie tarczę. Kiedy z sufitu poleciała na nas ciecz do złudzenia przypominająca krew, poszłam w śladu Lauren i rzuciłam się do wyjścia. Nie docierały do mnie żadne dźwięki. Możliwe że za mną zaczęli krzyczeć ale nie słyszałam tego. Odwróciłam się żeby zobaczyć czy nic mnie nie goni ale wpadłam w tym momencie na Lauren. Stała jak wryta i gapiła się na długie półki. Podniosłam się najszybciej jak mogłam i przyjrzałam się dziwnym kształtom na starych, drewnianych półkach. To były plastikowe lalki. Moja największa słabość. Jedna nie miała ręki, drugą oka, trzecia w ogóle nie posiadała głowy. Jakiś mechanizm sprawił że wszystkie zwróciły się w naszym kierunku. Byłam taka sparaliżowana że nie wydobyłam z siebie żadnego dźwięku, w przeciwieństwie do przyjaciółki stojącej obok mnie. Nie wiem nawet jak to się stało ale znalazłam się na dworze przed wyjściem. Najwidoczniej mój mózg wyrzucił z siebie ostatnie obrazy. Lauren siedziała na metalowej ławce. Twarz kryła w dłoniach. Przysiadłam się do niej i poklepałam ją po plecach. Po chwili dotarło do mnie że to był najlepszy dom strachów w moim życiu. Zaczęłam przypominać sobie Louisa leżącego na ziemi, przerażonego Horana, wrzeszczącego Zayna i wybuchnęłam głośnym śmiechem. W tej samej chwili reszta wybiegła z domu strachów. Tylko Liam był taki pogodny jak ja. Stan emocjonalny reszty był zbliżony do stanu Lauren.
-Fajnie, nie?-zapytał się Liam wszystkich.
-Super!- wykrzyknęłam.
-Zaczynam się martwić o waszą psychikę.-powiedział Zayn, któremu okropnie trzęsły się ręce.
-Szukam wam lekarza.-powiedział Nialler i pokręcił głową.
-Chyba też będę potrzebować, p... po tym.- szepnęła Lauren.
-Dajcie spokój. Oni mają rację. Fajnie było.- uśmiechnął się blondyn.
-Fajnie?-wybuchnęłam śmiechem.- Szkoda ze nie widziałeś swojej miny, pierdoło! O! Właśnie! Lou! Wygodna była ta podłoga?
-Co?-był tak oderwany od rzeczywistości jak Lauren nad książką.
Wszyscy zaczęli się śmiać, nawet ona.
-I kto to mówi?-wypomniał mi Niall.-Wrzeszczałaś jak opętana.
-To było tak, no... specjalnie.- dokończyłam ostentacyjnie.
-To co teraz?- Lauren klasnęła w dłonie.-Kolejka górska?
-Tak!
-Taa!
-Nie...-jęknął Harold.
Staliśmy w kolejce na największego rollercoaster. Nawet Harrego udało nam się przywlec. Właściwie nie stał tu teraz dobrowolnie ale wiedział że nie ma wyjścia. Przy samym wagoniku próbował uciec ale Lou i Liam go przytrzymali i dociągnęli na siedzenie. Usiadłam koło Nicoli na samym przodzie. Zerknęłam i zobaczyłam że Louis siada koło Hazzy, zapewne aby go przytrzymać w razie kolejnej próby ucieczki. Z nerwów zaczęłam gryźć język. Nienawidziłam u siebie tego nawyku bo w przedszkolu, tuż przed samym przedstawieniem na dzień mamy, polała mi się przez to krew. Odetchnęłam i uśmiechnęłam się szeroko gdy moje pasy były zapięte. Byłam tu bo 3 lata temu powiedziałam że skorzystam w życiu wszystkich, które się nawiną. Chce mieć co wspominać na starość. Kolejka powoli ruszyła. Z każdą sekundą wzrastała jej prędkość. Zacisnęłam palce na rurze przed nami i zerknęłam na Nicolę.
-Nie zamykaj oczu! - rozkazałam jej gdy zobaczyłam że to robi.
-Dlaczego?-niechętnie mnie posłuchała i spojrzała w dół. Byliśmy dość wysoko. Nie byłam w stanie ocenić dokładnie ile metrów brakowało nam do ziemi.
-Bo się zrzygasz.
Kolejka gwałtownie zjechała w dół. Miałam wrażenie jakby wszystkie wnętrzności przesunęły się mi się w stronę pleców. Wydarłam się z całej siły w tym momencie, w którym wjechaliśmy w ostry zakręt. Harry za nami zdzierał sobie gardło a Tommo w ogóle nie było słychać, nawet biorąc pod uwagę to że w moje uszy chłostał bezlitośnie wiatr wywołany pędem. Nie byłam pewna ale chyba nie zapowiadał się jazda do góry nogami. Podjazd do góry i kolejny spad z zawrotną prędkością. Coraz bardziej zaniepokoiłam się, czy Hazza jeszcze kiedykolwiek zaśpiewa. Spojrzałam na Nicolę. Zamknęła oczy. Nie wiedziałam czy mnie zrozumie jak krzyknę, więc kopnęłam ją w nogę. Spojrzała na mnie ze wściekłością w oczach. Wjechaliśmy do skalnego tunelu i na chwilę zrobiło się całkiem czarno. Radosny wrzask Louisa odbił się echem od ścian. Po kilku sekundach znowu widać różnokolorowe neony wokół nas. Rozmazane ale widać. Kolejka podjechała do przystanku i odpięliśmy pasy. Podekscytowana, wręcz wyskoczyłam z wagonika. Nicola stanęła koło mnie i zakołysała się lekko. Jej włosy były rozwiane we wszystkich kierunkach. Omiotłam spojrzeniem głowy innych i zdałam sobie sprawę że wszyscy tak wyglądamy. Harry miał minę jakbyśmy obudzili go w środku nocy ze snu. Loui poklepał go po ramieniu i uśmiechnął się szeroko.
-Żyjesz?- zwróciłam się do Nicoli.
-Nie ale nie martw się.
Zaśmiałam się głośno.
-Zrobimy sobie zdjęcie?-zaproponowała przyjaciółka.
-Fajny pomysł biorąc pod uwagę ich miny.-parsknęłam śmiechem.
Spróbowałam zagadać po angielsku do faceta nadzorującego kolejkę, aby zrobił nam zdjęcie. Udało mi się wytłumaczyć mu na migi, o co mi chodzi bo nie znał żadnego języka z tych, którymi się posługiwałam.
Podbiegłam do najprzytomniejszego Liama i wtajemniczyłam go w cały plan. Nicola w tym czasie podawała Norwegowi aparat. Gdy szła w naszą stronę chwyciła Louisa i Harrego za ręce i przyciągnęła do nas. Liam udawał że chce Zaynowi coś powiedzieć i odwrócił go tak żeby patrzył w naszą stronę. Szturchnęłam Nialla w ramię.
-Co jest? - obkręcił się żeby spojrzeć mi w oczy. Nie udało mu się to jednak bo skierowałam się w stronę uprzejmego pana z aparatem Nicoli, a blondyna objęłam za ramię.
Błysnął flesz. Udało nam się to przeprowadzić na tyle szybko że nikt nie zorientował się co jest grane, bo na zdjęciu Lauren i reszta chłopaków mieli przekomiczne miny. Wszyscy uśmialiśmy się nieźle, gdy oglądaliśmy je w domu. To i jeszcze kilka innych zrobionych po przejażdżce wodnej, jeszcze jednej kolejce oraz chyba z 30 z największego rollercoastera. Mieliśmy je tylko dlatego że Cola stwierdziła że jeśli wsiądzie na "tego potwora" będzie to jej ostatnia przejażdżka w życiu, więc została na dole. Kolejka rozwijała chyba z 90 kilometrów na godzinę i gdy wjechała na największą wysokość, pomyślałam że miałam zaćmienie mózgu że na nią wsiadłam. Moje przypuszczenia potwierdziły się gdy zjechaliśmy w idealnym pionie. Żałowałam że nie zmówiłam pacierza ale było za późno. W przeciwieństwie do dwóch innych kolejek na których jechaliśmy tego dnia, ta wielokrotnie wykręcała tak że przez parę sekund siedzieliśmy do góry nogami. Nie potrafię tego do końca opisać. Mogę jeszcze dodać tylko że nie znałam prawdziwych możliwości strun głosowych Harolda. Gdy doszliśmy chwiejnymi krokami do Nicoli, byłam w stanie stwierdzić że NIGDY tak się z nas nie śmiała. W ramach zemsty przez całą drogę powrotną do teraz starałam się robić wszystko aby jak najbardziej żałowała że nie pojechała z nami. Szkoda że zawsze była taka uparta przy swoich racjach. Przy herbacie wspominaliśmy najciekawsze momenty. Leżałam w poprzek na fotelu obitym w beżowy materiał i machałam radośnie nogami. Gorący kubek parzył mi dłonie ale nie przejmowałam się tym zbytnio. Niall spał oparty głową o ramię Harrego, który siedział tradycyjnie koło Nicoli. Zayn robił coś w pokoju a Lou razem z Liamem bawili się gitarą, którą zostawił na rogu kanapy rano Horan. Lauren poleciała na górę i od godziny nie wracała. Pewnie czytała książkę. Cola rozmawiała z Hazzą cicho aby nie obudzić blondynka. Sięgnęłam do kieszeni po telefon i napisałam esemesa do mamy, która ostatnio przypomniała mi że poza tym ślicznym, drewnianym aż nowocześnie wyposażonym domkiem istnieje jeszcze jakaś cywilizacja. Opisałam jej w jednym zdaniu dzisiejszy dzień. W odpowiedzi dostałam że życzy mi udanego ostatniego, jutrzejszego dnia i cieszy się że już jutro się zobaczymy. Wczoraj pytała się co tam słychać u chłopaków. Nie zdawała sobie na szczęście sprawy z tego z kim jej córka ma zaszczyty (o których marzy 5 milionów dziewczyn na świecie) obcować. Od początku była wtajemniczona że jedziemy tu z piątką znajomych, Nicole i Lauren z Turcji. Wiedziała że są z Anglii i że mają od 18 do 20 lat. Puściła mnie tylko dlatego że byli pełnoletni, choć i tak wieże że mama Nicoli namawiała ją aby zgodziła się bez większych doszukiwań się problemów. Nicola powiedziała swojej mamie że są porządni i nie musi się o nas martwić bo w końcu dwóch z nich byli chłopakami dziewczyn. "Miłej nocy. Pozdrów dziewczyny. Kocham Cię."-przeczytałam na ekranie telefonu i wysłałam do niej ostatniego esemesa na dziś. Pomacałam kieszeń dżinsów i znalazłam czarne, nieśmiertelne słuchawki. Poszukałam jednej ze swoich ulubionych piosenek i wcisnęłam "play". Na początku słychać tylko gitarę. Po dokładnie 13 sekundach brzmi łagodnie flet. Puszczaną setki razy, znam na pamięć.
"There's a lady who's sure all that glitters is gold and she's buying a stairway to heaven." zamknęłam oczy. Nie zasnę przez nadmiar dzisiejszych emocji. Najcudowniejsze wejście perkusji jakie było mi dane usłyszeć w całym swoim życiu... "If there's a bustle in your hedgerow, don't be alarmed now, it's just a spring clean for the May queen." Na genialną solówkę gitarową podgłaśniam. Z niesłabnącym zachwytem słucham jak Robert Plant wyśpiewuje w nieskończoność ostatnie "And she's buying a stairway to heaven.". Zdjęłam słuchawki i włożyłam je razem telefon z powrotem do kieszeni. Zaciekawiona skierowałam wzrok na chłopaków. Niezniechęcony Liam nadal próbował poruszyć odpowiednie struny a Tomlinson położył się na kanapie i tak samo jak ja przed chwilą bawił się telefonem. Jest już 23;47. Ten dzień zleciał bardzo szybko. Gdy wróciliśmy było chwilę po 20. Zjedliśmy wtedy kolację i obejrzeliśmy te parę zdjęć. Byłam naprawdę pod dużym zdziwieniem że Cola uwieczniła to w tak przerażający sposób. Większość zdjęć była zrobiona gdy wisieliśmy głowami w dół, co powodowało że od razu przypominało mi się uczucie towarzyszące tamu stanowi.
Nicola przeciągnęła się na kanapie i pocałowała Hazzę.
-Dobranoc.-szepnęła do niego.-Chodź, zawijamy.-minęła mnie i poczochrała całe włosy na czubku głosy. Wychyliłam się z fotela aby walnąć ją w plecy ale nie zdążyłam. Dopiłam herbatę z naburmuszoną miną, przy czym udało mi się rozbawić Harrego.
-Dobrej nocy.-pomachałam im i podążając do kuchni aby odstawić kubek.
-Pa.-usłyszałam za sobą, złożone z trzech głosów.
-Cześć !-wrzasnął Niall, tak głośno że aż podskoczyłam i o mało co nie upuściłam kubka. Odwróciłam się do chłopaków.
-Pogięło się?-postukałam się w głowę.-Zamknij się, kretynie.
Blondyn zaśmiał się, już trochę ciszej.
-Co ci jest?- Louis uniósł brew i obrzucił Nialla pogardliwym spojrzeniem.
Liam powrócił do próby gry na gitarze.
Hazza pacnął Horana w głowę a ja ponownie skierowałam się do kuchni.
-I jak się spało?-zapytał go Harold.
-Super. Tylko masz takie twarde ramiona.-westchnął.- Przypakuj albo ubierz jeszcze jeden sweter. Ał!- zapewne znowu oberwał.
Poszłam schodami na górę, mijając uchylone drzwi do pokoju Nicoli zobaczyłam że siedzi nad otwartą walizką i starannie pakuje ciuchy.
-Ty lepiej też się za to zabierz. -poradziła mi.
-Ok. Racja. Ale przyznaj ze te 10 dni szybko zleciało.
-Strasznie. Nie wiem kiedy znowu się z nimi zobaczymy.-posmutniała.
-Wyluzuj. Było świetnie i o tym myśl. O dzisiejszym dniu. O tym że nie wsiadłaś z nami na tą świetną kolejkę.-westchnęłam z rozmarzeniem.
-Skończ.-zmrużyła oczy.
-Nie ma sprawy.-posłałam jej buziaka.-Słodkich snów.
-Nawzajem. Pa.-uśmiechnęła się.
Miałam ochotę walnąć się na łóżko w ciuchach, gdy tylko przekroczyłam próg pokoju. Niestety musiałam się jeszcze spakować. Podeszłam do walizki, która wyglądał jakby z zewnątrz ktoś poobklejał ją kartkami z komiksów i otworzyłam ją. Za jednym zamachem wyjęłam wszystkie ciuchy pozwijane w szufladzie komody z jasnego drewna i upuściłam je prosto do walizki. Nogą ugniotłam wszystkie ciuchy i zatrzasnęłam walizkę. Zostawiłam jedynie komplet na jutro i dres do spania. Poszłam wziąć prysznic i po 10 minutach byłam w łóżku. Ostatnia noc. Momentalnie przypomniała mi się pierwsza... Robiłam o piątej rano naleśniki z Niallem. Bez komentarza. Zasnęłam przypominając sobie najcudowniejsze chwile z całego pobytu w Norwegii.
niedziela, 7 października 2012
#Rozdział osiemnasty.
*Oczami Lauren*
Wstałam po dziesiątej i ubrałam się w dżinsy i jasna bluzę. Nie miałam najmniejszej ochoty schodzić na dół.
-No cześć, śpiochu.-Nicola stanęła w drzwiach mojego pokoju.-Nareszcie się obudziłaś. O! I nawet się już ubrałaś.-uśmiechnęła się.-Idealnie. Poproszę cię na dół. Lepiej załatwić to od razu.-zachęciła mnie gestem do opuszczenia pokoju i poszła w kierunku schodów.
Chcąc, nie chcą chciałam się dowiedzieć co takiego "lepiej załatwić od razu" i poszłam za nią. Na kanapie w salonie siedzieli już pozostali a Nicola właśnie zajmowała miejsce koło Harry'ego. Gdy zobaczyłam Niall'a i Lou moje nogi chciały zawrócić na górę ale pomyślałam że będzie to bardzo dziecinne i dołączyłam do reszty siadając na jednym z foteli.
-Cześć.-przywitałam się.
-Hej.-odpowiedzieli mi wszyscy, jedni bardziej entuzjastycznie, inni odrobinkę niechętnie.
-No?-zwróciłam się do Coli wyczekująco.-Co to za ważna sprawa?
-No dobrze.-wzięła głęboki oddech i ścisnęła Harry'ego za rękę.-Ta sprawa dotyczy nas wszystkich. Zapewne już się domyślacie o co chodzi.
Louis zwrócił oczy ku niebu a Niall westchnął.
-Chodzi o to że przyjechaliśmy tu by fajnie spędzić czas i się zabawić a nie po to aby się kłócić. Chciałabym żebyście powiedzieli nam co się stało a my spróbujemy wam pomóc.-wyrzuciła z siebie Nicola. Brzmiało to tak jakby długo wcześniej nad tym myślała i ułożyła sobie tą formułkę w myślach.
-Ja już zakończyłem ten temat i nie ma sensu go roztrząsać. Naprawdę tu nie ma nic do dodania.-powiedział Lou z przekonaniem unikając mojego wzroku.-Jeśli się nie obrazicie nie mam zamiaru tu dłużej siedzieć i słuchać o ich problemach.-skinął głową w moją stronę a potem machnął ręką na Niall'a po czym wyszedł z salonu.
-Przykro mi że to się tak skończyło.-westchnęła Cola.- A czy ty masz zamiar nam coś wyjaśnić?-zwróciła się do Horana.
-Ja? Ja mogę tylko powiedzieć że już rozmawialiśmy ale nic to nie dało. Wręcz pogorszyło. Nie mam ochoty jeszcze bardziej wszystkiego psuć bo i tak nieźle namieszałem. Ale nie tylko ja.-dodał ciszej odwracając głowę.
-Daruj już sobie. Lepiej zastosuj się do tego co powiedziałeś przed chwilą i nie pogarszaj sprawy.-powiedziałam, nie chcąc żeby posunął się za daleko.
-Możesz spróbować dostrzegać w końcu swoje błędy?-zwróciła się do mnie niecierpliwie Julia, która do tego momentu siedziała zamyślona i jakby nie obecna.
-A ty co? Będziesz go bronić?-uniosłam brwi.
-Myślę że mogłabyś przestać w końcu zwalać wszystko na niego i pomyśleć o tym co ty mu zrobiłaś.
-Ej, mieliście się pogodzić a nie pogarszać całą sprawę.-odezwał się Hazz.
-Ja nie wiem dlaczego ona mi coś zarzuca.-powiedziałam nie chcąc się przyznawać do tego że podkochiwałam się w Louisie będą jeszcze z Niall'em. Było mi najzwyczajniej w świecie wstyd. A poza tym to nie sądziłam aby Lou był w stanie być ze mną po czymś takim.
Zerknęłam na Niall'a. Patrzył na nią uważnie i miałam wrażenie że chciał coś powiedzieć ale nie mógł się zebrać w sobie.
-No?!- Julia spojrzała na mnie wyczekująco a ja milczałam.
Po tym już nie wytrzymałą i wręcz wykrzyczała:
-Kogo próbujesz oszukać?! I tak wszyscy wiedzą że byłaś zabujana w Louisie! I to wtedy gdy byłaś jeszcze z nim!-wskazała na oniemiałego Niall'a.-Naprawdę musiało do tego dojść żebym to powiedziała w taki sposób?!
-Jak sama to powiedziałaś, było to kiedyś. To jest przeszłość.-przypomniałam jej.
-I nadal nie widzisz w tym nic złego?
-To że teraz odwaliłaś taką popisówkę i tak nic już nie zmieni.-prychnęłam bo nie chciałam żeby to dalej roztrząsała. Żałowałam teraz tego co się stało ale nie mogłam cofnąć już czasu.
-Popisówkę, mówisz?!-głos podskoczył jej o oktawę.
-Tak! I tak myślę! Jesteś zazdrosna o niego?-zasugerowałam kpiarskim głosem zerkając w kierunku Niall'a.
-Dość! Wystarczy.-powiedział nagle Liam.
-Przestańcie się kłócić, błagam was.-szepnęła Nicole.
-Przepraszam.-Julia usiadła z powrotem na kanapę.
-Przepraszam. Przesadziłyśmy.-przyznałam.
-Co się z wami dzieje ostatnio?-zapytał Zayn.-Nie poznaję was czasami.
-Lauren, nie powinnam.-westchnęła Julka.-Naprawdę mi przykro...
-Nie jestem bez winy.-przyznałam się w końcu.-Przepraszam wszystkich że tak długo musieliście czekać na te słowa.
-Jesteś tylko człowiekiem.-powiedział Liam.-Nie wymagaj od siebie zbyt dużo. Najważniejsze żeby wszystko się dobrze skończyło.
-I o to mi chodziło.-Nicola uśmiechała się szeroko.
-Dziękujemy bardzo że nas zmusiłaś do tej rozmowy.-powiedział Niall.
-Nie ma za co, naprawdę.
-Wybaczcie ale umieram z głodu.-znalazłam pretekst aby wyjść z salonu.-Niedługo do was wrócę.
-Nie ma sprawy. Smacznego.-powiedziała Nicola.
-Dzięki.
Skierowałam się prosto do pokoju Louisa i zapukałam do drzwi.
-Otwarte.-powiedział chłopak.
-To ja.-zakomunikowałam zamykając drzwi za sobą.
-Co chcesz?-zapytał przewracając oczami.
-Chciałam ci powiedzieć...
-Sama chciałaś czy ci kazali?-przerwał mi.
-Sama chciałam. Przyznaję się do winy.
-Co?-wytrzeszczył oczy.- A co się takiego stało?
-Zrozumiałam że zraniłam Nialla tak samo jak on mnie. Myślę że ty też nie jesteś jakiś specjalnie zadowolony z tego co się stało przedwczoraj w nocy. Za to tez przepraszam. Odrzuciłam cię wtedy i nawtykałam ci strasznie a prawda jest taka że sama nie zachowywałam się jak przyjaciółka przez ostatni czas. Ale wtedy byłam inną osobą. Teraz wszystko się zmieniło.-zaznaczyłam bo prawda była taka że z jednej strony chciałam z nim być ale z drugiej wyobrażałam sobie jak to wszystko będzie wyglądało;
Zauroczyłam się w Niall'u i związałam się z nim aby po prostu spróbować, nie zważając na to że czułam coś do Louisa. Nic z tego nie wyszło i na skończyło się na tym feralnym wydarzeniem w Sylwestra z Julią. Teraz byliśmy świeżo pogodzeni. Zdałam sobie sprawę że jestem zakochana w Louisie i wiedziałam że on też coś do mnie czuł. Nie wiedziałam czy dalej czuje bo odtrąciłam go gdyż nie byłam gotowa na nowy związek. Teraz chciałam go przeprosić. Tylko przeprosić.
-To nie zmienia faktu że zachowałaś się, lekko mówiąc, chamsko. Długo nie chciałaś go przeprosić i udawałaś wielce zranioną pomimo tego że nic do niego tak na prawdę nie czułaś. Mogę zrozumieć że nie chciałaś od razu się wiązać ze mną bo dopiero co przecież zerwaliście z Niall'erem ale nie zrozumiem dlaczego go oszukiwałaś.
-Myślałam że to samo mi przejdzie. Rzeczywiście popełniłam błąd że tyle zwlekałam ale później, po tym co się stało w Sylwestra naprawdę było mi przykro. Nie udawałam.
-Mam nadzieję że ci wybaczył.-zabrzmiało to szczerze.
-Wygląda na to że tak się stało ale nie mogę wejść do jego głowy i dowiedzieć się co tak naprawdę o tym myśli.
Nie powiedział nic.
-Zamierzasz tu siedzieć do końca dnia?-zapytałam go.-Nie wiem jak ty ale ja idę na śniadanie.
Szybko weszłam do kuchni aby nadrobić stracony czas i przygotowałam sobie dwie kanapki. Miałam ochotę na jajecznicę ale doszłam do wniosku że będę zbyt długo ja przyrządzać.
Zjadłam błyskawicznie kanapki i tak jak obiecałam, wróciłam do salonu.
-Co tak długo?-zapytał Zayn.-Pochłaniałaś całe zapasy w lodówce?-zaśmiał się.
-Po prostu się nie spieszyłam.-uśmiechnęłam się niepewnie.
____________________________________________________________________________
Wstałam po dziesiątej i ubrałam się w dżinsy i jasna bluzę. Nie miałam najmniejszej ochoty schodzić na dół.
-No cześć, śpiochu.-Nicola stanęła w drzwiach mojego pokoju.-Nareszcie się obudziłaś. O! I nawet się już ubrałaś.-uśmiechnęła się.-Idealnie. Poproszę cię na dół. Lepiej załatwić to od razu.-zachęciła mnie gestem do opuszczenia pokoju i poszła w kierunku schodów.
Chcąc, nie chcą chciałam się dowiedzieć co takiego "lepiej załatwić od razu" i poszłam za nią. Na kanapie w salonie siedzieli już pozostali a Nicola właśnie zajmowała miejsce koło Harry'ego. Gdy zobaczyłam Niall'a i Lou moje nogi chciały zawrócić na górę ale pomyślałam że będzie to bardzo dziecinne i dołączyłam do reszty siadając na jednym z foteli.
-Cześć.-przywitałam się.
-Hej.-odpowiedzieli mi wszyscy, jedni bardziej entuzjastycznie, inni odrobinkę niechętnie.
-No?-zwróciłam się do Coli wyczekująco.-Co to za ważna sprawa?
-No dobrze.-wzięła głęboki oddech i ścisnęła Harry'ego za rękę.-Ta sprawa dotyczy nas wszystkich. Zapewne już się domyślacie o co chodzi.
Louis zwrócił oczy ku niebu a Niall westchnął.
-Chodzi o to że przyjechaliśmy tu by fajnie spędzić czas i się zabawić a nie po to aby się kłócić. Chciałabym żebyście powiedzieli nam co się stało a my spróbujemy wam pomóc.-wyrzuciła z siebie Nicola. Brzmiało to tak jakby długo wcześniej nad tym myślała i ułożyła sobie tą formułkę w myślach.
-Ja już zakończyłem ten temat i nie ma sensu go roztrząsać. Naprawdę tu nie ma nic do dodania.-powiedział Lou z przekonaniem unikając mojego wzroku.-Jeśli się nie obrazicie nie mam zamiaru tu dłużej siedzieć i słuchać o ich problemach.-skinął głową w moją stronę a potem machnął ręką na Niall'a po czym wyszedł z salonu.
-Przykro mi że to się tak skończyło.-westchnęła Cola.- A czy ty masz zamiar nam coś wyjaśnić?-zwróciła się do Horana.
-Ja? Ja mogę tylko powiedzieć że już rozmawialiśmy ale nic to nie dało. Wręcz pogorszyło. Nie mam ochoty jeszcze bardziej wszystkiego psuć bo i tak nieźle namieszałem. Ale nie tylko ja.-dodał ciszej odwracając głowę.
-Daruj już sobie. Lepiej zastosuj się do tego co powiedziałeś przed chwilą i nie pogarszaj sprawy.-powiedziałam, nie chcąc żeby posunął się za daleko.
-Możesz spróbować dostrzegać w końcu swoje błędy?-zwróciła się do mnie niecierpliwie Julia, która do tego momentu siedziała zamyślona i jakby nie obecna.
-A ty co? Będziesz go bronić?-uniosłam brwi.
-Myślę że mogłabyś przestać w końcu zwalać wszystko na niego i pomyśleć o tym co ty mu zrobiłaś.
-Ej, mieliście się pogodzić a nie pogarszać całą sprawę.-odezwał się Hazz.
-Ja nie wiem dlaczego ona mi coś zarzuca.-powiedziałam nie chcąc się przyznawać do tego że podkochiwałam się w Louisie będą jeszcze z Niall'em. Było mi najzwyczajniej w świecie wstyd. A poza tym to nie sądziłam aby Lou był w stanie być ze mną po czymś takim.
Zerknęłam na Niall'a. Patrzył na nią uważnie i miałam wrażenie że chciał coś powiedzieć ale nie mógł się zebrać w sobie.
-No?!- Julia spojrzała na mnie wyczekująco a ja milczałam.
Po tym już nie wytrzymałą i wręcz wykrzyczała:
-Kogo próbujesz oszukać?! I tak wszyscy wiedzą że byłaś zabujana w Louisie! I to wtedy gdy byłaś jeszcze z nim!-wskazała na oniemiałego Niall'a.-Naprawdę musiało do tego dojść żebym to powiedziała w taki sposób?!
-Jak sama to powiedziałaś, było to kiedyś. To jest przeszłość.-przypomniałam jej.
-I nadal nie widzisz w tym nic złego?
-To że teraz odwaliłaś taką popisówkę i tak nic już nie zmieni.-prychnęłam bo nie chciałam żeby to dalej roztrząsała. Żałowałam teraz tego co się stało ale nie mogłam cofnąć już czasu.
-Popisówkę, mówisz?!-głos podskoczył jej o oktawę.
-Tak! I tak myślę! Jesteś zazdrosna o niego?-zasugerowałam kpiarskim głosem zerkając w kierunku Niall'a.
-Dość! Wystarczy.-powiedział nagle Liam.
-Przestańcie się kłócić, błagam was.-szepnęła Nicole.
-Przepraszam.-Julia usiadła z powrotem na kanapę.
-Przepraszam. Przesadziłyśmy.-przyznałam.
-Co się z wami dzieje ostatnio?-zapytał Zayn.-Nie poznaję was czasami.
-Lauren, nie powinnam.-westchnęła Julka.-Naprawdę mi przykro...
-Nie jestem bez winy.-przyznałam się w końcu.-Przepraszam wszystkich że tak długo musieliście czekać na te słowa.
-Jesteś tylko człowiekiem.-powiedział Liam.-Nie wymagaj od siebie zbyt dużo. Najważniejsze żeby wszystko się dobrze skończyło.
-I o to mi chodziło.-Nicola uśmiechała się szeroko.
-Dziękujemy bardzo że nas zmusiłaś do tej rozmowy.-powiedział Niall.
-Nie ma za co, naprawdę.
-Wybaczcie ale umieram z głodu.-znalazłam pretekst aby wyjść z salonu.-Niedługo do was wrócę.
-Nie ma sprawy. Smacznego.-powiedziała Nicola.
-Dzięki.
Skierowałam się prosto do pokoju Louisa i zapukałam do drzwi.
-Otwarte.-powiedział chłopak.
-To ja.-zakomunikowałam zamykając drzwi za sobą.
-Co chcesz?-zapytał przewracając oczami.
-Chciałam ci powiedzieć...
-Sama chciałaś czy ci kazali?-przerwał mi.
-Sama chciałam. Przyznaję się do winy.
-Co?-wytrzeszczył oczy.- A co się takiego stało?
-Zrozumiałam że zraniłam Nialla tak samo jak on mnie. Myślę że ty też nie jesteś jakiś specjalnie zadowolony z tego co się stało przedwczoraj w nocy. Za to tez przepraszam. Odrzuciłam cię wtedy i nawtykałam ci strasznie a prawda jest taka że sama nie zachowywałam się jak przyjaciółka przez ostatni czas. Ale wtedy byłam inną osobą. Teraz wszystko się zmieniło.-zaznaczyłam bo prawda była taka że z jednej strony chciałam z nim być ale z drugiej wyobrażałam sobie jak to wszystko będzie wyglądało;
Zauroczyłam się w Niall'u i związałam się z nim aby po prostu spróbować, nie zważając na to że czułam coś do Louisa. Nic z tego nie wyszło i na skończyło się na tym feralnym wydarzeniem w Sylwestra z Julią. Teraz byliśmy świeżo pogodzeni. Zdałam sobie sprawę że jestem zakochana w Louisie i wiedziałam że on też coś do mnie czuł. Nie wiedziałam czy dalej czuje bo odtrąciłam go gdyż nie byłam gotowa na nowy związek. Teraz chciałam go przeprosić. Tylko przeprosić.
-To nie zmienia faktu że zachowałaś się, lekko mówiąc, chamsko. Długo nie chciałaś go przeprosić i udawałaś wielce zranioną pomimo tego że nic do niego tak na prawdę nie czułaś. Mogę zrozumieć że nie chciałaś od razu się wiązać ze mną bo dopiero co przecież zerwaliście z Niall'erem ale nie zrozumiem dlaczego go oszukiwałaś.
-Myślałam że to samo mi przejdzie. Rzeczywiście popełniłam błąd że tyle zwlekałam ale później, po tym co się stało w Sylwestra naprawdę było mi przykro. Nie udawałam.
-Mam nadzieję że ci wybaczył.-zabrzmiało to szczerze.
-Wygląda na to że tak się stało ale nie mogę wejść do jego głowy i dowiedzieć się co tak naprawdę o tym myśli.
Nie powiedział nic.
-Zamierzasz tu siedzieć do końca dnia?-zapytałam go.-Nie wiem jak ty ale ja idę na śniadanie.
Szybko weszłam do kuchni aby nadrobić stracony czas i przygotowałam sobie dwie kanapki. Miałam ochotę na jajecznicę ale doszłam do wniosku że będę zbyt długo ja przyrządzać.
Zjadłam błyskawicznie kanapki i tak jak obiecałam, wróciłam do salonu.
-Co tak długo?-zapytał Zayn.-Pochłaniałaś całe zapasy w lodówce?-zaśmiał się.
-Po prostu się nie spieszyłam.-uśmiechnęłam się niepewnie.
____________________________________________________________________________
Wiem, że jakiś krótki wyszedł, przepraszam. Następny powinien być dłuższy. Jakoś tak wyszło ;o
Przez szkołę niestety nie mogę teraz tak często dodawać rozdziałów, ale będę się starać jak najczęściej ;)
2000 odwiedzin! :D
Dziękuję <3
sobota, 22 września 2012
#Rozdział siedemnasty.
*Oczami Harry'ego*
Obudziłem się obok niej. Obok dziewczyny, którą kocham. Jeszcze spała. Przytulała głowę do poduszki. Wyglądała tak słodko i niewinnie. Nie mogłem przestać się na nią patrzeć. Leżałem tak ponad pół godziny wpatrując się w nią. Pocałowałem ją w jej gładki, lekko różowy policzek. Delikatnie się uśmiechnęła i zaczęła powoli otwierać oczy.
-Dzień dobry śpiąca królewno.
-Hey.-odpowiedziała jeszcze zaspanym głosem i przeciągnęła się delikatnie.
-Jak się spało ?
-Przy Tobie ? ... rewelacyjnie-uśmiechnęła się i przytuliła do mnie - A Tobie jak się spało ?
-Szczerze ? - spojrzała na mnie jakby chciała powiedzieć "no nie inaczej" - Jeszcze nigdy lepiej mi się nie spało - pocałowałem ją w czoło a ona słodko się uśmiechnęła. Spojrzałem jej w oczy i już nie mogłem oderwać od niej wzroku.
-Co się tak patrzysz hmm ? - zapytała po chwili ciszy.
-Nic, nic, po prostu... Cieszę się, że jest tak jak dawniej. - nic nie odpowiedziała, tylko uśmiechnęła się i po chwili nasze usta się połączyły.
-Ja też - szepnęła mi do ucha kiedy już się od siebie oderwaliśmy.
Przekręciłem ją, tak, że leżała na mnie, a nasze usta ponownie się złączyły. Zatonąłem w tym pocałunku, lecz po chwili oderwała się ode mnie.
-Dobra Styles, koniec tego dobrego - powiedziała i wygramoliła się z łóżka. - Co chcesz na śniadanie?
-Nie wiem, co proponujesz?
-Nie wiem co jest w lodówce. Czy w ogóle coś jest, czy może już Horan wszystko wyżarł.
-A wiesz, to bardzo możliwe - spojrzałem na nią w tym samym momencie co ona i po chwili wybuchnęliśmy śmiechem.
-Dobra, to ty się zastanów a ja idę się umyć - powiedziała i zniknęła za drzwiami łazienki.
Jest cudowna. Tak się cieszę, że znów jest tak jak dawniej. . Że znów mogę poczuć jej usta, widzieć jej uśmiech, słyszeć jej głos. Położyłem się i wpatrywałem w sufit rozmyślając. O mnie, o niej. O nas. Nie wiem ile tak leżałem. Ktoś wyrwał mnie z transu wchodząc do pokoju. To była Nicole. W samym ręczniku. Szukała czegoś w szafie. Na jej widok szeroko się uśmiechnąłem i podszedłem do niej od tyłu po czym delikatnie pocałowałem ją w szyję.
-Haha, Harry, to łaskocze - powiedziała roześmiana.
-Jesteś wspaniała, wiesz?
-Nie, nie wiem. Ale dziękuję - odwróciła głowę i pocałowała mnie. Był to szybki, lecz czuły pocałunek.
Oderwała się ode mnie, zwinęła ciuchy i znów zniknęła za drzwiami łazienki. Wyszła po jakiś piętnastu minutach. Chwyciła mnie za rękę i skierowaliśmy się na dół zamierzając zjeść śniadanie.
W kuchni siedział Niall, Lou i Julia. Kiedy tylko przekroczyłem próg blondyn podszedł do mnie.
-I jak stary? Udana noc? -Zapytał poruszając znacząco brwiami.
-Do niczego nie doszło Horan. -Spojrzałem na niego wkurzony i podszedłem do lodówki.
-Idiota. -Zmierzył mnie od góry do dołu i znów usiadł przy stole.
Spojrzałem na niego złowrogo a ten podniósł obie ręce do góry i udawał niewiniątko.
Zrobiliśmy z Nicole kanapki i usiedliśmy do stołu by wreszcie spożyć posiłek.
***
*Oczami Nicole*
-Mam ochotę, na coś słodkiego - chlapnął nagle Niall.
-To idź do sklepu i sobie coś kup - odpowiedział mu Liam.
-Nie chce mi się iść. Zayn ! idź do sklepu! - krzyknął do chłopaka.
-Chyba sobie jaja robisz.
-Szczerze, to też mam ochotę na coś słodkiego - odezwała się Julia. Zaraz po niej Lou i Lauren równo powiedzieli "Ja też"
-To sobie coś zróbcie - powiedziałam nie odwracając głowy od ekranu telewizora.
-Co ? - Wszystkie twarze odwróciły się w moją stronę.
-Jeśli nie chce wam się iść do sklepu, to zróbcie sobie ciasto albo coś.
-Jezu... nie chce mi się - powiedziała dobita Julia.
-Ja bym zrobił, ale nie umiem. Spieprzę to - warknął wkurzony Horan.
Dalej siedziałam na kanapie próbując oglądać film, lecz niestety nic nie słyszałam gdyż wszyscy prowadzili zażartą konwersację na temat ciasta, którego nikomu nie chcę się robić i dalszych zażaleń jakby to zjedli coś słodkiego. Zamknęłam oczy i zacisnęłam zęby. Było tak głośno że nie słyszałam własnych myśli.
-Spokój! -Krzyknęłam w końcu. -Zrobię wam to ciasto, pod warunkiem, że w końcu zamkniecie gęby! -Powiedziałam już ciszej. Wszyscy spojrzeli na mnie z wielkimi bananami na twarzy.
Wstałam z kanapy kierując się w stronę kuchni. Zaczęłam kolejno trzepać szafki z nadzieją, że znajdę potrzebne składniki.
-Pomóc Ci? -Zapytał Harry wchodząc do kuchni.
-Nie dzięki, poradzę sobie. Idź oglądać ten film. -Odpowiedziałam sięgając cukier z najwyższej półki, co nie do końca mi się udawało.
Podszedł do mnie i bez problemowo sięgnął to co potrzebowałam.
-Pewna jesteś? -Powiedział podając mi cukier unosząc przy tym jedną brew.
-Jasne.-Zaśmiałam się delikatnie i spojrzałam na niego. W końcu nic dziwnego, był o mnie wyższy o dobre 10cm.-No dobra, może przyda mi się mała pomoc.
Nic nie odpowiedział, tylko szeroko się uśmiechnął.
Wyjęłam z szafki wszystkie możliwe miski i stopniowo przypominałam sobie stary przepis mojej babci na Rafaello, notując wszystko na kartce. Harry Szperał w tym czasie w jednej z wiszących szafek szukając galaretki.
-Mam! -Krzyknął nagle, tak głośno, że aż podskoczyłam, a na karteczce z przepisem pojawiła się teraz wyrazista prosta.
-Naprawdę? to, że znalazłeś galaretkę jest powodem takiego krzyku? -Spojrzałam na niego dając mu zarazem do zrozumienia, że było to nie potrzebne.
-Tak, szukałem ją tam ponad 10 minut! -Odparł zbulwersowany.
-Jeszcze powiedz, że to moja wina. -Przewróciłam oczami i znów zaczęłam zapisywać karteczkę.
-Owszem, Twoja.
-Co?! -Spojrzałam na niego z pod byka.
-No przecież to Ty ją tam schowałaś!
-Harry, to, że schowałam ją do szafki z przyprawami, kisielami i innymi takimi to raczej nie dziwne, a ta szafka nie jest na tyle głęboka, żebyś szukał przez pół godziny durnej galaretki!
-Nie przez pół godziny, tylko dziesięć minut, przecież mówiłem.
-To był sarkazm, Styles. -Spojrzałam na niego jak na idiotę i odwróciłam się do niego plecami.
-Tak czy siak, to twoja wina. -Po tych słowach nie ukrywałam tego, że jednak mnie zdenerwował. Zrobił aferę przez głupią galaretkę.
-Wiesz co, weź wyjdź! -Powiedziałam dość głośno. -Mam Cię dość!
-Dobra! -Skierował się w stronę drzwi.
Wzięłam głęboki oddech i znów wróciłam do pisania przepisów, lecz nie mogłam się na niczym skupić.
Chwyciłam mąkę, miskę i jakąś szklankę. "Dobra, więc dwie szklanki mąki" powiedziałam w myślach i wsypałam mąkę do szklanki po czym przesypałam do miski. Sięgając cukier szklanka wyślizgnęła mi się z ręki i spadła na podłogę tłukąc się.
-Cholera. -Powiedziałam sama do siebie i zaczęłam zbierać szkło.
Usłyszałam kroki zbliżające się do mnie. Odwróciłam się, żeby sprawdzić kto to. Oczywiście tym "kimś" okazał się być nie kto inny jak Harry.
-A Ty po co znów tu przylazłeś? -Zapytałam zerkając na niego.
-Obiecałem, że Ci pomogę no i usłyszałem trzask.
-Nie obiecałeś i spoko, nic mi nie jest. -Wróciłam do sprzątania rozbitej szklanki.
-Tobie może i nie, ale szklanka tego nie przeżyła. -Powiedział cicho się śmiejąc.
-No co ty nie powiesz. -Pokręciłam głową.
Przysiadł obok mnie. Delikatnie skierował dłonią moją twarz w jego stronę.
-Nie gniewaj się.
-Nie gniewam się. -Może i skłamałam, a może nie. Sama już nie wiem. -Tylko nie potrzebnie robisz aferę z takich gówien.
-Czyli jednak się gniewasz.
-Mówiłam Ci już, żebyś wyszedł nie? -Spojrzałam na niego z przymrużonymi oczami.
-Ej no, przepraszam, przyznaję, to był głupie.
-Haha, no nie gadaj.
Złapał moją twarz w dłonie zbliżył się i złączył nasze usta w długim pocałunku.
-Każdy dobry związek opiera się na bezsensownych kłótniach. -Powiedział kiedy już się od siebie oderwaliśmy i puścił mi oczko.
-Eeeem... To pomożesz mi posprzątać to szkło? -Powiedziałam jakby nigdy nic i zaraz obydwoje wybuchnęliśmy śmiechem.
Wróciłam do robienia ciasta. Wsypałam do miski jeszcze proszek waniliowy i cukier. Po czym stanęłam nad miską i gapiłam się w nią myśląc o czym zapomniałam.
-A jajka? -Zapytał Harry zaglądając mi przez ramię.
-No właśnie, jajka. -Walnęłam się otwartą dłonią w czoło.
-Widzisz, nie poradziłabyś sobie beze mnie -Powiedział otwierając lodówkę i szczerząc się.
-Taak, oczywiście. -Spojrzałam na niego i przygryzłam dolną wargę. Wcześniej nie zauważyłam, że ubrał fartuszek. Wyglądał komicznie ale za razem pociągająco. -Skąd wiedziałeś, że cztery? -Zapytałam patrząc jak niesie jajka.
-Czytam Ci w myślach kochanie. -Posłał mi buziaka a ja się zaśmiałam.
-Dokończysz to? Ja się zajmę kremem.
-Pewnie. -Puścił mi oczko i zaczął kolejno wbijać jajka do miski.
Chwyciłam drugą miskę i wlałam do niej dwie szklanki mleka. Poszperałam w szafce i znalazłam budyń śmietankowy, którego na szczęście jeszcze nikt nie wyjadł. Mam tu oczywiście na myśli Horana. Otworzyłam jedną z szuflad i wyjęłam z niej wiórki kokosowe. Chyba tylko ja lubię jeść je na sucho, więc paczka pozostała nietknięta.
Dodałam znalezione składniki do miski i włączyłam blender by ubić krem.
Hazz stał obok mnie, mieszając dokładnie składniki na ciasto przy czym było widać jak naprężyły mu się mięśnie. Ten widok mnie rozproszył i przez chwilę nie skupiałam się na niczym innym tylko na nim, do czasu kiedy blender nie zwariował i połowa kremu wylądowała na mnie. Wypuściłam go szybko z rąk zamykając oczy i szeroko otwierając buzię przy czym popłynęło głośne słowo "fuck". Harry spoglądając na mnie wybuchł głośnym śmiechem.
-Ha Ha, bardzo śmieszne.
Podszedł do mnie i zlizał krem z mojego policzka.
-Ale za to Krem wyszedł Ci pyszny. -Znów pokazał te swoje białe ząbki.
-Taa, zrobiłeś już to ciasto? -Zapytałam zcierając z siebie krem.
-Tak. -Podał mi miskę z wyrobionym ciastem.
Wyciągnęłam blachę, wlałam na nią gotową masę i wstawiłam do piekarnika.
-No to mamy 20 minut.
-To teraz mi powiedz, co się stało z tym kremem.
-Nic, blender się zepsuł. -Powiedziałam wyraźnie speszona.
-Czyżby? -Podszedł do sprzętu udowadniając mi, że wszystko jest w porządku.
-Ooo, naprawił się!? -Nie wiedziałam co powiedzieć.
Hazz szydersko się uśmiechnął, zanurzył rękę w paczce mąki po czym opruszył nią moje włosy. Nie pozostałam mu dłużna i zrobiłam to samo. Takim właśnie sposobem rozpoczęła się bitwa na mąkę. Kiedy byłam już praktycznie bialutka Harry wziął do ręki miskę z kremem nad którym się trudziłam, no może nie do końca, ale jednak. Podszedł do mnie i pomazał nim moją twarz.
-Doigrałeś się Styles! -Chwyciłam jajko i rozbiłam mu je na głowie.
Ryknęłam nieopanowanym śmiechem, aż łzy zaczęły spływać mi po policzkach. Harold podszedł do mnie, złapał mnie w tali i zaczął zachłannie całować.
Oderwaliśmy się od siebie i spojrzeliśmy głęboko w oczy. Kocham czuć na sobie jego wzrok a już w ogóle chwile, które wyglądają właśnie tak jak ta.
-Teraz można nas upiec. -Odezwał się chłopak.
-Tak. -Odpowiedziałam tylko nadal wpatrując się w jego zielone tęczówki jak zahipnotyzowana.
Nagle do kuchni wparował Niall'er.
-A co tu tak wesoło? -Powiedział po czym zmierzył nas wzrokiem. -Okej, nie mam więcej pytań. -Zamilkł na chwilę, przeczesując wzrokiem kuchnię, która raczej nie wyglądała najlepiej bo naszej bitwie. -Właściwie mam, jeszcze jedno. Gdzie moje ciasto? -Po jego słowach alarm piekarnika zaczął dzwonić.
Wyjęłam blachę ze środka i położyłam na blacie. Chwyciłam miskę z kremem, w której niewiele już zostało i rozłożyłam równomiernie na upieczonym cieście po czym włożyłam gotowe ciasto do lodówki.
-Za jakieś piętnaście do dwudziestu minut możesz jeść. Ciasto musi trochę przestygnąć. A teraz przepraszam, ale idę się umyć.
-Ej, poczekaj, dziękuję. -Podszedł do mnie i dał mi buziaka.
-Nie ma za co, dobrze się bawiłam. -Spojrzałam na loczka.
Ruszyłam razem z Harrym w stronę schodów, ale gdy już przekroczyłam próg kuchni, zaraz się wróciłam.
-A, Niall, jak możesz, posprzątaj tu trochę.
-Że co?!
-Dziękuję! -Uśmiechnęłam się, posłałam mu całusa i ruszyłam na górę zażyć gorącą kąpiel.
____________________________________________________________________________
Przepraszam, że tak długo nic nie dodawałam, ale zaczęła się szkoła, no i jakoś nie było czasu. ;c
Ten rozdział taki z deka przesłodzony, wiem, ale nie było pomysłów i tylko coś takiego wpadło mi do głowy.
Piszcie czy może być ;)
Postaram się dodawać częściej rozdziały. Jak tylko będę miała czas dodam następny :)
sobota, 1 września 2012
#Rozdział szesnasty.
*Oczami Lauren*
Nie mogłam z powrotem zasnąć. Kilka minut temu obudził mnie silny wiatr za oknem i ciągle rosnął w siłę. Nie zastanawiając się długo, wysłałam smsa do Lou "Nie mogę spać. Chodź na górę.". Nie czekałam na to aż odpisze tylko próbowałam usłyszeć jak wchodzi po schodach. A może nie przyjdzie? Może ma ważniejsze rzeczy do roboty o 3-ciej w nocy? Na przykład spanie? Jednak po chwili usłyszałam jak moje drzwi lekko zaskrzypiały i zobaczyłam w mroku Louisa.
-Hej. Co się dzieje?
- Nie cierpię jak tak wiatr wieje.-wzdrygnęłam się.- Siadaj.-zachęciłam go skinięciem głowy.
Lou podszedł do łóżka i przełożył leżący w jego rogu stanik, powstrzymując się od śmiechu i usiadł. Poczułam że robię się cała czerwona. Zawsze miałam niezły bałagan. Ale Louis miał u siebie w pokoju to samo.
-To dlatego budzisz mnie w środku nocy?-zapytał z udawanym oburzeniem.
-Oj przepraszam...-wyszeptałam teatralnie tak jak on.- Nie miałam na celu pana odciągać od takich zajmujących czynności jak spoczynek.
Zaśmiał się i powiedział:
- Jeśli tylko będziesz chciała porozmawiać jestem do dyspozycji.-rozłożył ramiona.- Mów mi o wszystkim i budź nawet kilka razy w środku nocy jeśli cie tylko najdzie na to ochota.
- Na pewno skorzystam.
-Jak tam z Niallerem? Widziałem dziś że jest ok, ale chciałbym poznać twój punkt widzenia.
-Hm... Wybaczyłam mu i pozostaliśmy na przyjaźni. I tak bym z nim najprawdopodobniej niedługo zerwała.-wzruszyłam ramionami.-Naprawdę nie mam mu już tego za złe.
-To dobrze.-uśmiechnął się i po chwili namysłu dodał- Dlaczego chciałaś zakończyć ten związek?
Nie chciałam mu od razu mówić że to ze względu na coraz bardziej rosnącą sympatię do jego osoby, więc wybrałam inny powód dla którego uważałam że nasz związek nie będzie miał przyszłości:
-Po prostu, kiedy go zobaczyłam spodobał mi się. I traf chciał że ja mu też. Co mieliśmy do stracenia? Jednak to było tylko zauroczenie. Z czasem przeszło w zwykłą sympatię.
-Wiesz... -odnalazł w mroku moją rękę i ujął ją.- Ja bym ci nigdy czegoś takiego nie zrobił. Bez względu na okoliczności.
Spojrzał na mnie tak czule, że onieśmielona spuściłam wzrok.
-Nie mów tak, jakby popełnił przestępstwo. To twój przyjaciel.- nadal nie podnosiłam głowy.
-Wiem. I mam nadzieję że zawsze nim będzie. Oni... Ta czwórka małolatów to najlepsze co mnie spotkało.-uśmiechnął się szeroko.
Mimo woli spojrzałam na nasze splecione ręce i poczułam motyle w brzuchu. Od niedawna zaczęłam zdawać sobie sprawę z tego że chciałabym aby między mną a Lou, było coś więcej niż przyjaźń. Jednak dopiero co zakończyłam jeden związek, więc nie miałam zamiaru wdawać się w nowy w najbliższym czasie.
-Coś nie tak?-wyrwał mnie z zamyślenia.
-Nie...-uśmiechnęłam się niepewnie.
Nie chciałam żeby między nami zaszło teraz coś więcej, a nie miałam pewności do czego Louis zmierza. Nie chciałam go też urazić i kazać mu wyjść, bo dobrze mi się z nim rozmawiało, zresztą jak zawsze.
-Powiedz mi jedną rzecz...-zaczął znowu.- Nie zamierzasz do niego wracać?
-Nie.-odpowiedziałam szczerze.
-Dlaczego?- przekrzywił głowę.-Może to tylko przejściowy kryzys?
-Jestem pewna że nic do niego już nie czuję i to się nigdy nie zmieni.-odpowiedziłam szybko, mając nadzieję że nie będzie dalej drążył tematu.
- Ale przecież to się dzieje w różnych związkach...
- Louis, dlaczego ty mnie nie słuchasz?-przerwałam mu bezczelnie.- Nie chcę z nim być i skończmy ten temat!
- Powiedz mi chociaż dlaczego.-powiedział błagalnym głosem.- Widzę że nie mówisz mi wszystkiego! Widzę to w twoich oczach, że kłamiesz.
- Nie rozumiesz ż nie będę z nim szczęśliwa?!-nie zważałam w ogóle na to że podniesionym głosem mogę wszystkich obudzić.-Naprawdę nie pojmujesz że nie będę szczęśliwa z nikim oprócz ciebie?-wyznałam w przypływie emocji i natychmiast tego pożałowałam.
Nawet bez obecności dobrego oświetlenia zauważyłam że twarz Louisa zastygła z szeroko otwartymi oczami. Chłopak powoli zbliżył twarz do mojej.
-Dlaczego nie powiedziałaś mi tego wcześniej, głuptasie?-zapytał marszcząc brwi i położył mi dłoń na policzku.
Odsunęłam się od niego gwałtownie.
-Nie.-powiedziałam cicho gapiąc się w kołdrę na moich kolanach.
-Ale przecież powiedziałaś że...-przerwał zdziwiony sprzecznością mojej reakcji ze słowami, które przed chwilą z siebie wyrzuciłam.
-Tak, wiem co powiedziałam. Ale nie wspomniałam słowem o tym, że jestem gotowa na nowy związek.-powiedziałam z ironią w głosie.
-Wiesz co? Nie rozumiem kobiet!-westchnął głośno.- Myślę że powinnaś się w końcu zdecydować.-wstał z miejsca i zaczął iść w kierunku drzwi.- Aha!-odwrócił się w moją stronę z zamiarem wygłoszenia kolejnej mowy.
-No?! Co masz mi mądrego do powiedzenia?!- wycedziłam przez zęby.-Prawdziwy przyjaciel by się tak nie zachował!
-To teraz przyjaciel?! A za 10 minut kim mam być dla twojej wygody?- prychnął.- W sumie to się nie dziwie Niallowi, wiesz?! Też bym miał dość takiego zachowania po dłuższym czasie!- i trzasnął za sobą drzwiami.
Nie wiem ile czasu jeszcze siedziałam w bezruchu gapiąc się w miejsce w którym go widziałam ostatni raz. Albo byłam zwykłym nieudacznikiem w sprawach z chłopakami, albo najzwyczajniej w świecie byłam rozkapryszoną dziewczynką. Louis miała rację... To ja byłam wszystkiemu winna. Gdybym chwilę temu nie powiedziała mu o swoich uczuciach, pewnie byśmy siedzieli tu razem i rozmawiali o czymś przyjemnym. Ale tak nie było. Moje serce zostało rozerwane ponownie. Nie miałam pojęcia ile jeszcze wytrzymam ze swoim czasem irracjonalnym zachowaniem. Byłam pewna że nie długo. Co miałam ze sobą zrobić? Przestać się z nimi spotykać? Nie, za bardzo ich kochałam. Przywiązałam się do nich jak do braci i wolałam znosić ból który czułam teraz, niż taki który czułabym po odcięciu się od nich. Właśnie zdałam sobie sprawę że już od dłuższego czasu płaczę, bo moje policzki były całe mokre od łez. Przetarłam je palcami i walnęłam głową na poduszkę.
*oczami Nialla*
Wstałem z łóżka ciągle myśląc o tym co usłyszałem wczoraj w nocy. nie wiedziałem co o tym wszystkim myśleć. Byłem rozdarty ... Z jednej strony dziewczyna na której mi zależało właśnie pokłóciła się ze swoim niedoszłym "chłopakiem" a z drugiej oni oboje byli moimi przyjaciółmi i od kilku godzin cierpieli. Wchodząc do salonu nawet nie starałem się żeby nie wyglądać na zamyślonego.
- No hej.- przywitała mnie Nicola z kanapy, siedząc obok Harrego.
- Cześć. - odpowiedziałem jej.
- co masz taka minę? -zapytał Hazza.- stało się coś?
- nie, wiesz co... Chyba się nie wyspałem po prostu. Idę coś zjeść. - skierowanej się w stronę kuchni.
zamiast zrobić śniadanie oparłem się o blat i dalej pogrążyłem się w zamyśleniach.
Na ziemie sprowadził mnie głos Lauren.
- co jemy?- zapytała otwierając lodówkę zupełnie sztucznym głosem.
- wyjmij co chcesz, ja nie mogę się zdecydować.- powiedziałem wzruszając ramionami.
Nie byłem pewny czy powiedzieć jej ze słyszałem wczoraj w nocy cała ich rozmowę.
- jak już tu jesteście to zróbcie mi tosta.- odezwała się Julia sennym głosem stając w drzwiach kuchni.
- ok. Nie ma sprawy.- odowiedziała Lauren nie wyjmując głowy z lodówki.- a ty w końcu coś chcesz. - zwróciła się do mnie.
-nie dzięki. Może później.-wyszedłem z kuchni i udałem się do salonu.
Nicola rozmawiała z Haroldem na kanapie a Julia skakała po kanałach telewizora siedząc w fotelu.
- coś się stało?- zapytała cicho gdy spojrzałem mi w oczy.
- musimy pogadać.- powiedziałem.- ale w pokoju.
O nic nie zapytała tylko wstała i poszła za mną do mojego pokoju.
- mów.-zarządzała gdy przekroczyliśmy próg.
-wczoraj w nocy Lauren i Lou ostro się pokłócili.- wypaliłem.
- jak to w nocy? Siedziałeś z nimi?
- nie ale przebudziłem się akurat jak się na siebie wydzierali.
- o co poszło?
- właśnie ... Nie jestem do końca pewien ale...-zawahałem się.- chyba o to ze ona nie chce z nim być, pomimo to ze powiedziała mu ze się w nim zakochała.-poczułem ze moja twarz wykrzywia się mimowolnie- A wiesz, znasz Louisa...On się od razu wkurzył i powiedział ze ma się zdecydować i ze się nie dziwi ze już z nią nie wytrzymywałem. Ja byłem u nich na górze pod drzwiami bo chciałem ich uciszyć ale w końcu jak usłyszałem co się tam dzieje to wróciłem do siebie.
- o matko... Nigdy bym nie powiedziała ze to się tak skończy.- powiedziała Julia kręcąc głowa.
- wiedziałaś o tym ze Louis chce z nią być?
- nie. Ale o tym ze Lauren chce być nim.-powiedziała cicho.
Zatkało mnie.
- od jak dawna to trwa? Dlaczego mi nic nie powiedziałaś ?! - zapytałem z wyrzutem.
- już od...- zastanowiła się chwile.- już od tego jak wróciliście z Turcji.- przyznała ze smutkiem w oczach.- naprawdę bardzo mi przykro Niall.
- mi nadal na niej zależy.- spuściłem głowę.- ale nie cofnę czasu. Nic nie dam rady zrobić.
Otworzyła usta żeby mnie pocieszyć ale szybko zrezygnowała, wiedząc że nie uda jej się tego zrobić. Była jedną z tych osób które nie paplały bez sensu "będzie dobrze", czy "wszystko się ułoży". Wiedziała że się tak szybko nie ułoży i nie chciała mnie okłamywać.
Oparłem jej głowę na ramieniu i podsumowałem :
-To jest w całości moja wina. Nic już tego nie zmieni.
-Chcesz z nią o tym porozmawiać?-zapytała.
-Nie.-odparłem z pewnością.- To by nie miało sensu. Ona już wystarczająco cierpi.
-Masz rację.- zmierzwiła mi włosy.
Kochałem ją jak siostrę ale czasami patrząc na jej uśmiech, w jej oczy i słuchając jej głosu bylem pewien że czuję do niej coś więcej niż to co powinienem. Była mi bliższa niż siostra czy najlepsza przyjaciółka... Ale przecież dopiero co przyznałem się jej że nadal chcę być ze swoją byłą dziewczyną.
-Wiesz co?-odezwała się po chwili.- Wiem że teraz może ci to nie za bardzo pocieszy ale jestem pewna że kiedyś znajdziesz idealną dziewczynę, która będzie ciebie warta. Niestety będzie musiała być naprawdę dobra bo jesteś najlepszym chłopakiem pod słońcem.
-Naprawdę tak uważasz?-roześmiałem się.
-No jasne. Oczywiście że jesteś ale nie licząc Zayna. On jest boski.-westchnęła głośno i również się zaśmiała.-Może chodźmy już na to śniadanie? Pewnie mój tost juz jest gotowy.
-Okej.- i udaliśmy się do kuchni.
Julia miała rację. Na talerzu w kuchni leżały dwa tosty, które od razu porwała i zaczęła jeść. Sam zdecydowałem się na płatki z mlekiem. Po śniadaniu poszliśmy do salonu i usiedliśmy na kanapie razem z Hazzą i Nicolą.
-O, widzę że lepiej się już miewasz?-zauważyła Nicole i uśmiechnęła się do mnie.
-O wiele lepiej.-mimowolnie rzuciłem spojrzeniem na Julkę i dodałem szybko - Zawsze jak coś zjem to czuję się świetnie.
Wszyscy się zaśmiali.
- Możesz uważać jak łazisz?-dobiegł do nas z przedpokoju głos Lauren.
-Przepraszam, myślisz że zrobiłem to specjalnie?-odpowiedział jej Louis.
-Ha! Myślę że sam tego nie wiesz!-odpowiedziała mu ironicznym tonem.
Po chwili dziewczyna weszła do salonu i usiadła na kanapie.
-Wszystko w porządku?-zapytała ją Nicola.
-Oprócz tego że z Louisa jest okropna łajza, wszystko gra.-odparła nadal zdenerwowana.
-Skończ już!-krzyknął Lou stając w wejściu do salonu.-Rozumiem jakbym cię połamał ale tylko lekko cię potrąciłem i przecież przeprosiłem. Mam cię błagać na kolanach o wybaczenie?!
-Ej! Ej! - Harold wstał z miejsca.- Wyluzujcie. Co się z wami dzisiaj dzieje do cholery?-przejechał wzrokiem po ich twarzach.
Nic nie odpowiedzieli. Louis podszedł do kanapy i usiadł tak daleko Lauren jak tylko było to możliwe.
-Cześć!-zawołał Liam mijając wejście do salonu i idąc w stronę kuchni.
-Cześć!-odpowiedzieliśmy mu.
-To co dziś robimy?-zapytała Nicola bardzo się starając żeby jej głos brzmiał normalnie.
-Chodźmy może na jeden dzień do Oslo.-zaproponowałem.-Dawno nie mieliśmy kontaktu z cywilizacją.
-Dobry pomysł.-przyznała Julia.-Liaam! -zawołała w stronę kuchni.- Pospiesz się bo niedługo wychodzimy!
-Okej.-odpowiedział stając w drzwiach.-A gdzie idziemy?
-Chcemy iść do miasta. Możesz iść powiedzieć Zaynowi że jak też chce iść to musi już wstawać?-poprosiła go Nicole.
-Nie ma sprawy. Zaraz jesteśmy gotowi.-uśmiechnął się i poszedł do pokoju Zayna.
Gdy wyszedł zapanowała ciążąca cisza. Katem oka zerknąłem na Lauren. Nadal była wkurzona.
-To jaki mamy plan?-milczenie przerwał Liam, wskakując na fotel.
-Możemy wstąpić do Muzeum Wikingów jak już mamy okazję. Ktoś chętny?-zaproponowała Julia przeglądając jakąś stronę w internecie na komórce.
-Muzeum Wikingów?-Hazza uniósł brew.
-No chyba wiesz kim byli Wikingowie... Nie? -Julia westchnęła, widząc jego zagubioną minę.- No to może Park Vigelanda?
-To juz jest lepszy pomysł.-Harold pokiwał głową.
-Cieszę się.-Julia wyszczerzyła żeby na sekundę, odwróciła się w moją stonę i wyrazem twarzy wyraziła swoją dezaprobatę.
-Jestem!-Zayn wbiegł do salonu.
-Już?-zdziwił się Harry.
-Tak! Ułożyłem włosy w rekordowym tempie!
-Gratuluje.-Harold podszedł i podał mu rękę a potem go uścisnął.
-Dziękuję. Zawsze chciałem żebyś był ze mnie dumny.
Liam odchrząknął.
-Już skończyliście czy potrzeba wam jeszcze czasu?-przewrócił oczami.
- Idziemy.
Pojechaliśmy do Oslo dwoma taksówkami. Gdy byliśmy na miejscu Nicola poszukała w telefonie mapy miasta i poszliśmy do Parku Vigelanda. Chodziliśmy i oglądaliśmy figury Gustava Vigelanda, gdy podeszła do nas grupka dziewczyn.
-Możemy zrobić sobie z wami zdjęcie?-zapytała najwyższa z dziewczyn.
-Jasne!-Harry uśmiechnął się i razem z chłopakami ustawiliśmy się koło Norweżek.
-Czy możesz być naszym fotografem?-zwróciła się jedna z dziewczyn do Nicoli podając jej mały aparat.
-Nie ma sprawy.-wzięła aparat do ręki i zrobiła zdjęcie.
-Dziękujemy wam bardzo.-powiedział dziewczyna i odwróciła się do Nicoli i odbierając od niej aparat zapytała- Ty jesteś Nicol, prawda? Jesteś dziewczyną Harrego?
-Emm...-spojrzała na Hazze, a ten pokiwał głową na tak.- Tak. -Nicole uśmiechnęła się i zarumieniła.
-Jesteś naprawdę śliczna.-powiedziała inna dziewczyna.-Życzymy wam dużo szczęścia!
-Dziękujemy. Kochamy was! -dziewczyny pomachały nam.-Pa!
-Cześć!-pożegnaliśmy się.
Zwiedzaliśmy dalej. Lauren odezwała się kilka razy ale ani razu się nie uśmiechnęła, podobnie jak Lou. Cały czas zastanawiałem się czy porozmawiac z nią o tym gdy wrócimy do domu, ale nie mogłem się zdecydować.
-Chodźmy na obiad. Jestem głodny. powiedział Zayn.
-Super pomysł! Podpisuje się pod nim.-wtrąciłem.
Udaliśmy się do restauracji, kilka razy zatrzymani przez fanki.
-Wracamy do domu czy jeszcze gdzieś idziemy?-zapytał Louis gdy skończyliśmy obiad.
-Może pójdziemy do sklepu?-zapytała błagalnym głosem Julia.-Tylko na chwilę... Pooglądać.-uśmiechnęła się do nas.
-O! Taak!-Nicola ożywiła się.-Hazza możemy, prawda?
Chciało mi się śmiać. Chyba nigdy nie pojmę dlaczego dziewczyny tak reagują na słowa "sklep" albo "zakupy".
-No dajmy się trochę dzieciaczkom pobawić.-Harry pocałował Nicolę w policzek.-Okej, chłopaki?
- Ale ty się dałeś omotać... -westchnął Zayn.
-Cicho! Ja tu pracuję!-uciszyła go Nicola z zawadiackim uśmiechem.
-Niech wam będzie.-zgodził się Zayn.
Dziewczyny biegały po jakimś butiku przez następne dwie i pół godziny a my z chłopakami umieraliśmy z nudów. Gdy wreszcie podeszły do nas, czekających na kanapie w sklepie z torbami w rękach, Julia oznajmiła:
-Możemy już iść.
-Już? Już?-zakpił z niej Zayn.-A może jeszcze jeden sklep zaliczycie?
-Och, wyluzuj.-Lauren machnęła ręką.- Przynajmniej kupiłam sobie boską bluzę.-wyciągnęła ją z torby i pokazała nam.
-A wy co kupiłyście?-zapytałem pozostałe dwie dziewczyny.
Nicola pochwaliła się jasnymi spodniami a Julia szarym swetrem.
-I przez prawie trzy godziny kupiłyście tylko to?-wykrztusił Liam.
-A co? Mamy szukać czegoś jeszcze?-zapytała Nicola.
-Nie! Nie!-krzyknęliśmy.
-Jedziemy do domu.-zarządził Harold.
Wróciliśmy przed dziewiętnastą. Dziewczyny poszły odnieść na górę swoje torby.
-To dziś też obejrzymy jakiś film?-zaproponował Hazza.
-A masz coś konkretnego na myśli?-zapytał Zayn.
Hazza już otworzył usta gdy Louis wykrzyknął:
-Nie! Błagam, tylko nie znowu Love Actually!
Hazza naburmuszył się i nic nie powiedział.
-Co jest?-zapytała Nicola schodząc ze schodów.
-Myślimy nad dzisiejszym filmem.-powiedziałem.
-To może Madagascar?-zaproponował Liam.
-Ok. Dobry pomysł.-przyznała Nicola z uśmiechem.-Jedynka czy druga część.
-Jedynkę oglądałam już milion razy.-jęknęła Julia.
-No dobra. To dwójka.-podsumowała Nicola szukając odpowiedniej płyty w szafce koło telewizora.
-Przyniosę coś do chrupania.-zaproponowałem i poszedłem przetrzepać szafki w kuchni.
Kiedy wróciłem z trzema opakowaniami Pringles'ów, reszta siedziała już na kanapie.
Oglądaliśmy film, co jakiś czas wybuchając śmiechem gdy podczas sceny Moto-moto i Glorii w jeziorku, Julia powiedziała dobitnie:
-Moto-moto był gnojem.
-Uuu.. A czym on sobie wyrobił takie zdanie u ciebie?-zapytał Zayn.
-Nie widzisz tego jak on się zachowuje? Widzi w Glorii tylko to że jest taka... Gruba. I to mu się w niej podoba. Tylko to, bo tak naprawdę nie zna jej w ogóle z charakteru.
-Może masz rację.-wzruszył ramionami sięgając po czipsa.
Po raz setny do Harolda przyszedł sms, przy czym jego telefon wydał z siebie irytujący dźwięk.
-Matko, Harry weź wyłącz ten telefon!-zdenerwowałem się.- Musisz akurat teraz z kim sms'ować? Co jest takiego ważnego żeby wszystkim przeszkadzać?
-Przepraszam, już wyciszam.-sięgnął po telefon i bawił się nim kilka minut.
-Z kim tak zaciekle piszesz?-zapytałem się go.
-Z mamą.
-O, Harry przepraszam.- zmarszczyłem brwi bo wiedziałem jak czasem za nią tęskni.
-Dobra, w porządku.-uśmiechnął się nie odrywając wzroku od iPhone'a.
Gdy film się skończył, Zayn przeciągnął się.
-Nie wiem jak wy...-ziewnął.-Ale ja idę się położyć.-wyszedł z salonu.
-Ja też.-powiedziała Nicole i podniosła się z kanapy pociągając Harrego za rękę, po czym razem opuścili pokój.
-A ty idziesz?-zwróciłem się do Lauren.
-Jeszcze chwile posiedzę.
-Ja uciekam.-postanowiła Julia.
Liam spał na kanapie a Louis właśnie wstawał z miejsca.
-Hazza zapomniał telefonu.-skinął głową w stronę małego przedmiotu na stoliku.
-Pójdę mu zanieść.-chwyciłem telefon i udałem się do pokoju Harolda.
Podszedłem cicho do drzwi. Ze środka nie dobiegały żadne odgłosy, ani światło. Nie możliwe żeby już spał, pomyślałem i wszedłem bez wahania zapalając światło.
-Hazz, zapomniałeś tel...-urwałem.
Zaskoczyło mnie to że Harry leżał na łóżku, od pasa w górę nagi. To by było nic, gdyby nie fakt że całował się z Nicolą, pochylając się nad nią. Chłopak poderwał się nagle i zwrócił mi uwagę:
-Puka się.
-Puk, puk.-z trudem powstrzymywałem się od śmiechu.- Nie wziąłeś telefonu z salonu. Nicole podniosła się z pozycji leżącej, usiadła i spłonęła rumieńcem, odwracając wzrok.
-Dziękuję.-powiedział Hazza tonem sugerującym że mam wyjść.
-Nie ma za co.-czułem że zaraz wybuchnę śmiechem więc rzuciłem telefonem celując Haroldowi w głowę i jak najszybciej wyszedłem z pokoju.
W holu parsknąłem śmiechem i wróciłem do salonu. Na kanapie zostali już tylko Lauren i śpiący Liam.
-Co cię tak rozbawiło?-zapytała zaintrygowana.
-Harry i Nicola-otarłem wierzchem dłoni łzy z twarzy.-Przeszkodziłem im w grze wstępnej.
-Ahaa... ?-Lauren wytrzeszczyła oczy.
-No.-znowu zacząłem się śmiać. -A właściwie...
Liam wzdrygnął się przez sen ale się nie obudził.
-I co z Louisem?-zapytałem ostrożnie wpatrując się w Lauren, żeby nie przegapić jej reakcji.
-A co ma być?-zacisnęła usta i wzruszyła ramionami.
Wziąłem głęboki oddech i zdecydowałem się powiedzieć jej o tym co słyszałem ubiegłej nocy.
-Bo wiesz... Wczoraj w nocy...
Odwróciła gwałtownie głowę w moją stronę i spojrzała na mnie wilkiem.
-Słyszałeś wszystko?
-No można by to tak powiedzieć.
-Pięknie.-westchnęła i pokręciła głową.-Jak to się stało że podsłuchiwałeś?
-Nie podsłuchiwałem! Tak krzyczeliście że poszedłem na górę was uciszyć ale Louis już wychodził i wróciłem do siebie.
-Nie tłumacz się dalej.-nakazała mi.-Mów co tam chcesz powiedzieć.
-Wiem że czułaś coś do niego kiedy byliśmy jeszcze razem.
-Co?! Skąd o tym wiesz?-niemal wykrzyknęła.
-To nie jest ważne. Chodzi mi o to że mnie oszukiwałaś od czasu gdy wróciliśmy z wakacji. A teraz, po tym co się stało w Sylwestra wykorzystałaś okazję i zrzuciłaś całą winę na mnie.
-Nie mów tak o mnie!-powiedziała wzburzonym tonem, zaskoczona tym że o wszystkim się dowiedziałem.- To była twoja wina!
-Ale tylko po części. Musisz to przyznać.-odpowiedziałem spokojnie.
-Nie będę się tobie tłumaczyć.-prychnęła.-Nie mam z czego. to ty zakończyłeś ten związek. Czy ja cię kiedykolwiek, podczas czasu gdy byliśmy razem, zraniłam?
-Nie wyprzesz się teraz winy, tyko dlatego że o niczym nie wiedziałem!-zdenerwowałem się jej podejściem do sprawy.
-Już powiedziałam że nie mam zamiaru się tłumaczyć! Idę spać.-wstała i weszła po schodach na górę.
Westchnąłem. Nie wskórałem nic tą rozmową ale przynajmniej Lauren wiedziała co myślę o jej zachowaniu. Szkoda tylko że teraz jest na mnie wkurzona.
-Liam, wstawaj.-szturchnąłem chłopaka, który nadal spał.
-Co?-przebudził się.-Aha... Już, już.-obrócił się na drugi bok i z powrotem zasnął.
Nie zastanawiając się długo, poszedłem położyć się spać aby nie myśleć dłużej o Lauren.
_____________________________________________________________________________
Nie mogłam z powrotem zasnąć. Kilka minut temu obudził mnie silny wiatr za oknem i ciągle rosnął w siłę. Nie zastanawiając się długo, wysłałam smsa do Lou "Nie mogę spać. Chodź na górę.". Nie czekałam na to aż odpisze tylko próbowałam usłyszeć jak wchodzi po schodach. A może nie przyjdzie? Może ma ważniejsze rzeczy do roboty o 3-ciej w nocy? Na przykład spanie? Jednak po chwili usłyszałam jak moje drzwi lekko zaskrzypiały i zobaczyłam w mroku Louisa.
-Hej. Co się dzieje?
- Nie cierpię jak tak wiatr wieje.-wzdrygnęłam się.- Siadaj.-zachęciłam go skinięciem głowy.
Lou podszedł do łóżka i przełożył leżący w jego rogu stanik, powstrzymując się od śmiechu i usiadł. Poczułam że robię się cała czerwona. Zawsze miałam niezły bałagan. Ale Louis miał u siebie w pokoju to samo.
-To dlatego budzisz mnie w środku nocy?-zapytał z udawanym oburzeniem.
-Oj przepraszam...-wyszeptałam teatralnie tak jak on.- Nie miałam na celu pana odciągać od takich zajmujących czynności jak spoczynek.
Zaśmiał się i powiedział:
- Jeśli tylko będziesz chciała porozmawiać jestem do dyspozycji.-rozłożył ramiona.- Mów mi o wszystkim i budź nawet kilka razy w środku nocy jeśli cie tylko najdzie na to ochota.
- Na pewno skorzystam.
-Jak tam z Niallerem? Widziałem dziś że jest ok, ale chciałbym poznać twój punkt widzenia.
-Hm... Wybaczyłam mu i pozostaliśmy na przyjaźni. I tak bym z nim najprawdopodobniej niedługo zerwała.-wzruszyłam ramionami.-Naprawdę nie mam mu już tego za złe.
-To dobrze.-uśmiechnął się i po chwili namysłu dodał- Dlaczego chciałaś zakończyć ten związek?
Nie chciałam mu od razu mówić że to ze względu na coraz bardziej rosnącą sympatię do jego osoby, więc wybrałam inny powód dla którego uważałam że nasz związek nie będzie miał przyszłości:
-Po prostu, kiedy go zobaczyłam spodobał mi się. I traf chciał że ja mu też. Co mieliśmy do stracenia? Jednak to było tylko zauroczenie. Z czasem przeszło w zwykłą sympatię.
-Wiesz... -odnalazł w mroku moją rękę i ujął ją.- Ja bym ci nigdy czegoś takiego nie zrobił. Bez względu na okoliczności.
Spojrzał na mnie tak czule, że onieśmielona spuściłam wzrok.
-Nie mów tak, jakby popełnił przestępstwo. To twój przyjaciel.- nadal nie podnosiłam głowy.
-Wiem. I mam nadzieję że zawsze nim będzie. Oni... Ta czwórka małolatów to najlepsze co mnie spotkało.-uśmiechnął się szeroko.
Mimo woli spojrzałam na nasze splecione ręce i poczułam motyle w brzuchu. Od niedawna zaczęłam zdawać sobie sprawę z tego że chciałabym aby między mną a Lou, było coś więcej niż przyjaźń. Jednak dopiero co zakończyłam jeden związek, więc nie miałam zamiaru wdawać się w nowy w najbliższym czasie.
-Coś nie tak?-wyrwał mnie z zamyślenia.
-Nie...-uśmiechnęłam się niepewnie.
Nie chciałam żeby między nami zaszło teraz coś więcej, a nie miałam pewności do czego Louis zmierza. Nie chciałam go też urazić i kazać mu wyjść, bo dobrze mi się z nim rozmawiało, zresztą jak zawsze.
-Powiedz mi jedną rzecz...-zaczął znowu.- Nie zamierzasz do niego wracać?
-Nie.-odpowiedziałam szczerze.
-Dlaczego?- przekrzywił głowę.-Może to tylko przejściowy kryzys?
-Jestem pewna że nic do niego już nie czuję i to się nigdy nie zmieni.-odpowiedziłam szybko, mając nadzieję że nie będzie dalej drążył tematu.
- Ale przecież to się dzieje w różnych związkach...
- Louis, dlaczego ty mnie nie słuchasz?-przerwałam mu bezczelnie.- Nie chcę z nim być i skończmy ten temat!
- Powiedz mi chociaż dlaczego.-powiedział błagalnym głosem.- Widzę że nie mówisz mi wszystkiego! Widzę to w twoich oczach, że kłamiesz.
- Nie rozumiesz ż nie będę z nim szczęśliwa?!-nie zważałam w ogóle na to że podniesionym głosem mogę wszystkich obudzić.-Naprawdę nie pojmujesz że nie będę szczęśliwa z nikim oprócz ciebie?-wyznałam w przypływie emocji i natychmiast tego pożałowałam.
Nawet bez obecności dobrego oświetlenia zauważyłam że twarz Louisa zastygła z szeroko otwartymi oczami. Chłopak powoli zbliżył twarz do mojej.
-Dlaczego nie powiedziałaś mi tego wcześniej, głuptasie?-zapytał marszcząc brwi i położył mi dłoń na policzku.
Odsunęłam się od niego gwałtownie.
-Nie.-powiedziałam cicho gapiąc się w kołdrę na moich kolanach.
-Ale przecież powiedziałaś że...-przerwał zdziwiony sprzecznością mojej reakcji ze słowami, które przed chwilą z siebie wyrzuciłam.
-Tak, wiem co powiedziałam. Ale nie wspomniałam słowem o tym, że jestem gotowa na nowy związek.-powiedziałam z ironią w głosie.
-Wiesz co? Nie rozumiem kobiet!-westchnął głośno.- Myślę że powinnaś się w końcu zdecydować.-wstał z miejsca i zaczął iść w kierunku drzwi.- Aha!-odwrócił się w moją stronę z zamiarem wygłoszenia kolejnej mowy.
-No?! Co masz mi mądrego do powiedzenia?!- wycedziłam przez zęby.-Prawdziwy przyjaciel by się tak nie zachował!
-To teraz przyjaciel?! A za 10 minut kim mam być dla twojej wygody?- prychnął.- W sumie to się nie dziwie Niallowi, wiesz?! Też bym miał dość takiego zachowania po dłuższym czasie!- i trzasnął za sobą drzwiami.
Nie wiem ile czasu jeszcze siedziałam w bezruchu gapiąc się w miejsce w którym go widziałam ostatni raz. Albo byłam zwykłym nieudacznikiem w sprawach z chłopakami, albo najzwyczajniej w świecie byłam rozkapryszoną dziewczynką. Louis miała rację... To ja byłam wszystkiemu winna. Gdybym chwilę temu nie powiedziała mu o swoich uczuciach, pewnie byśmy siedzieli tu razem i rozmawiali o czymś przyjemnym. Ale tak nie było. Moje serce zostało rozerwane ponownie. Nie miałam pojęcia ile jeszcze wytrzymam ze swoim czasem irracjonalnym zachowaniem. Byłam pewna że nie długo. Co miałam ze sobą zrobić? Przestać się z nimi spotykać? Nie, za bardzo ich kochałam. Przywiązałam się do nich jak do braci i wolałam znosić ból który czułam teraz, niż taki który czułabym po odcięciu się od nich. Właśnie zdałam sobie sprawę że już od dłuższego czasu płaczę, bo moje policzki były całe mokre od łez. Przetarłam je palcami i walnęłam głową na poduszkę.
*oczami Nialla*
Wstałem z łóżka ciągle myśląc o tym co usłyszałem wczoraj w nocy. nie wiedziałem co o tym wszystkim myśleć. Byłem rozdarty ... Z jednej strony dziewczyna na której mi zależało właśnie pokłóciła się ze swoim niedoszłym "chłopakiem" a z drugiej oni oboje byli moimi przyjaciółmi i od kilku godzin cierpieli. Wchodząc do salonu nawet nie starałem się żeby nie wyglądać na zamyślonego.
- No hej.- przywitała mnie Nicola z kanapy, siedząc obok Harrego.
- Cześć. - odpowiedziałem jej.
- co masz taka minę? -zapytał Hazza.- stało się coś?
- nie, wiesz co... Chyba się nie wyspałem po prostu. Idę coś zjeść. - skierowanej się w stronę kuchni.
zamiast zrobić śniadanie oparłem się o blat i dalej pogrążyłem się w zamyśleniach.
Na ziemie sprowadził mnie głos Lauren.
- co jemy?- zapytała otwierając lodówkę zupełnie sztucznym głosem.
- wyjmij co chcesz, ja nie mogę się zdecydować.- powiedziałem wzruszając ramionami.
Nie byłem pewny czy powiedzieć jej ze słyszałem wczoraj w nocy cała ich rozmowę.
- jak już tu jesteście to zróbcie mi tosta.- odezwała się Julia sennym głosem stając w drzwiach kuchni.
- ok. Nie ma sprawy.- odowiedziała Lauren nie wyjmując głowy z lodówki.- a ty w końcu coś chcesz. - zwróciła się do mnie.
-nie dzięki. Może później.-wyszedłem z kuchni i udałem się do salonu.
Nicola rozmawiała z Haroldem na kanapie a Julia skakała po kanałach telewizora siedząc w fotelu.
- coś się stało?- zapytała cicho gdy spojrzałem mi w oczy.
- musimy pogadać.- powiedziałem.- ale w pokoju.
O nic nie zapytała tylko wstała i poszła za mną do mojego pokoju.
- mów.-zarządzała gdy przekroczyliśmy próg.
-wczoraj w nocy Lauren i Lou ostro się pokłócili.- wypaliłem.
- jak to w nocy? Siedziałeś z nimi?
- nie ale przebudziłem się akurat jak się na siebie wydzierali.
- o co poszło?
- właśnie ... Nie jestem do końca pewien ale...-zawahałem się.- chyba o to ze ona nie chce z nim być, pomimo to ze powiedziała mu ze się w nim zakochała.-poczułem ze moja twarz wykrzywia się mimowolnie- A wiesz, znasz Louisa...On się od razu wkurzył i powiedział ze ma się zdecydować i ze się nie dziwi ze już z nią nie wytrzymywałem. Ja byłem u nich na górze pod drzwiami bo chciałem ich uciszyć ale w końcu jak usłyszałem co się tam dzieje to wróciłem do siebie.
- o matko... Nigdy bym nie powiedziała ze to się tak skończy.- powiedziała Julia kręcąc głowa.
- wiedziałaś o tym ze Louis chce z nią być?
- nie. Ale o tym ze Lauren chce być nim.-powiedziała cicho.
Zatkało mnie.
- od jak dawna to trwa? Dlaczego mi nic nie powiedziałaś ?! - zapytałem z wyrzutem.
- już od...- zastanowiła się chwile.- już od tego jak wróciliście z Turcji.- przyznała ze smutkiem w oczach.- naprawdę bardzo mi przykro Niall.
- mi nadal na niej zależy.- spuściłem głowę.- ale nie cofnę czasu. Nic nie dam rady zrobić.
Otworzyła usta żeby mnie pocieszyć ale szybko zrezygnowała, wiedząc że nie uda jej się tego zrobić. Była jedną z tych osób które nie paplały bez sensu "będzie dobrze", czy "wszystko się ułoży". Wiedziała że się tak szybko nie ułoży i nie chciała mnie okłamywać.
Oparłem jej głowę na ramieniu i podsumowałem :
-To jest w całości moja wina. Nic już tego nie zmieni.
-Chcesz z nią o tym porozmawiać?-zapytała.
-Nie.-odparłem z pewnością.- To by nie miało sensu. Ona już wystarczająco cierpi.
-Masz rację.- zmierzwiła mi włosy.
Kochałem ją jak siostrę ale czasami patrząc na jej uśmiech, w jej oczy i słuchając jej głosu bylem pewien że czuję do niej coś więcej niż to co powinienem. Była mi bliższa niż siostra czy najlepsza przyjaciółka... Ale przecież dopiero co przyznałem się jej że nadal chcę być ze swoją byłą dziewczyną.
-Wiesz co?-odezwała się po chwili.- Wiem że teraz może ci to nie za bardzo pocieszy ale jestem pewna że kiedyś znajdziesz idealną dziewczynę, która będzie ciebie warta. Niestety będzie musiała być naprawdę dobra bo jesteś najlepszym chłopakiem pod słońcem.
-Naprawdę tak uważasz?-roześmiałem się.
-No jasne. Oczywiście że jesteś ale nie licząc Zayna. On jest boski.-westchnęła głośno i również się zaśmiała.-Może chodźmy już na to śniadanie? Pewnie mój tost juz jest gotowy.
-Okej.- i udaliśmy się do kuchni.
Julia miała rację. Na talerzu w kuchni leżały dwa tosty, które od razu porwała i zaczęła jeść. Sam zdecydowałem się na płatki z mlekiem. Po śniadaniu poszliśmy do salonu i usiedliśmy na kanapie razem z Hazzą i Nicolą.
-O, widzę że lepiej się już miewasz?-zauważyła Nicole i uśmiechnęła się do mnie.
-O wiele lepiej.-mimowolnie rzuciłem spojrzeniem na Julkę i dodałem szybko - Zawsze jak coś zjem to czuję się świetnie.
Wszyscy się zaśmiali.
- Możesz uważać jak łazisz?-dobiegł do nas z przedpokoju głos Lauren.
-Przepraszam, myślisz że zrobiłem to specjalnie?-odpowiedział jej Louis.
-Ha! Myślę że sam tego nie wiesz!-odpowiedziała mu ironicznym tonem.
Po chwili dziewczyna weszła do salonu i usiadła na kanapie.
-Wszystko w porządku?-zapytała ją Nicola.
-Oprócz tego że z Louisa jest okropna łajza, wszystko gra.-odparła nadal zdenerwowana.
-Skończ już!-krzyknął Lou stając w wejściu do salonu.-Rozumiem jakbym cię połamał ale tylko lekko cię potrąciłem i przecież przeprosiłem. Mam cię błagać na kolanach o wybaczenie?!
-Ej! Ej! - Harold wstał z miejsca.- Wyluzujcie. Co się z wami dzisiaj dzieje do cholery?-przejechał wzrokiem po ich twarzach.
Nic nie odpowiedzieli. Louis podszedł do kanapy i usiadł tak daleko Lauren jak tylko było to możliwe.
-Cześć!-zawołał Liam mijając wejście do salonu i idąc w stronę kuchni.
-Cześć!-odpowiedzieliśmy mu.
-To co dziś robimy?-zapytała Nicola bardzo się starając żeby jej głos brzmiał normalnie.
-Chodźmy może na jeden dzień do Oslo.-zaproponowałem.-Dawno nie mieliśmy kontaktu z cywilizacją.
-Dobry pomysł.-przyznała Julia.-Liaam! -zawołała w stronę kuchni.- Pospiesz się bo niedługo wychodzimy!
-Okej.-odpowiedział stając w drzwiach.-A gdzie idziemy?
-Chcemy iść do miasta. Możesz iść powiedzieć Zaynowi że jak też chce iść to musi już wstawać?-poprosiła go Nicole.
-Nie ma sprawy. Zaraz jesteśmy gotowi.-uśmiechnął się i poszedł do pokoju Zayna.
Gdy wyszedł zapanowała ciążąca cisza. Katem oka zerknąłem na Lauren. Nadal była wkurzona.
-To jaki mamy plan?-milczenie przerwał Liam, wskakując na fotel.
-Możemy wstąpić do Muzeum Wikingów jak już mamy okazję. Ktoś chętny?-zaproponowała Julia przeglądając jakąś stronę w internecie na komórce.
-Muzeum Wikingów?-Hazza uniósł brew.
-No chyba wiesz kim byli Wikingowie... Nie? -Julia westchnęła, widząc jego zagubioną minę.- No to może Park Vigelanda?
-To juz jest lepszy pomysł.-Harold pokiwał głową.
-Cieszę się.-Julia wyszczerzyła żeby na sekundę, odwróciła się w moją stonę i wyrazem twarzy wyraziła swoją dezaprobatę.
-Jestem!-Zayn wbiegł do salonu.
-Już?-zdziwił się Harry.
-Tak! Ułożyłem włosy w rekordowym tempie!
-Gratuluje.-Harold podszedł i podał mu rękę a potem go uścisnął.
-Dziękuję. Zawsze chciałem żebyś był ze mnie dumny.
Liam odchrząknął.
-Już skończyliście czy potrzeba wam jeszcze czasu?-przewrócił oczami.
- Idziemy.
Pojechaliśmy do Oslo dwoma taksówkami. Gdy byliśmy na miejscu Nicola poszukała w telefonie mapy miasta i poszliśmy do Parku Vigelanda. Chodziliśmy i oglądaliśmy figury Gustava Vigelanda, gdy podeszła do nas grupka dziewczyn.
-Możemy zrobić sobie z wami zdjęcie?-zapytała najwyższa z dziewczyn.
-Jasne!-Harry uśmiechnął się i razem z chłopakami ustawiliśmy się koło Norweżek.
-Czy możesz być naszym fotografem?-zwróciła się jedna z dziewczyn do Nicoli podając jej mały aparat.
-Nie ma sprawy.-wzięła aparat do ręki i zrobiła zdjęcie.
-Dziękujemy wam bardzo.-powiedział dziewczyna i odwróciła się do Nicoli i odbierając od niej aparat zapytała- Ty jesteś Nicol, prawda? Jesteś dziewczyną Harrego?
-Emm...-spojrzała na Hazze, a ten pokiwał głową na tak.- Tak. -Nicole uśmiechnęła się i zarumieniła.
-Jesteś naprawdę śliczna.-powiedziała inna dziewczyna.-Życzymy wam dużo szczęścia!
-Dziękujemy. Kochamy was! -dziewczyny pomachały nam.-Pa!
-Cześć!-pożegnaliśmy się.
Zwiedzaliśmy dalej. Lauren odezwała się kilka razy ale ani razu się nie uśmiechnęła, podobnie jak Lou. Cały czas zastanawiałem się czy porozmawiac z nią o tym gdy wrócimy do domu, ale nie mogłem się zdecydować.
-Chodźmy na obiad. Jestem głodny. powiedział Zayn.
-Super pomysł! Podpisuje się pod nim.-wtrąciłem.
Udaliśmy się do restauracji, kilka razy zatrzymani przez fanki.
-Wracamy do domu czy jeszcze gdzieś idziemy?-zapytał Louis gdy skończyliśmy obiad.
-Może pójdziemy do sklepu?-zapytała błagalnym głosem Julia.-Tylko na chwilę... Pooglądać.-uśmiechnęła się do nas.
-O! Taak!-Nicola ożywiła się.-Hazza możemy, prawda?
Chciało mi się śmiać. Chyba nigdy nie pojmę dlaczego dziewczyny tak reagują na słowa "sklep" albo "zakupy".
-No dajmy się trochę dzieciaczkom pobawić.-Harry pocałował Nicolę w policzek.-Okej, chłopaki?
- Ale ty się dałeś omotać... -westchnął Zayn.
-Cicho! Ja tu pracuję!-uciszyła go Nicola z zawadiackim uśmiechem.
-Niech wam będzie.-zgodził się Zayn.
Dziewczyny biegały po jakimś butiku przez następne dwie i pół godziny a my z chłopakami umieraliśmy z nudów. Gdy wreszcie podeszły do nas, czekających na kanapie w sklepie z torbami w rękach, Julia oznajmiła:
-Możemy już iść.
-Już? Już?-zakpił z niej Zayn.-A może jeszcze jeden sklep zaliczycie?
-Och, wyluzuj.-Lauren machnęła ręką.- Przynajmniej kupiłam sobie boską bluzę.-wyciągnęła ją z torby i pokazała nam.
-A wy co kupiłyście?-zapytałem pozostałe dwie dziewczyny.
Nicola pochwaliła się jasnymi spodniami a Julia szarym swetrem.
-I przez prawie trzy godziny kupiłyście tylko to?-wykrztusił Liam.
-A co? Mamy szukać czegoś jeszcze?-zapytała Nicola.
-Nie! Nie!-krzyknęliśmy.
-Jedziemy do domu.-zarządził Harold.
***
Wróciliśmy przed dziewiętnastą. Dziewczyny poszły odnieść na górę swoje torby.
-To dziś też obejrzymy jakiś film?-zaproponował Hazza.
-A masz coś konkretnego na myśli?-zapytał Zayn.
Hazza już otworzył usta gdy Louis wykrzyknął:
-Nie! Błagam, tylko nie znowu Love Actually!
Hazza naburmuszył się i nic nie powiedział.
-Co jest?-zapytała Nicola schodząc ze schodów.
-Myślimy nad dzisiejszym filmem.-powiedziałem.
-To może Madagascar?-zaproponował Liam.
-Ok. Dobry pomysł.-przyznała Nicola z uśmiechem.-Jedynka czy druga część.
-Jedynkę oglądałam już milion razy.-jęknęła Julia.
-No dobra. To dwójka.-podsumowała Nicola szukając odpowiedniej płyty w szafce koło telewizora.
-Przyniosę coś do chrupania.-zaproponowałem i poszedłem przetrzepać szafki w kuchni.
Kiedy wróciłem z trzema opakowaniami Pringles'ów, reszta siedziała już na kanapie.
Oglądaliśmy film, co jakiś czas wybuchając śmiechem gdy podczas sceny Moto-moto i Glorii w jeziorku, Julia powiedziała dobitnie:
-Moto-moto był gnojem.
-Uuu.. A czym on sobie wyrobił takie zdanie u ciebie?-zapytał Zayn.
-Nie widzisz tego jak on się zachowuje? Widzi w Glorii tylko to że jest taka... Gruba. I to mu się w niej podoba. Tylko to, bo tak naprawdę nie zna jej w ogóle z charakteru.
-Może masz rację.-wzruszył ramionami sięgając po czipsa.
Po raz setny do Harolda przyszedł sms, przy czym jego telefon wydał z siebie irytujący dźwięk.
-Matko, Harry weź wyłącz ten telefon!-zdenerwowałem się.- Musisz akurat teraz z kim sms'ować? Co jest takiego ważnego żeby wszystkim przeszkadzać?
-Przepraszam, już wyciszam.-sięgnął po telefon i bawił się nim kilka minut.
-Z kim tak zaciekle piszesz?-zapytałem się go.
-Z mamą.
-O, Harry przepraszam.- zmarszczyłem brwi bo wiedziałem jak czasem za nią tęskni.
-Dobra, w porządku.-uśmiechnął się nie odrywając wzroku od iPhone'a.
Gdy film się skończył, Zayn przeciągnął się.
-Nie wiem jak wy...-ziewnął.-Ale ja idę się położyć.-wyszedł z salonu.
-Ja też.-powiedziała Nicole i podniosła się z kanapy pociągając Harrego za rękę, po czym razem opuścili pokój.
-A ty idziesz?-zwróciłem się do Lauren.
-Jeszcze chwile posiedzę.
-Ja uciekam.-postanowiła Julia.
Liam spał na kanapie a Louis właśnie wstawał z miejsca.
-Hazza zapomniał telefonu.-skinął głową w stronę małego przedmiotu na stoliku.
-Pójdę mu zanieść.-chwyciłem telefon i udałem się do pokoju Harolda.
Podszedłem cicho do drzwi. Ze środka nie dobiegały żadne odgłosy, ani światło. Nie możliwe żeby już spał, pomyślałem i wszedłem bez wahania zapalając światło.
-Hazz, zapomniałeś tel...-urwałem.
Zaskoczyło mnie to że Harry leżał na łóżku, od pasa w górę nagi. To by było nic, gdyby nie fakt że całował się z Nicolą, pochylając się nad nią. Chłopak poderwał się nagle i zwrócił mi uwagę:
-Puka się.
-Puk, puk.-z trudem powstrzymywałem się od śmiechu.- Nie wziąłeś telefonu z salonu. Nicole podniosła się z pozycji leżącej, usiadła i spłonęła rumieńcem, odwracając wzrok.
-Dziękuję.-powiedział Hazza tonem sugerującym że mam wyjść.
-Nie ma za co.-czułem że zaraz wybuchnę śmiechem więc rzuciłem telefonem celując Haroldowi w głowę i jak najszybciej wyszedłem z pokoju.
W holu parsknąłem śmiechem i wróciłem do salonu. Na kanapie zostali już tylko Lauren i śpiący Liam.
-Co cię tak rozbawiło?-zapytała zaintrygowana.
-Harry i Nicola-otarłem wierzchem dłoni łzy z twarzy.-Przeszkodziłem im w grze wstępnej.
-Ahaa... ?-Lauren wytrzeszczyła oczy.
-No.-znowu zacząłem się śmiać. -A właściwie...
Liam wzdrygnął się przez sen ale się nie obudził.
-I co z Louisem?-zapytałem ostrożnie wpatrując się w Lauren, żeby nie przegapić jej reakcji.
-A co ma być?-zacisnęła usta i wzruszyła ramionami.
Wziąłem głęboki oddech i zdecydowałem się powiedzieć jej o tym co słyszałem ubiegłej nocy.
-Bo wiesz... Wczoraj w nocy...
Odwróciła gwałtownie głowę w moją stronę i spojrzała na mnie wilkiem.
-Słyszałeś wszystko?
-No można by to tak powiedzieć.
-Pięknie.-westchnęła i pokręciła głową.-Jak to się stało że podsłuchiwałeś?
-Nie podsłuchiwałem! Tak krzyczeliście że poszedłem na górę was uciszyć ale Louis już wychodził i wróciłem do siebie.
-Nie tłumacz się dalej.-nakazała mi.-Mów co tam chcesz powiedzieć.
-Wiem że czułaś coś do niego kiedy byliśmy jeszcze razem.
-Co?! Skąd o tym wiesz?-niemal wykrzyknęła.
-To nie jest ważne. Chodzi mi o to że mnie oszukiwałaś od czasu gdy wróciliśmy z wakacji. A teraz, po tym co się stało w Sylwestra wykorzystałaś okazję i zrzuciłaś całą winę na mnie.
-Nie mów tak o mnie!-powiedziała wzburzonym tonem, zaskoczona tym że o wszystkim się dowiedziałem.- To była twoja wina!
-Ale tylko po części. Musisz to przyznać.-odpowiedziałem spokojnie.
-Nie będę się tobie tłumaczyć.-prychnęła.-Nie mam z czego. to ty zakończyłeś ten związek. Czy ja cię kiedykolwiek, podczas czasu gdy byliśmy razem, zraniłam?
-Nie wyprzesz się teraz winy, tyko dlatego że o niczym nie wiedziałem!-zdenerwowałem się jej podejściem do sprawy.
-Już powiedziałam że nie mam zamiaru się tłumaczyć! Idę spać.-wstała i weszła po schodach na górę.
Westchnąłem. Nie wskórałem nic tą rozmową ale przynajmniej Lauren wiedziała co myślę o jej zachowaniu. Szkoda tylko że teraz jest na mnie wkurzona.
-Liam, wstawaj.-szturchnąłem chłopaka, który nadal spał.
-Co?-przebudził się.-Aha... Już, już.-obrócił się na drugi bok i z powrotem zasnął.
Nie zastanawiając się długo, poszedłem położyć się spać aby nie myśleć dłużej o Lauren.
_____________________________________________________________________________
Jest kolejny :)
Udało mi się dodać szybciej.
Dziękuję za liczne odwiedziny, strasznie się z tego powodu cieszę :)
Ale parę komentarzy by nie zaszkodziło ;p
Do następnego! :)
czwartek, 30 sierpnia 2012
#Rozdział piętnasty.
*Oczami Julii*
Przebudziłam się w swoim łóżku i od razu tego pożałowałam. Moja głowa była jak po obijaniu kamieniami. Podniosłam się na łokciach i sprawdziłam która godzina. Było po trzynastej więc postanowiłam wstać. Poszłam do łazienki się przebrać i odświeżyć, a późnej zajrzałam do pokoju Nicoli ale był pusty, więc skierowałam się na schody. Nie zaszłam daleko bo wpadłam na przyjaciółkę.
- Hej.-spróbowałam się uśmiechnąć mimo pękającej głowy.
- Cześć- odpowiedziała mi oschle.
- Co jest?-zapytałam zdezorientowana.
- Jeszcze się pytasz?-szepnęła.-Wiem że wypiliśmy ale to cię chyba nie upoważniło do tego żeby całować się z Niallem.
Wtedy wytrzeszczyłam oczy i wszystko mi się przypomniało. Faktycznie się z nim całowałam a właściwie to on mnie całował. Ale ja nie zrobiłam nic żeby go powstrzymać...Nawet nie wiem czemu. Chciałam od niego wyłącznie przyjaźni.
-O kurde...-dopiero teraz zdałam sobie sprawę co może przeżywać Lauren.
-No "o kurde!" Lepiej leć na śniadanie a później do niej i ją przeproś. Jeszcze śpi-Nicole przewróciła oczami.-Nie mam zamiaru się na ciebie wydzierać i cię pouczać ale na prawdę to co się wczoraj stało, było wobec niej bardzo nie w porządku. Zwłaszcza po tym jak niedawno nam powiedziała że nie podjęła jeszcze wyboru.
Wiedziałam że Nicola jest na mnie wściekła ale pomimo to nie krzyczała na mnie i próbowała mi pomóc wyjść z tej sytuacji. Zachowywała się jak prawdziwa przyjaciółka, nie tak jak ja.
-Dzięki.-tylko tym potrafiłam jej się odwdzięczyć za zrozumienie.
Zbiegłam po schodach i weszłam do jadalni.
-Dzień dobry!-zawołał Harry znad swojego śniadania.
-Cześć.-przywitałam się i zwinęłam Louisowi grzankę z talerza.
Usłyszałam jak ktoś krząta się po kuchni. Po chwili wyszedł z niej Liam ze szkłem na szufelce i wyniósł je do śmieci. Przypomniało mi się momentalnie jak Zayn tańczył wczoraj na blacie i ramieniem strącił kieliszki z półki.
-I jak tam po wczorajszym...- Zayn zamyślił się i poprawił- Po dzisiejszym ?
-Głowa mi pęka.-zaśmiałam się ale to tylko wzmogło ból.
-Wiem o czym mówisz.-powiedział Zayn.- Dobrze że nasza sprzątaczka się wszystkim zajęła.-puścił do mnie oko i skinął w stronę Liama.
Nie potrafiłam się skupić jednak do końca na tym co mówił bo strasznie chciało mi się śmiać na widok Louisa podbierającego mu jajecznicę z talerza.
-Harold zrobił wam śniadanie?-zgadłam.
-Taa...-powiedział Lou szybko jedząc jajecznicę Zayna który patrzył teraz w swój telefon.- I muszę przyznać że mu się udało.
Usiadłam koło Louisa, który teraz wydawał się do końca nieobecny myślami i gryzłam dalej grzankę.
-Jeszcze raz mi odwalicie taki numer to już nigdy nie pozwolę wam pić.- zagroził Liam taszcząc za sobą worek pełen pustych butelek i ponownie skierował się w stronę śmietnika.
-Zawsze tak gada.-Wtrącił Hazza wchodząc do jadalni.-I tak nie było aż tak źle! Raz to nawet...
-Nie! Nie przypominaj mi nic!-Liam zaczął wymachiwać rękami i wszyscy wybuchnęli śmiechem, nawet on sam.
-Zejdę zaraz do was tylko muszę coś załatwić...-skierowałam się w stronę schodów.
- Idziesz do Nialla?- Zayn uniósł brwi.
-Najpierw pójdę...
-Zamierzasz pogadać z Lauren?- ożywił się nagle Louis, przerywając mi w połowie zdania.
-Tak. Muszę ją przeprosić że tak wyszło. Wszyscy wczoraj wypiliśmy i widzicie efekty.-przewróciłam oczami.
-Podobno po alkoholu człowiek zaczyna być naprawdę szczery.- wtrącił Zayn i zobaczyłam jak bardzo stara się nad tym żeby nie wybuchnąć śmiechem.
-To nie tak... -zastanowiłam się.- To było nieporozumienie.
Wszyscy spojrzeli na mnie jakbym ogłupiała. Faktycznie tak było, bo najpierw zgadzam się żeby chłopak mnie pocałował a następnie wypieram się wszystkiego. Ale trzeba ich było przyzwyczaić do tego co o tym wszystkim myślałam.
Podeszłam do drzwi pokoju Lauren i zapukałam.
-Nie chce z nikim gadać.-odpowiedziała ze środka, ale mimo to wzięłam głęboki oddech i weszłam do środka.
-To tylko ja.
-Powiedziałam coś... Czy mi się zdawało?-spytała retorycznie z łóżka.
-Chciałam porozmawiać.
-Tylko szybko- westchnęła.
Nie dziwiłam jej się że była na mnie zła.
-To co się wczoraj stało... Przepraszam!-powiedziałam szybko i uwolniłam lawinę słów.- Wiesz że nie zrobiłabym tego gdybym nie wypiła! Naprawdę mi przykro. Nie wiem dlaczego to zrobiłam. Nic nie czuję do niego i nie zamierzam ci go odbierać.
-Naprawdę?! Myślisz że mi na nim po tym zależy?! To on cię pocałował! Więc przestań się usprawiedliwiać i zrozum że on jest dla mnie przeszłością. To jest koniec, wiedziałam że to nasz czas już mija. Tylko teraz to wszystko przyspieszyło.
Usiadłam koło niej na łóżku.
- Gdybym mogła cofnąć czas, zapobiegła bym temu. Odepchnęłabym go. Nie pozwoliłabym. Rozumiesz? Mogę tylko przeprosić, więc przepraszam. Nie mam zamiaru się z nim po tym związać.
Przypomniało mi się jak w internecie, pół roku temu natknęłam się na zdjęcia z jakiejś imprezy. Na nich Niall przytulał się z jakąś blondynką. Pod zdjęciem były komentarze typu "po pijaku się nie liczy" itp. Później okazało się że to była jego kuzynka, ale mimo to wzięłam sobie do serca tamte komentarze i powtórzyłam jeden z nich Lauren:
-To nic nie znaczyło. Wiesz w jakim wszyscy byliśmy wtedy stanie. Myślisz że byśmy ci to zrobili w normalnych warunkach? Jestem pewna że nie.
-Wiem.-zaskoczyło mnie to że Lauren przyznała mi rację.- On taki nie jest. Nie zrobiłby tego umyślnie, ale nie wyobrażam sobie żebyśmy mogli dalej się spotykać. I tak doszłoby do rozstania. Zamierzam pozostać na przyjaźni.
Przytaknęłam głową i powiedziałam:
-Naprawdę bardzo mi przykro, ale cieszę się że mnie nie nienawidzisz.
Uśmiechnęła się delikatnie.
-To że cię nie nienawidzę to nie znaczy że nie mam ci tego za złe.- spojrzała mi prosto w oczy żebym zobaczyła jak cierpi.- Naprawdę się na tobie zawiodłam.
-Przepraszam...-powtórzyłam znowu szeptem.
Lauren ukryła twarz w dłoniach i nie odezwała się więcej, więc zostawiłam ją w spokoju i zeszłam na dół. Czekała mnie jeszcze jedna trudna rozmowa i nie miałam jej zamiaru odkładać na później.
-Byłaś u niej? Jak się czuje?-zapytaj żywo Louis, łapiąc mnie za ramiona, gdy schodziłam po schodach.
- Jest smutna. Nie dziwię się jej, ale zrobiłam wszystko co mogłam.-westchnęłam.- Powinieneś do niej iść. Na pewno poczuje się lepiej.-uśmiechnęłam się zachęcająco a Lou wręcz do niej pobiegł.
W holu weszłam na Nialla przez moje rozmyślanie o przebiegu tej rozmowy.
-O! Cześć.-przywitał się.
-Dzień dobry. Przepraszam że na ciebie wlazłam.
-Nie szkodzi.
-Chodź. Chcę pogadać.-pociągnęłam go za rękaw, nie czekając aż coś powie.
-Chodzi o wczoraj?-zapytał, kiedy zamykałam drzwi od jego pokoju.
- Dokładnie. I pewnie wiesz też co chce ci powiedzieć?
-Właściwie chciałem cię przeprosić za to...
-No to się rozumiemy.-wskoczyłam na jego łóżko i usiadłam.-Posłuchaj... Nie wiem dlaczego wtedy postąpiłam, tak jak postąpiłam. Powiem szczerze że tego żałuję.-chciał coś powiedzieć ale uciszyłam go gestem.-Nie mówię tego tylko ze względu na Lauren. Nie mam i nie miałam zamiaru sprawiać żeby łączyło nas coś więcej niż przyjaźń.
-To się już nie powtórzy.-powiedział ze smutkiem.-Bardzo żałuję że tak zraniłem Lauren i nie chcę też niszczyć tego co jest między nami.
- Chciałabym żebyśmy we dwójkę zapomnieli po prostu o tym co się stało. Czy to jest możliwe?
- Myślę że jak się przyłożymy to będzie.-uśmiechnął się.
- Zostaje jeszcze załamana Lauren. Nie zapominaj o tym.-przypomniałam mu.
- Pójdę ją przeprosić. Ale nie sądzę żeby to coś zmieniło.-westchnął.
Po mimo tego że wina leżała w połowie po jego stronie chciałam go jakoś pocieszyć. Było to irracjonalne, ale jednak.
- Daj jej trochę czasu. Przejdź się do niej za jakieś 40 minut.
- Masz rację.
Uśmiechnęłam się i przytuliłam go.
-Się ułoży.-pogładził mnie po głowie.
-Musi.-westchnęłam.-A teraz powiedz mi, jak zmyłeś ten marker z twarzy.
-Było trudno.-zaśmiał się.-Ale już chyba nie ma śladu.
-To chodź na śniadanie.
Poszliśmy do jadalni. Na widok Nialla, Hazza i Zayn wybuchnęli śmiechem.
-Wciąż... Mam przed oczami...-Zayn próbował się wysłowić ale za bardzo się śmiał.- Tego... Jak Harry tańczy nad nim z pisakiem.
-Faktycznie bardzo zabawne.- Niall przewrócił oczami, zatrzymując się w połowie drogi do kuchni.
-Myślałem że już wiesz że nie należy zasypiać na imprezie.-wypomniał mu Harold.
-I nie mam zamiaru tego więcej robić.-odpowiedział znikając w kuchni.
Usiadłam do stołu.
-Co powiecie żeby się trochę przewietrzyć?-zapytała Nicole wchodząc do jadalni.
-Dobry pomysł. A gdzie idziemy?-zapytał Zayn.
-Jeszcze nie wiem ale coś wymyślimy.-odpowiedziała.
-Może na sanki.-zaproponował Hazza.-Tu jest pełno śniegu i ...-pochylił się do nas.-uwielbiam sanki.-szepnął jakby to była jakaś tajemnica.
Liam spojrzał na niego z drugiego końca stołu jak na "niepełnosprytnego".
-Co?-Harry wyprostował się i rozłożył ręce.
-Nic, nic. Pójdziemy na te twoje sanki.-Nicola uśmiechnęła się i pocałowała go w policzek.
Niall wszedł do jadalni z na oko sześcioma kanapkami na talerzu i usiadł do stołu.
-Możesz na stronę?-zapytała się go nagle Nicola.
-Ale chciałem teraz...-wskazał na swoje śniadanie.
-Już.-przerwała mu tonem nieznoszącym sprzeciwu i wstała z miejsca.
Nialler wstał bez dalszej dyskusji i wyszedł z nią z pokoju. Zayn spojrzał na mnie z wytrzeszczonymi oczami a ja wzruszyłam ramionami. Liam rozmawiał z Harrym, na tyle cicho że nic nie usłyszałam.
Zapanowała grobowa cisza. Chcieliśmy usłyszeć co Nicola będzie wykładać Horanowi, ale mówiła bardzo cicho i spokojnie.
Po dwóch minutach siedzenia w ciszy, chłopacy zaczęli stopniowo zjadać nieobecnemu chłopakowi kanapki.
-To jak zjecie, to zaczniemy się powoli zbierać.-Wszyscy podskoczyli bo Cola nagle zmaterializowała się w jadalni.
Wychyliłam się, żeby zobaczyć czy nie ma za nią blondyna, ale zobaczyłam tylko Louisa, schodzącego ze schodów.
-Dzień dobry.-przywitał wszystkich najstarszy z chłopaków.
-Cześć.-odpowiedzieliśmy mu.
Nicola usiadła koło mnie.
-Lauren już wstała?-zapytałam się jej szeptem.
-Tak. Niall u niej teraz jest.
-Aha... O tym z nim rozmawiałaś?
-Taa... I mówię ci, jest mu naprawdę głupio.-spojrzała na mnie krzywiąc się.
Poszłam do kuchni zrobić sobie płatki z mlekiem. Wyciągnęłem potrzebne składniki i zmieszałam w misce. Oparłam się o blat, jedząc w zamyśleniu. Jak długo będą potrzebowali na odbudowanie relacji między sobą? Szkoda mi było tego wyjazdu na kłótnie i zamartwianie się. Usłyszałam jak ktoś schodzi po schodach śmiejąc się i zaczęłam połykać płatki, by jak najszybciej znaleźć się w jadalni.
-Ej! Kto zjadł mi wszystkie kanapki?!-Niall właśnie zauważył ich brak.
-Hej, Lauren. Jak się spało?-zapytał ja Liam.
Nadstawiłam uszu.
-Bardzo dobrze. Dzięki.-odpowiedziała dziewczyna radosnym głosem.
Odetchnęłam z ulgą. Pogodzili się z Niallem więc ten dzień zapowiadał się super. Odłożyłam pustą miskę do zmywarki i wparowałam do jadalni.
-Cześć, ponownie.-Lauren uśmiechnęła się do mnie.
-Hej.-odwzajemniłam uśmiech.
Lauren siedziała koło Hazzy i wyglądała lepiej niż przy naszym ostatnim widzeniu.
-Super. Muszę robić teraz wszystkie od nowa...-Niall wyminął mnie z naburmuszoną mina i wszedł do kuchni w celu zrobienia nowych kanapek.
-Chyba żartujesz?!-Nicola z przerażeniem gapiła się na dół z górki na którą przed chwilą wtargaliśmy nasze sanki.
-A czy wyglądam jakbym żartował?-zapytał Hazza wpatrując się w nią.
-Nie. Ale na pewno masz teraz niezły ubaw.-odpowiedziała mu ze strachem w oczach.
Hazza na pewno miał ubaw, tak jak wszyscy.
-Nie marudź. Wskakuj.-podsunął jej sanki a ona niepewnie na nich usiadła.
-A może zjedziemy trochę niże...
Nie dokończyła bo Harold wskoczył na jej sanki i odepchnął ich nogą. Cola zaczęła piszczeć, gdy sanki przyspieszyły. Za nimi popędzili Lou i Niall na jednych sankach, Liam z Zaynem na drugich a ja ładowałam się na nasze wspólne z Lauren i zaczęłyśmy gonić pozostałych. Zayn wrzeszczał przeraźliwie gdy wjechał z Liamem w śnieżną zaspę. Wyminęłyśmy ich z Lauren i zaczęłyśmy doganiać Nicolę z Harrym. Po chwili byliśmy juz na dole, gdzie udało nam się bezkolizyjnie zatrzymać.
-Uwagaa!-usłyszałam głos Louisa za sobą, ale było już za późno na jakąkolwiek reakcję.
Chłopacy wjechali w sanki, na których siedziałyśmy z Lauren i wylądowaliśmy wszyscy na śniegu, śmiejąc się.
-Żyjecie?-zapytał nas Niall poprawiając swoją czapkę.
-Ja umarłam.-powiedziała Lauren przez śmiech.
Weszliśmy na górkę jeszcze kilka razy, a Zayn z Liamem za każdym razem przewracali się w połowie drogi na dół. Za drugim razem Nicola nie bała się już tak, bo Harry przez cały czas ją obejmował. Świetnie się bawiliśmy, jednak gdy zaczęło się ściemniać Zayn powiedział:
-Wracajmy już. Robi się naprawdę zimno.
-Jestem za.-poparł go Loui otrzepując się ze śniegu.
-Ok. Mi też to pasuje.-powiedziała Lauren.
Poszliśmy do domu i za 15 minut byliśmy na miejscu.
-Ja to bym się napiła gorącej czekolady.-westchnęła Nicola.
-To ja idę zrobić.-zgłosiłam się na ochotnika.-Ktoś jeszcze ma ochotę?
-Ja chce.-ożywił się Zayn.
-Też poproszę. -zawołał Lou z korytarza.
-Mi tez zrób.-powiedziała Lauren.
-I mi ...
-Dobra! Dobra!-zawołałam i udałam się do kuchni.-zrobię dla wszystkich.
-Pomogę ci.-zaoferował się Liam.
-Dzięki.-uśmiechnęłam się i zaczęłam szukać czekolady po szafkach.
Później Liam roztopił ją w rondlu a ja dolałam mleka.
-Ok. Możemy już wlewać do kubków.-zakomunikowałam, cały czas mieszając w rondlu.
Liam podsunął mi osiem kubków, a ja wlałam do każdego po równo. Porozstawialiśmy kubki na tacy i zanieśliśmy do salonu.
-Proszę bardzo.-powiedział Liam.
Wszyscy od razu chwycili za kubki i zaczęli pić.
-Mmm... Ale dobra.-Nicola podniosła głowę i wszyscy wybuchnęli śmiechem.
-Co? -zapytała skołowana.
Miała na twarzy czekoladowe "wąsy".
-Już nic.-Harry przetarł jej usta kciukiem i uśmiechnął się.
-Oglądamy dziś jakiś film?-zapytał Niall.
-A są tu jakieś płyty?-zapytał Liam.
-Pewnie tak.-powiedziała Nicola.-Chodźcie, pójdziemy przetrzepać szafki.
Razem z nią, Zayn, Niall i Hazza udali się poszukać jakiegoś filmu.
-Chcecie komedie, czy thiller, czy co?-zawołał Zayn z innego pokoju.
-Jakieś romansidło!-zawołała Lauren.
-Co? Nie ma mowy!-zaprzeczył Loui.
W tym momencie Hazza przybiegł do pokoju ściskając w ręku pudełko od płyty i pochylił się na dvd.
-I co znaleźliście?-zapytałam.
-Mów ulubiony film.-Hazza odwrócił się do nas i podniósł kciuk do góry z wielkim uśmiechem na twarzy.
-Znowu? Ile razy to jeszcze będziemy oglądać.-jęknął Zayn, siadając na kanapie.
Harold wyprostował się i zgromił go spojrzeniem.
-Będziemy go oglądać tyle razy, ile choć jedno z nas będzie miało na to ochotę!-powiedział przez zaciśnięte zęby i włączył film, po czym usadowił się na kanapie.
Nicola usiadło obok niego. Nagle usłyszeliśmy głośne strzelanie, a potem głos Nialla z kuchni:
-Popcooorn!
Po chwili przybiegł z miską wypełnioną po brzegi popcornem i wskoczył do nas na kanapę.
Oglądaliśmy film w milczeniu, zajadając się popcornem gdy nagle Harold zaczął szlochać.
-Hazza, uspokój się.-westchnął Louis.
-To jest takie wzruszające!- Harry zaszlochał.-Love Actually to najlepszy film jaki oglądałem, a ty mi mówisz że mam go nie przeżywać.
-Oglądasz go chyba po raz setny i za każdym razem ryczysz!.-Powiedział poirytowany ale za razem rozbawiony Tomlinson.
-Oj Lou, daj spokój. Przynajmniej jest romantyczny.-Odezwała się Nicole i pocałowała Hazze w policzek
.
-Ale się wiatr zerwał.-powiedziała Lauren patrząc przez okno.-Jak tak dalej pójdzie to jutro będziemy cały dzień w domu siedzieć, bo nie damy rady wyjść. Tak będą drzwi zasypane.
Louis podszedł do okna i zaczął wpatrywać się w ciemność. Z tej odległości nie byłam w stanie dostrzec zamieci panującej na dworze..
Ziewnęłam.
- Śpiąca?-zapytał się mnie Niall.
-Odrobinkę.-przyznałam.- Sanki mnie wykończyły.
Niall spojrzał na Louisa, stojącego przy Lauren. Akurat się śmiali, a później wrócili do rozmowy. Nagle Nicola zaczęła przeraźliwie chichotać.
-Zo...Zostaw! Hahaha! Ej! Dość!
Cola leżała na plecach na kanapie a Hazza pochylał się nad nią i łaskotał. Uśmiechnęłam się na ten widok i znowu ziewnęłam, zasłaniając usta ręką. Głowa opadła mi na ramię siedzącego obok Nialla i po chwili zamknęłam oczy.
Nagle poczułam że ktoś mnie podnosi. Natychmiast sie przebudziłam i zobaczyłam że jestem już w powietrzu w ramionach Niallera.
-Oszalałeś?-zaśmiałam się sennie.- Co ty wyprawiasz?
- Zasnęłaś.- uśmiechnął się.
-Przecież sama dojdę.-zaprotestowałam ale wiedziałam że jeśli by mnie odstawił, wolałabym się położyć na podłodze niż wgramolić schodami na górę.
- Już za późno.-otworzył drzwi do mojego pokoju i odłożył mnie na łóżko.
-Dziękuję bardzo.-powiedziałam nakrywając się kocem, nie zważając a to że jestem w ubraniu.
-Dobranoc.-zaśmiał się cicho i wyszedł zamykając za sobą drzwi.
____________________________________________________________________________________
Przebudziłam się w swoim łóżku i od razu tego pożałowałam. Moja głowa była jak po obijaniu kamieniami. Podniosłam się na łokciach i sprawdziłam która godzina. Było po trzynastej więc postanowiłam wstać. Poszłam do łazienki się przebrać i odświeżyć, a późnej zajrzałam do pokoju Nicoli ale był pusty, więc skierowałam się na schody. Nie zaszłam daleko bo wpadłam na przyjaciółkę.
- Hej.-spróbowałam się uśmiechnąć mimo pękającej głowy.
- Cześć- odpowiedziała mi oschle.
- Co jest?-zapytałam zdezorientowana.
- Jeszcze się pytasz?-szepnęła.-Wiem że wypiliśmy ale to cię chyba nie upoważniło do tego żeby całować się z Niallem.
Wtedy wytrzeszczyłam oczy i wszystko mi się przypomniało. Faktycznie się z nim całowałam a właściwie to on mnie całował. Ale ja nie zrobiłam nic żeby go powstrzymać...Nawet nie wiem czemu. Chciałam od niego wyłącznie przyjaźni.
-O kurde...-dopiero teraz zdałam sobie sprawę co może przeżywać Lauren.
-No "o kurde!" Lepiej leć na śniadanie a później do niej i ją przeproś. Jeszcze śpi-Nicole przewróciła oczami.-Nie mam zamiaru się na ciebie wydzierać i cię pouczać ale na prawdę to co się wczoraj stało, było wobec niej bardzo nie w porządku. Zwłaszcza po tym jak niedawno nam powiedziała że nie podjęła jeszcze wyboru.
Wiedziałam że Nicola jest na mnie wściekła ale pomimo to nie krzyczała na mnie i próbowała mi pomóc wyjść z tej sytuacji. Zachowywała się jak prawdziwa przyjaciółka, nie tak jak ja.
-Dzięki.-tylko tym potrafiłam jej się odwdzięczyć za zrozumienie.
Zbiegłam po schodach i weszłam do jadalni.
-Dzień dobry!-zawołał Harry znad swojego śniadania.
-Cześć.-przywitałam się i zwinęłam Louisowi grzankę z talerza.
Usłyszałam jak ktoś krząta się po kuchni. Po chwili wyszedł z niej Liam ze szkłem na szufelce i wyniósł je do śmieci. Przypomniało mi się momentalnie jak Zayn tańczył wczoraj na blacie i ramieniem strącił kieliszki z półki.
-I jak tam po wczorajszym...- Zayn zamyślił się i poprawił- Po dzisiejszym ?
-Głowa mi pęka.-zaśmiałam się ale to tylko wzmogło ból.
-Wiem o czym mówisz.-powiedział Zayn.- Dobrze że nasza sprzątaczka się wszystkim zajęła.-puścił do mnie oko i skinął w stronę Liama.
Nie potrafiłam się skupić jednak do końca na tym co mówił bo strasznie chciało mi się śmiać na widok Louisa podbierającego mu jajecznicę z talerza.
-Harold zrobił wam śniadanie?-zgadłam.
-Taa...-powiedział Lou szybko jedząc jajecznicę Zayna który patrzył teraz w swój telefon.- I muszę przyznać że mu się udało.
Usiadłam koło Louisa, który teraz wydawał się do końca nieobecny myślami i gryzłam dalej grzankę.
-Jeszcze raz mi odwalicie taki numer to już nigdy nie pozwolę wam pić.- zagroził Liam taszcząc za sobą worek pełen pustych butelek i ponownie skierował się w stronę śmietnika.
-Zawsze tak gada.-Wtrącił Hazza wchodząc do jadalni.-I tak nie było aż tak źle! Raz to nawet...
-Nie! Nie przypominaj mi nic!-Liam zaczął wymachiwać rękami i wszyscy wybuchnęli śmiechem, nawet on sam.
-Zejdę zaraz do was tylko muszę coś załatwić...-skierowałam się w stronę schodów.
- Idziesz do Nialla?- Zayn uniósł brwi.
-Najpierw pójdę...
-Zamierzasz pogadać z Lauren?- ożywił się nagle Louis, przerywając mi w połowie zdania.
-Tak. Muszę ją przeprosić że tak wyszło. Wszyscy wczoraj wypiliśmy i widzicie efekty.-przewróciłam oczami.
-Podobno po alkoholu człowiek zaczyna być naprawdę szczery.- wtrącił Zayn i zobaczyłam jak bardzo stara się nad tym żeby nie wybuchnąć śmiechem.
-To nie tak... -zastanowiłam się.- To było nieporozumienie.
Wszyscy spojrzeli na mnie jakbym ogłupiała. Faktycznie tak było, bo najpierw zgadzam się żeby chłopak mnie pocałował a następnie wypieram się wszystkiego. Ale trzeba ich było przyzwyczaić do tego co o tym wszystkim myślałam.
Podeszłam do drzwi pokoju Lauren i zapukałam.
-Nie chce z nikim gadać.-odpowiedziała ze środka, ale mimo to wzięłam głęboki oddech i weszłam do środka.
-To tylko ja.
-Powiedziałam coś... Czy mi się zdawało?-spytała retorycznie z łóżka.
-Chciałam porozmawiać.
-Tylko szybko- westchnęła.
Nie dziwiłam jej się że była na mnie zła.
-To co się wczoraj stało... Przepraszam!-powiedziałam szybko i uwolniłam lawinę słów.- Wiesz że nie zrobiłabym tego gdybym nie wypiła! Naprawdę mi przykro. Nie wiem dlaczego to zrobiłam. Nic nie czuję do niego i nie zamierzam ci go odbierać.
-Naprawdę?! Myślisz że mi na nim po tym zależy?! To on cię pocałował! Więc przestań się usprawiedliwiać i zrozum że on jest dla mnie przeszłością. To jest koniec, wiedziałam że to nasz czas już mija. Tylko teraz to wszystko przyspieszyło.
Usiadłam koło niej na łóżku.
- Gdybym mogła cofnąć czas, zapobiegła bym temu. Odepchnęłabym go. Nie pozwoliłabym. Rozumiesz? Mogę tylko przeprosić, więc przepraszam. Nie mam zamiaru się z nim po tym związać.
Przypomniało mi się jak w internecie, pół roku temu natknęłam się na zdjęcia z jakiejś imprezy. Na nich Niall przytulał się z jakąś blondynką. Pod zdjęciem były komentarze typu "po pijaku się nie liczy" itp. Później okazało się że to była jego kuzynka, ale mimo to wzięłam sobie do serca tamte komentarze i powtórzyłam jeden z nich Lauren:
-To nic nie znaczyło. Wiesz w jakim wszyscy byliśmy wtedy stanie. Myślisz że byśmy ci to zrobili w normalnych warunkach? Jestem pewna że nie.
-Wiem.-zaskoczyło mnie to że Lauren przyznała mi rację.- On taki nie jest. Nie zrobiłby tego umyślnie, ale nie wyobrażam sobie żebyśmy mogli dalej się spotykać. I tak doszłoby do rozstania. Zamierzam pozostać na przyjaźni.
Przytaknęłam głową i powiedziałam:
-Naprawdę bardzo mi przykro, ale cieszę się że mnie nie nienawidzisz.
Uśmiechnęła się delikatnie.
-To że cię nie nienawidzę to nie znaczy że nie mam ci tego za złe.- spojrzała mi prosto w oczy żebym zobaczyła jak cierpi.- Naprawdę się na tobie zawiodłam.
-Przepraszam...-powtórzyłam znowu szeptem.
Lauren ukryła twarz w dłoniach i nie odezwała się więcej, więc zostawiłam ją w spokoju i zeszłam na dół. Czekała mnie jeszcze jedna trudna rozmowa i nie miałam jej zamiaru odkładać na później.
-Byłaś u niej? Jak się czuje?-zapytaj żywo Louis, łapiąc mnie za ramiona, gdy schodziłam po schodach.
- Jest smutna. Nie dziwię się jej, ale zrobiłam wszystko co mogłam.-westchnęłam.- Powinieneś do niej iść. Na pewno poczuje się lepiej.-uśmiechnęłam się zachęcająco a Lou wręcz do niej pobiegł.
W holu weszłam na Nialla przez moje rozmyślanie o przebiegu tej rozmowy.
-O! Cześć.-przywitał się.
-Dzień dobry. Przepraszam że na ciebie wlazłam.
-Nie szkodzi.
-Chodź. Chcę pogadać.-pociągnęłam go za rękaw, nie czekając aż coś powie.
-Chodzi o wczoraj?-zapytał, kiedy zamykałam drzwi od jego pokoju.
- Dokładnie. I pewnie wiesz też co chce ci powiedzieć?
-Właściwie chciałem cię przeprosić za to...
-No to się rozumiemy.-wskoczyłam na jego łóżko i usiadłam.-Posłuchaj... Nie wiem dlaczego wtedy postąpiłam, tak jak postąpiłam. Powiem szczerze że tego żałuję.-chciał coś powiedzieć ale uciszyłam go gestem.-Nie mówię tego tylko ze względu na Lauren. Nie mam i nie miałam zamiaru sprawiać żeby łączyło nas coś więcej niż przyjaźń.
-To się już nie powtórzy.-powiedział ze smutkiem.-Bardzo żałuję że tak zraniłem Lauren i nie chcę też niszczyć tego co jest między nami.
- Chciałabym żebyśmy we dwójkę zapomnieli po prostu o tym co się stało. Czy to jest możliwe?
- Myślę że jak się przyłożymy to będzie.-uśmiechnął się.
- Zostaje jeszcze załamana Lauren. Nie zapominaj o tym.-przypomniałam mu.
- Pójdę ją przeprosić. Ale nie sądzę żeby to coś zmieniło.-westchnął.
Po mimo tego że wina leżała w połowie po jego stronie chciałam go jakoś pocieszyć. Było to irracjonalne, ale jednak.
- Daj jej trochę czasu. Przejdź się do niej za jakieś 40 minut.
- Masz rację.
Uśmiechnęłam się i przytuliłam go.
-Się ułoży.-pogładził mnie po głowie.
-Musi.-westchnęłam.-A teraz powiedz mi, jak zmyłeś ten marker z twarzy.
-Było trudno.-zaśmiał się.-Ale już chyba nie ma śladu.
-To chodź na śniadanie.
Poszliśmy do jadalni. Na widok Nialla, Hazza i Zayn wybuchnęli śmiechem.
-Wciąż... Mam przed oczami...-Zayn próbował się wysłowić ale za bardzo się śmiał.- Tego... Jak Harry tańczy nad nim z pisakiem.
-Faktycznie bardzo zabawne.- Niall przewrócił oczami, zatrzymując się w połowie drogi do kuchni.
-Myślałem że już wiesz że nie należy zasypiać na imprezie.-wypomniał mu Harold.
-I nie mam zamiaru tego więcej robić.-odpowiedział znikając w kuchni.
Usiadłam do stołu.
-Co powiecie żeby się trochę przewietrzyć?-zapytała Nicole wchodząc do jadalni.
-Dobry pomysł. A gdzie idziemy?-zapytał Zayn.
-Jeszcze nie wiem ale coś wymyślimy.-odpowiedziała.
-Może na sanki.-zaproponował Hazza.-Tu jest pełno śniegu i ...-pochylił się do nas.-uwielbiam sanki.-szepnął jakby to była jakaś tajemnica.
Liam spojrzał na niego z drugiego końca stołu jak na "niepełnosprytnego".
-Co?-Harry wyprostował się i rozłożył ręce.
-Nic, nic. Pójdziemy na te twoje sanki.-Nicola uśmiechnęła się i pocałowała go w policzek.
Niall wszedł do jadalni z na oko sześcioma kanapkami na talerzu i usiadł do stołu.
-Możesz na stronę?-zapytała się go nagle Nicola.
-Ale chciałem teraz...-wskazał na swoje śniadanie.
-Już.-przerwała mu tonem nieznoszącym sprzeciwu i wstała z miejsca.
Nialler wstał bez dalszej dyskusji i wyszedł z nią z pokoju. Zayn spojrzał na mnie z wytrzeszczonymi oczami a ja wzruszyłam ramionami. Liam rozmawiał z Harrym, na tyle cicho że nic nie usłyszałam.
Zapanowała grobowa cisza. Chcieliśmy usłyszeć co Nicola będzie wykładać Horanowi, ale mówiła bardzo cicho i spokojnie.
Po dwóch minutach siedzenia w ciszy, chłopacy zaczęli stopniowo zjadać nieobecnemu chłopakowi kanapki.
-To jak zjecie, to zaczniemy się powoli zbierać.-Wszyscy podskoczyli bo Cola nagle zmaterializowała się w jadalni.
Wychyliłam się, żeby zobaczyć czy nie ma za nią blondyna, ale zobaczyłam tylko Louisa, schodzącego ze schodów.
-Dzień dobry.-przywitał wszystkich najstarszy z chłopaków.
-Cześć.-odpowiedzieliśmy mu.
Nicola usiadła koło mnie.
-Lauren już wstała?-zapytałam się jej szeptem.
-Tak. Niall u niej teraz jest.
-Aha... O tym z nim rozmawiałaś?
-Taa... I mówię ci, jest mu naprawdę głupio.-spojrzała na mnie krzywiąc się.
Poszłam do kuchni zrobić sobie płatki z mlekiem. Wyciągnęłem potrzebne składniki i zmieszałam w misce. Oparłam się o blat, jedząc w zamyśleniu. Jak długo będą potrzebowali na odbudowanie relacji między sobą? Szkoda mi było tego wyjazdu na kłótnie i zamartwianie się. Usłyszałam jak ktoś schodzi po schodach śmiejąc się i zaczęłam połykać płatki, by jak najszybciej znaleźć się w jadalni.
-Ej! Kto zjadł mi wszystkie kanapki?!-Niall właśnie zauważył ich brak.
-Hej, Lauren. Jak się spało?-zapytał ja Liam.
Nadstawiłam uszu.
-Bardzo dobrze. Dzięki.-odpowiedziała dziewczyna radosnym głosem.
Odetchnęłam z ulgą. Pogodzili się z Niallem więc ten dzień zapowiadał się super. Odłożyłam pustą miskę do zmywarki i wparowałam do jadalni.
-Cześć, ponownie.-Lauren uśmiechnęła się do mnie.
-Hej.-odwzajemniłam uśmiech.
Lauren siedziała koło Hazzy i wyglądała lepiej niż przy naszym ostatnim widzeniu.
-Super. Muszę robić teraz wszystkie od nowa...-Niall wyminął mnie z naburmuszoną mina i wszedł do kuchni w celu zrobienia nowych kanapek.
***
-Chyba żartujesz?!-Nicola z przerażeniem gapiła się na dół z górki na którą przed chwilą wtargaliśmy nasze sanki.
-A czy wyglądam jakbym żartował?-zapytał Hazza wpatrując się w nią.
-Nie. Ale na pewno masz teraz niezły ubaw.-odpowiedziała mu ze strachem w oczach.
Hazza na pewno miał ubaw, tak jak wszyscy.
-Nie marudź. Wskakuj.-podsunął jej sanki a ona niepewnie na nich usiadła.
-A może zjedziemy trochę niże...
Nie dokończyła bo Harold wskoczył na jej sanki i odepchnął ich nogą. Cola zaczęła piszczeć, gdy sanki przyspieszyły. Za nimi popędzili Lou i Niall na jednych sankach, Liam z Zaynem na drugich a ja ładowałam się na nasze wspólne z Lauren i zaczęłyśmy gonić pozostałych. Zayn wrzeszczał przeraźliwie gdy wjechał z Liamem w śnieżną zaspę. Wyminęłyśmy ich z Lauren i zaczęłyśmy doganiać Nicolę z Harrym. Po chwili byliśmy juz na dole, gdzie udało nam się bezkolizyjnie zatrzymać.
-Uwagaa!-usłyszałam głos Louisa za sobą, ale było już za późno na jakąkolwiek reakcję.
Chłopacy wjechali w sanki, na których siedziałyśmy z Lauren i wylądowaliśmy wszyscy na śniegu, śmiejąc się.
-Żyjecie?-zapytał nas Niall poprawiając swoją czapkę.
-Ja umarłam.-powiedziała Lauren przez śmiech.
Weszliśmy na górkę jeszcze kilka razy, a Zayn z Liamem za każdym razem przewracali się w połowie drogi na dół. Za drugim razem Nicola nie bała się już tak, bo Harry przez cały czas ją obejmował. Świetnie się bawiliśmy, jednak gdy zaczęło się ściemniać Zayn powiedział:
-Wracajmy już. Robi się naprawdę zimno.
-Jestem za.-poparł go Loui otrzepując się ze śniegu.
-Ok. Mi też to pasuje.-powiedziała Lauren.
Poszliśmy do domu i za 15 minut byliśmy na miejscu.
-Ja to bym się napiła gorącej czekolady.-westchnęła Nicola.
-To ja idę zrobić.-zgłosiłam się na ochotnika.-Ktoś jeszcze ma ochotę?
-Ja chce.-ożywił się Zayn.
-Też poproszę. -zawołał Lou z korytarza.
-Mi tez zrób.-powiedziała Lauren.
-I mi ...
-Dobra! Dobra!-zawołałam i udałam się do kuchni.-zrobię dla wszystkich.
-Pomogę ci.-zaoferował się Liam.
-Dzięki.-uśmiechnęłam się i zaczęłam szukać czekolady po szafkach.
Później Liam roztopił ją w rondlu a ja dolałam mleka.
-Ok. Możemy już wlewać do kubków.-zakomunikowałam, cały czas mieszając w rondlu.
Liam podsunął mi osiem kubków, a ja wlałam do każdego po równo. Porozstawialiśmy kubki na tacy i zanieśliśmy do salonu.
-Proszę bardzo.-powiedział Liam.
Wszyscy od razu chwycili za kubki i zaczęli pić.
-Mmm... Ale dobra.-Nicola podniosła głowę i wszyscy wybuchnęli śmiechem.
-Co? -zapytała skołowana.
Miała na twarzy czekoladowe "wąsy".
-Już nic.-Harry przetarł jej usta kciukiem i uśmiechnął się.
-Oglądamy dziś jakiś film?-zapytał Niall.
-A są tu jakieś płyty?-zapytał Liam.
-Pewnie tak.-powiedziała Nicola.-Chodźcie, pójdziemy przetrzepać szafki.
Razem z nią, Zayn, Niall i Hazza udali się poszukać jakiegoś filmu.
-Chcecie komedie, czy thiller, czy co?-zawołał Zayn z innego pokoju.
-Jakieś romansidło!-zawołała Lauren.
-Co? Nie ma mowy!-zaprzeczył Loui.
W tym momencie Hazza przybiegł do pokoju ściskając w ręku pudełko od płyty i pochylił się na dvd.
-I co znaleźliście?-zapytałam.
-Mów ulubiony film.-Hazza odwrócił się do nas i podniósł kciuk do góry z wielkim uśmiechem na twarzy.
-Znowu? Ile razy to jeszcze będziemy oglądać.-jęknął Zayn, siadając na kanapie.
Harold wyprostował się i zgromił go spojrzeniem.
-Będziemy go oglądać tyle razy, ile choć jedno z nas będzie miało na to ochotę!-powiedział przez zaciśnięte zęby i włączył film, po czym usadowił się na kanapie.
Nicola usiadło obok niego. Nagle usłyszeliśmy głośne strzelanie, a potem głos Nialla z kuchni:
-Popcooorn!
Po chwili przybiegł z miską wypełnioną po brzegi popcornem i wskoczył do nas na kanapę.
Oglądaliśmy film w milczeniu, zajadając się popcornem gdy nagle Harold zaczął szlochać.
-Hazza, uspokój się.-westchnął Louis.
-To jest takie wzruszające!- Harry zaszlochał.-Love Actually to najlepszy film jaki oglądałem, a ty mi mówisz że mam go nie przeżywać.
-Oglądasz go chyba po raz setny i za każdym razem ryczysz!.-Powiedział poirytowany ale za razem rozbawiony Tomlinson.
-Oj Lou, daj spokój. Przynajmniej jest romantyczny.-Odezwała się Nicole i pocałowała Hazze w policzek
.
***
-Ale się wiatr zerwał.-powiedziała Lauren patrząc przez okno.-Jak tak dalej pójdzie to jutro będziemy cały dzień w domu siedzieć, bo nie damy rady wyjść. Tak będą drzwi zasypane.
Louis podszedł do okna i zaczął wpatrywać się w ciemność. Z tej odległości nie byłam w stanie dostrzec zamieci panującej na dworze..
Ziewnęłam.
- Śpiąca?-zapytał się mnie Niall.
-Odrobinkę.-przyznałam.- Sanki mnie wykończyły.
Niall spojrzał na Louisa, stojącego przy Lauren. Akurat się śmiali, a później wrócili do rozmowy. Nagle Nicola zaczęła przeraźliwie chichotać.
-Zo...Zostaw! Hahaha! Ej! Dość!
Cola leżała na plecach na kanapie a Hazza pochylał się nad nią i łaskotał. Uśmiechnęłam się na ten widok i znowu ziewnęłam, zasłaniając usta ręką. Głowa opadła mi na ramię siedzącego obok Nialla i po chwili zamknęłam oczy.
Nagle poczułam że ktoś mnie podnosi. Natychmiast sie przebudziłam i zobaczyłam że jestem już w powietrzu w ramionach Niallera.
-Oszalałeś?-zaśmiałam się sennie.- Co ty wyprawiasz?
- Zasnęłaś.- uśmiechnął się.
-Przecież sama dojdę.-zaprotestowałam ale wiedziałam że jeśli by mnie odstawił, wolałabym się położyć na podłodze niż wgramolić schodami na górę.
- Już za późno.-otworzył drzwi do mojego pokoju i odłożył mnie na łóżko.
-Dziękuję bardzo.-powiedziałam nakrywając się kocem, nie zważając a to że jestem w ubraniu.
-Dobranoc.-zaśmiał się cicho i wyszedł zamykając za sobą drzwi.
____________________________________________________________________________________
Jest i kolejny, wiem, że trochę później niż obiecałam ale jakoś nie mogłam się ogarnąć ;o
Piszcie szczere opinie :) chcę poznać wasze zdanie ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)