*Oczami Nicole*
-Nie wiem ja ty -Hazza podniósł się z lodowatej ziemi- ale ja idę do domu. Jestem wykończony.
-To ja też pójdę.-wstałam przy jego wsparciu.
-Zjemy coś? -zapytał zdejmując kurtkę w korytarzu.
-O tak!-przydepnęłam sobie czubek beżowego buta sięgającego mi kostki i ściągnęłam go.- Umieram z głodu.
-To na co masz ochotę?- zapytał obejmując mnie.
-Hmm... -przeczesałam palcami jego loczki- Co powiesz na spaghetti?
-Dobry pomysł.-cmoknął mnie w usta i udaliśmy się do kuchni, gasząc za sobą światło w korytarzu.
Harry stanął przed szafką z której zaczął wyjmować naczynia potrzebne do przygotowania obiadu. Pomimo moich szczerych chęci nie pozwolił mi sobie pomóc. Mogłam jedynie siedzieć na blacie i cieszyć oczy widokiem krzątającego się od lodówki do kuchenki uśmiechniętego loczka.
-A wy co?! - Niall z szeroko otwartymi ustami zmaterializował się w kuchni - Chcecie ograbić nasz ród z pożywienia?!
W podskokach podbiegł do Hazzy aby zajrzeć mu przez ramię w stronę patelni ale zanim zdążył dobrać się do mielonego spod pokrywki, oberwał w głowę od Hazzy z drewnianej łyżki, którą przed chwilą zamieszał sos.
-Get out of my kitchen! -krzyknął wymachując swoim "odstraszaczem" łakomczuchów.
Horan skrzywił się jakbym miał się rozpłakać i zaczął pozbywać się sosu pomidorowego z mięsem ze swoich jasnych włosów. Nie przynosiło to dobrego rezultatu bo w efekcie rozmazał sobie wszystko na czoła a ja myślałam że zaraz uduszę się ze śmiechu.
-Mm.. Dobre.- uśmiechnął się i ponownie oblizał swoje palce.
Do kuchni weszła powolnym krokiem Lauren rozwiązując sobie równocześnie turkusowy szalik.
-Co na obiad?- zapytała, nie wykazując większego zainteresowania.
Blondyn od razu jakby stracił apetyt i wyszedł z kuchni. Spojrzałam pytająco na Lauren a ona wzruszyła ramionami nawet nie patrząc na chłopaka.
-Wstawiam makaron. Będzie spaghetti.- zakomunikował Harold i wsypał makaron do dwóch ogromnych garnków z wodą. Nie był jednak na tyle zajęty gotowaniem żeby nie skraść mi buziaka.
Obserwowałam jego poczynania z takim samym zainteresowaniem jak rano. Na początku Lauren w zadumie stała pod ścianą i nie odezwała się już ani słowem a teraz zdecydowała się opuścić kuchnię. Harry co jakiś czas dawał mi próbować sosu, który jeszcze doprawiał, aż w końcu stał się idealny.
Za pół godziny wszyscy wrócili już z ogrodu, wygonieni i udali się na górę ze względu na potrzebę zmiany ubrań, które po części przemokły od śniegu. Gdy wrócili kazałam im nakryć do stołu i zasiedliśmy do obiadu.
Lauren od początku siedziała z nosem w książce i od czasu do czasu próbowała trafić sobie widelcem do ust, nie odrywając wzroku od lektury. Nie zauważyła nawet jak Zayn siedzący naprzeciwko niej, opróżnił jej nietkniętą szklankę z sokiem jabłkowym.
-Ekhem! - praktycznie wydarł się jej do ucha Liam.
Nic.
-EKHEEEM!-ponowił próbę ze zdwojoną siłą.
-Co? -niechętnie podniosła się znad książki i spojrzała na niego nieobecnymi oczami.
-Mogę się dowiedzieć, co takiego jest ważniejszego od nas?
-" Igrzyska śmierci", jeśli musisz wiedzieć. -uśmiechnęła się przesadnie.
-" Igrzyska śmierci" ?-ożywiła się Julia.-Pamiętam to... Pół roku temu czytałam je całą noc aby następnego dnia po południu dowiedzieć się kto przeżył. Świetna książka. Najlepsza po Potterze.
-Czyli tez czytałaś ? -uśmiechnęła się Lauren do nowego sprzymierzeńca.-Ja kończę. Znalazłam w torbie bo wzięłam je do poczytania w samolocie i zostało mi 30 stron. Jaki jest twój ulubiony moment?
-Hmm... Chyba ten jak Peeta pod koniec mówi Katniss że może go zabić aby wrócić do domu. Niewiarygodne poświęcenie.- pokiwała głową.
-No to mamy przerąbane. -Liam uniósł brwi.- Jeszcze ktoś ma ulubiony moment?
Zaśmiałam się z resztą obecnych umysłem w pokoju i skończyliśmy obiad słuchając wywodów dziewczyn nad książką. Ich odłączenie od świata wykorzystał Louis gdy namówił je do poznoszenia naczyń do zmywarki. Nachalnie odpowiedziały "tak, nie ma sprawy" i wykonały jego polecenia nie przerywając swojej dyskusji. Wszyscy pokładaliśmy się ze śmiechu na kanapie w salonie. Harry nie odstępował mnie ani na chwilę. Widziałam że cieszy się z mojego towarzystwa ale mimo to był delikatny. Nazywałam to wtedy "ostrożnymi dniami". Zachowywał się wtedy jakby nie chciał mnie wystraszyć natarczywością, albo sam był nieśmiały , kto wie. Jeśli starał się po prostu był subtelny to mu się udawało. Czułam się wyśmienicie. Przypomniała mi się że kiedyś nie było takiej sielanki... Ale już dawno całkowicie wybaczyłam mu tą akcję z blondynką z twittera. Odruchowo gdy o niej pomyślałam, ścisnęłam mocnej jego rękę, której nie puszczał od dobrej godziny.
-Coś się stało?-dotknął mojego policzka po przypominało muśnięcie skrzydłem motyla.
-Wszystko ok.- położyłam mu głowę na ramieniu a wolną dłonią dotknęłam jego wspaniałych loczków i zakręciłam sobie jednego na małym palcu. Momentalnie poprawił mi się humor.
Zayn siedział na fotelu i robił coś na telefonie, Lauren kończyła książkę a reszta przyglądała się jak Horan próbuje nauczyć Lou refrenu "Up all night" na gitarze. Kończyło się to na niepohamowanym, cominutowym wybuchem śmiechu wszystkich który obserwowali ich wysiłki. W pewnym momencie wstałam, podeszłam do nich, zabrałam zdezorientowanemu Tommo instrument i nie zważając na Nialla który był tak załamany umiejętnościami Louisa że nawet nie zauważył że do nic podeszłam, zaczęłam grać dobrze znaną mi melodię. Słyszaną miliony razy w radości i w smutku, zanuconej całkiem przez przypadek lub z rozmysłem puszczonej na cały regulator na starej, podpsutej już wieży stereo w domu. Znałam każde słowo na pamięć. Wyrecytowałabym je nawet gdyby ktoś obudził mnie w środku nocy. Tak samo wszystkie chwyty na gitarę miałam wyryte w głowie. Przejechałam opuszkami palców po strunach i od razu wiedziałam co mam robić. To było czymś więcej niż pasją. W grze na tym instrumencie odnajdywałam zawszę cząstkę siebie. Zamknęłam oczy i zaczęłam "koncert".
-Baby you ligt up my world like nobody else, the way that you flip your hair gets me overwhelmed but when you smile at the ground it ain't hard to tell ...
Chłopacy dołączyli się do mnie z szerokimi uśmiechami i gdy skończyłam grać zaczęli mi bić brawo a ja ukłoniłam się nisko.
-No!- Niall odwrócił się do Louisa.- I tak się to robi, głąbie!
Lou nawet nie spojrzał w jego stronę ale za to pacnął go w głowę, nadal się do mnie szczerząc. Zaśmiałam się.
-To było niesamowite.- Harry objął mnie od tyłu.
-Dzięki.-spróbowałam wykręcić głowę żeby go pocałować ale Zayn i Liam z Louisem na czele, rzucili się na niego, przewalając na ziemię. Dobrze że mnie puścił bo nie chciałabym być teraz na jego miejscu przygwożdżona po podłogi. Śmieszyły mnie ich zachowania. Nie miało to ani przyczyny, ani celu, ani żadnego skutku, tak na dobrą sprawę. Widząc jak chłopak próbuje się wydostać z masy ciał przygniatających go ze wszystkich stron zaniosłam się śmiechem. Jego jęki zwróciły uwagę reszty towarzystwa i nawet Lauren wróciła do naszego świata turlając się po kanapie. Nie wiem ile czasu Harry zmagał się z nimi ale gdy już mieli z niego wstać na sam czubek piramidy usiadł Niall i zaczął podskakiwać. Szłam o zakład że po tym Hazza nie mógł już oddychać. Zaczął mnie ciągnąć za nogę żebym coś zrobiła i zrozumiałam że naprawdę powinnam go wyciągnąć. Pociągnęłam go za nogi a Lauren rzuciła mi się na pomoc. Jula w tym czasie dosłownie dusiła się od skurczów przepony. Udało nam się w dwójkę wyciągnąć Harrego spod plątaniny ciał. Nialler nie przestawał skakać ale nie zwracałam już na niego uwagi. Posadziłam Hazzę z kanapie a gdy zobaczyłam jego twarz, na mojej własnej pojawił się uśmiech. Nic mu nie dolegało poza obitymi żebrami. Usiadłam z ulgą obok niego a on położył głowę na moich kolanach i wpatrywał się we mnie bez słowa.
-Nie ma za co.- Lauren uniosła dwa kciuki do góry i wróciła na swoje miejsce.
-Dziękuję.- powiedział Harry pod wynikiem presji i zamknął oczy.-Nie ma co. Zostaję tu.-westchnął z lubością.- Najlepsza poduszka na świecie.
Zostałby gdyby nie to że reszta chłopaków i Julia błagalnie wyciągnęli nas do miasta bo "Jedźmy do tego całego Tusenfryd, nooo! ". W taki oto sposób siedzieliśmy w metrze jadącym do Vinterbro, oddalonego około 20 kilometrów od stolicy i próbowaliśmy nie zwracać na siebie uwagi. Wszystko by się udało gdyby nie Louis.
-Boję się! Jeśli nigdy nie dojedziemy i utkniemy pod ziemią na zawsze?!-szeptał przerażony i trząsł rękami.
Oczywiste było że jak zwykle się wydurniał co udzieliło się Niallowi. Gdy pozostali zgłupieli do reszty, stałam w objęciach Harrego i odłączyłam się od rzeczywistości. "Budziłam" się tylko wtedy kiedy nasz wagon się zakołysał.
-Ściany chyba się przybliżają! -wydusza z siebie Zayn.
-Musicie nawet w miejscach publicznych zachowywać się jak banda zwierząt wypuszczonych z klatki? Błagam tylko o to aby nikt tu nie znał angielskiego.- Liam zwrócił oczy ku niebu ale nie był wściekły tylko zażenowany jakby po raz setny powtarzał dziecku że nie powinno czegoś robić ale do niego i tak to nie trafia.
Harry zaśmiał mi się tuż nad głową zapewne na widok udawanej skruchy Louisa, który zrobił minę zbitego pieska. Sama zaśmiałam się na ten widok i odwróciłam wzrok, który padł na dwie, na oko siedemnastoletnie dziewczyny zerkające w naszym kierunku. Wyższa szepnęła coś do swojej towarzyszki ale ona pokręciła głową nie zwracając uwagi na to że je obserwuje.
Już po 40 minutach staliśmy przed wejściem do parku rozrywki. Pomimo dopiero późnego po połunia, niebo było już przykryte warstwą szarości. Oświetlone kolorowymi lampkami najróżniejsze rollercoastery, kolejki i małe domki zapierały mi dech w piersiach. Na tle ciemno-jasnego nieba wyglądały przepięknie. Nie było mi dane nacieszyć się widokiem z tego miejsca, gdyż dziewczyny zaczęły wyciągać nas do domu strachów. Podeszliśmy do kasy przy wejściu i kupiliśmy 8 biletów. Harry uparł się żeby za mnie zapłacić. Jednak po minucie protestów machnęłam ręką i pozostawiłam mu podjąć ostateczną decyzję.
-Nie wiem czy dam radę.-skrzywiłam się do Hazzy gdy ze środka domu strachów dobiegł pisk Lauren a potem głośny śmiech Julii. W wejściu minęli nas przed chwilą ale ja nadal się wahałam. Nie miałam zamiaru wybiec stamtąd z płaczem, co był0 dość prawdopodobne.
-Nie martw się.-Harry pocałował mnie w czoło i pogłaskał po policzku.- Jeśli coś się stanie, pamiętaj że jestem przy tobie.
Tak zachęcona, wręcz wbiegłam do ciemnego korytarza, ciągnąc lekko chłopaka za rękę.
*Oczami Julii*
Niezły ubaw. jak na razie. Lauren co około minutę wpadała z piskiem na Zayna, który ze względu na swój strach przed ciemnością zaczynał krzyczeć. Minęliśmy ścianę wypełnioną portretami z ruszającymi się oczami. Niall chciał dotknąć którąś z par ale powstrzymałam go, cały czas śmiejąc się z Lauren. Liam szedł koło nas a Lou, za Lauren.
-Hej, a gdzie jest Cola z Hazzą? - Tommo odwrócił się do nas i w tej samej chwili jakiś włochaty pająk spadł mu na głowę.- Jezuuu! Weźcie to!-zaczął skakać.
Wszyscy oprócz Lauren, która teraz zrozumiała że Cola zniknęła, zaśmiali się głośno. Zaraz! Nicola zniknęła!
-Nialler?-chłopak złapał mnie za nadgarstek jakieś drzwi w ścianie się otworzyły i wyskoczył z nich kościotrup.- Gdzie jest Nicola z Haroldem?- szepnęłam.
-Zaraz pewnie przyjdą.-odpowiada rozglądając się czy i jemu nie spadnie coś na głowę.
Minęliśmy kolejne czujniki ruchu, które po uaktywnieniu zsyłały na nas parę lub wyrzucały spod ścian zombie na sznurach.
-BU! - Cola zmaterializowała się koło mnie, łapiąc mocno za ramiona.
Wydarłam się i skoczyłam na Nialla, który na początku też się przestraszyło ale po chwili zaczął się śmiać.
-Gdzie wy byliście?- zapytałam Harrego, uwalniając blondyna z uścisku godnego węża boa.
-Bałam się wejść.-odpowiedziała cicho Cola, gdy zobaczyła że jej chłopak waha się nad odpowiedzią.
Lauren znowu zapiszczała a po niej tradycyjnie usłyszeliśmy ogłuszający krzyk Malika. Harry zaczął się śmiać lecz po chwili jakaś dłoń wysunęła się ze ściany i złapała go za włosy.
-Co to jeeeeest?!-zaczął machać rękami.
W naszym kierunku również chyba wysunęły się ręce bo coś chwyciło mnie za mały palec. Nie wiedziałam co bo w strachu zacisnęłam oczy i stanęłam nieruchomo w wąskim korytarzu. Miałam już ogólne pojęcie co tak wystraszyło Lauren. Zdecydowałam się rozchylić powieki bo trzymająca mnie mocno ręka poruszyła się. Ku mojemu zdziwieniu nie wystawała ze ściany lecz należała do Nialla, stojącego obok mnie z przerażoną miną. Usłyszałam głuche dudnięcie. Louis rzucił się na ziemię i przyjął pozę, która przypominała mi taka jak obronna na wypadek ataku ze strony psa. Liam trząsł się i obejmował swoje ramiona, jakby chciał utworzyć sobie tarczę. Kiedy z sufitu poleciała na nas ciecz do złudzenia przypominająca krew, poszłam w śladu Lauren i rzuciłam się do wyjścia. Nie docierały do mnie żadne dźwięki. Możliwe że za mną zaczęli krzyczeć ale nie słyszałam tego. Odwróciłam się żeby zobaczyć czy nic mnie nie goni ale wpadłam w tym momencie na Lauren. Stała jak wryta i gapiła się na długie półki. Podniosłam się najszybciej jak mogłam i przyjrzałam się dziwnym kształtom na starych, drewnianych półkach. To były plastikowe lalki. Moja największa słabość. Jedna nie miała ręki, drugą oka, trzecia w ogóle nie posiadała głowy. Jakiś mechanizm sprawił że wszystkie zwróciły się w naszym kierunku. Byłam taka sparaliżowana że nie wydobyłam z siebie żadnego dźwięku, w przeciwieństwie do przyjaciółki stojącej obok mnie. Nie wiem nawet jak to się stało ale znalazłam się na dworze przed wyjściem. Najwidoczniej mój mózg wyrzucił z siebie ostatnie obrazy. Lauren siedziała na metalowej ławce. Twarz kryła w dłoniach. Przysiadłam się do niej i poklepałam ją po plecach. Po chwili dotarło do mnie że to był najlepszy dom strachów w moim życiu. Zaczęłam przypominać sobie Louisa leżącego na ziemi, przerażonego Horana, wrzeszczącego Zayna i wybuchnęłam głośnym śmiechem. W tej samej chwili reszta wybiegła z domu strachów. Tylko Liam był taki pogodny jak ja. Stan emocjonalny reszty był zbliżony do stanu Lauren.
-Fajnie, nie?-zapytał się Liam wszystkich.
-Super!- wykrzyknęłam.
-Zaczynam się martwić o waszą psychikę.-powiedział Zayn, któremu okropnie trzęsły się ręce.
-Szukam wam lekarza.-powiedział Nialler i pokręcił głową.
-Chyba też będę potrzebować, p... po tym.- szepnęła Lauren.
-Dajcie spokój. Oni mają rację. Fajnie było.- uśmiechnął się blondyn.
-Fajnie?-wybuchnęłam śmiechem.- Szkoda ze nie widziałeś swojej miny, pierdoło! O! Właśnie! Lou! Wygodna była ta podłoga?
-Co?-był tak oderwany od rzeczywistości jak Lauren nad książką.
Wszyscy zaczęli się śmiać, nawet ona.
-I kto to mówi?-wypomniał mi Niall.-Wrzeszczałaś jak opętana.
-To było tak, no... specjalnie.- dokończyłam ostentacyjnie.
-To co teraz?- Lauren klasnęła w dłonie.-Kolejka górska?
-Tak!
-Taa!
-Nie...-jęknął Harold.
Staliśmy w kolejce na największego rollercoaster. Nawet Harrego udało nam się przywlec. Właściwie nie stał tu teraz dobrowolnie ale wiedział że nie ma wyjścia. Przy samym wagoniku próbował uciec ale Lou i Liam go przytrzymali i dociągnęli na siedzenie. Usiadłam koło Nicoli na samym przodzie. Zerknęłam i zobaczyłam że Louis siada koło Hazzy, zapewne aby go przytrzymać w razie kolejnej próby ucieczki. Z nerwów zaczęłam gryźć język. Nienawidziłam u siebie tego nawyku bo w przedszkolu, tuż przed samym przedstawieniem na dzień mamy, polała mi się przez to krew. Odetchnęłam i uśmiechnęłam się szeroko gdy moje pasy były zapięte. Byłam tu bo 3 lata temu powiedziałam że skorzystam w życiu wszystkich, które się nawiną. Chce mieć co wspominać na starość. Kolejka powoli ruszyła. Z każdą sekundą wzrastała jej prędkość. Zacisnęłam palce na rurze przed nami i zerknęłam na Nicolę.
-Nie zamykaj oczu! - rozkazałam jej gdy zobaczyłam że to robi.
-Dlaczego?-niechętnie mnie posłuchała i spojrzała w dół. Byliśmy dość wysoko. Nie byłam w stanie ocenić dokładnie ile metrów brakowało nam do ziemi.
-Bo się zrzygasz.
Kolejka gwałtownie zjechała w dół. Miałam wrażenie jakby wszystkie wnętrzności przesunęły się mi się w stronę pleców. Wydarłam się z całej siły w tym momencie, w którym wjechaliśmy w ostry zakręt. Harry za nami zdzierał sobie gardło a Tommo w ogóle nie było słychać, nawet biorąc pod uwagę to że w moje uszy chłostał bezlitośnie wiatr wywołany pędem. Nie byłam pewna ale chyba nie zapowiadał się jazda do góry nogami. Podjazd do góry i kolejny spad z zawrotną prędkością. Coraz bardziej zaniepokoiłam się, czy Hazza jeszcze kiedykolwiek zaśpiewa. Spojrzałam na Nicolę. Zamknęła oczy. Nie wiedziałam czy mnie zrozumie jak krzyknę, więc kopnęłam ją w nogę. Spojrzała na mnie ze wściekłością w oczach. Wjechaliśmy do skalnego tunelu i na chwilę zrobiło się całkiem czarno. Radosny wrzask Louisa odbił się echem od ścian. Po kilku sekundach znowu widać różnokolorowe neony wokół nas. Rozmazane ale widać. Kolejka podjechała do przystanku i odpięliśmy pasy. Podekscytowana, wręcz wyskoczyłam z wagonika. Nicola stanęła koło mnie i zakołysała się lekko. Jej włosy były rozwiane we wszystkich kierunkach. Omiotłam spojrzeniem głowy innych i zdałam sobie sprawę że wszyscy tak wyglądamy. Harry miał minę jakbyśmy obudzili go w środku nocy ze snu. Loui poklepał go po ramieniu i uśmiechnął się szeroko.
-Żyjesz?- zwróciłam się do Nicoli.
-Nie ale nie martw się.
Zaśmiałam się głośno.
-Zrobimy sobie zdjęcie?-zaproponowała przyjaciółka.
-Fajny pomysł biorąc pod uwagę ich miny.-parsknęłam śmiechem.
Spróbowałam zagadać po angielsku do faceta nadzorującego kolejkę, aby zrobił nam zdjęcie. Udało mi się wytłumaczyć mu na migi, o co mi chodzi bo nie znał żadnego języka z tych, którymi się posługiwałam.
Podbiegłam do najprzytomniejszego Liama i wtajemniczyłam go w cały plan. Nicola w tym czasie podawała Norwegowi aparat. Gdy szła w naszą stronę chwyciła Louisa i Harrego za ręce i przyciągnęła do nas. Liam udawał że chce Zaynowi coś powiedzieć i odwrócił go tak żeby patrzył w naszą stronę. Szturchnęłam Nialla w ramię.
-Co jest? - obkręcił się żeby spojrzeć mi w oczy. Nie udało mu się to jednak bo skierowałam się w stronę uprzejmego pana z aparatem Nicoli, a blondyna objęłam za ramię.
Błysnął flesz. Udało nam się to przeprowadzić na tyle szybko że nikt nie zorientował się co jest grane, bo na zdjęciu Lauren i reszta chłopaków mieli przekomiczne miny. Wszyscy uśmialiśmy się nieźle, gdy oglądaliśmy je w domu. To i jeszcze kilka innych zrobionych po przejażdżce wodnej, jeszcze jednej kolejce oraz chyba z 30 z największego rollercoastera. Mieliśmy je tylko dlatego że Cola stwierdziła że jeśli wsiądzie na "tego potwora" będzie to jej ostatnia przejażdżka w życiu, więc została na dole. Kolejka rozwijała chyba z 90 kilometrów na godzinę i gdy wjechała na największą wysokość, pomyślałam że miałam zaćmienie mózgu że na nią wsiadłam. Moje przypuszczenia potwierdziły się gdy zjechaliśmy w idealnym pionie. Żałowałam że nie zmówiłam pacierza ale było za późno. W przeciwieństwie do dwóch innych kolejek na których jechaliśmy tego dnia, ta wielokrotnie wykręcała tak że przez parę sekund siedzieliśmy do góry nogami. Nie potrafię tego do końca opisać. Mogę jeszcze dodać tylko że nie znałam prawdziwych możliwości strun głosowych Harolda. Gdy doszliśmy chwiejnymi krokami do Nicoli, byłam w stanie stwierdzić że NIGDY tak się z nas nie śmiała. W ramach zemsty przez całą drogę powrotną do teraz starałam się robić wszystko aby jak najbardziej żałowała że nie pojechała z nami. Szkoda że zawsze była taka uparta przy swoich racjach. Przy herbacie wspominaliśmy najciekawsze momenty. Leżałam w poprzek na fotelu obitym w beżowy materiał i machałam radośnie nogami. Gorący kubek parzył mi dłonie ale nie przejmowałam się tym zbytnio. Niall spał oparty głową o ramię Harrego, który siedział tradycyjnie koło Nicoli. Zayn robił coś w pokoju a Lou razem z Liamem bawili się gitarą, którą zostawił na rogu kanapy rano Horan. Lauren poleciała na górę i od godziny nie wracała. Pewnie czytała książkę. Cola rozmawiała z Hazzą cicho aby nie obudzić blondynka. Sięgnęłam do kieszeni po telefon i napisałam esemesa do mamy, która ostatnio przypomniała mi że poza tym ślicznym, drewnianym aż nowocześnie wyposażonym domkiem istnieje jeszcze jakaś cywilizacja. Opisałam jej w jednym zdaniu dzisiejszy dzień. W odpowiedzi dostałam że życzy mi udanego ostatniego, jutrzejszego dnia i cieszy się że już jutro się zobaczymy. Wczoraj pytała się co tam słychać u chłopaków. Nie zdawała sobie na szczęście sprawy z tego z kim jej córka ma zaszczyty (o których marzy 5 milionów dziewczyn na świecie) obcować. Od początku była wtajemniczona że jedziemy tu z piątką znajomych, Nicole i Lauren z Turcji. Wiedziała że są z Anglii i że mają od 18 do 20 lat. Puściła mnie tylko dlatego że byli pełnoletni, choć i tak wieże że mama Nicoli namawiała ją aby zgodziła się bez większych doszukiwań się problemów. Nicola powiedziała swojej mamie że są porządni i nie musi się o nas martwić bo w końcu dwóch z nich byli chłopakami dziewczyn. "Miłej nocy. Pozdrów dziewczyny. Kocham Cię."-przeczytałam na ekranie telefonu i wysłałam do niej ostatniego esemesa na dziś. Pomacałam kieszeń dżinsów i znalazłam czarne, nieśmiertelne słuchawki. Poszukałam jednej ze swoich ulubionych piosenek i wcisnęłam "play". Na początku słychać tylko gitarę. Po dokładnie 13 sekundach brzmi łagodnie flet. Puszczaną setki razy, znam na pamięć.
"There's a lady who's sure all that glitters is gold and she's buying a stairway to heaven." zamknęłam oczy. Nie zasnę przez nadmiar dzisiejszych emocji. Najcudowniejsze wejście perkusji jakie było mi dane usłyszeć w całym swoim życiu... "If there's a bustle in your hedgerow, don't be alarmed now, it's just a spring clean for the May queen." Na genialną solówkę gitarową podgłaśniam. Z niesłabnącym zachwytem słucham jak Robert Plant wyśpiewuje w nieskończoność ostatnie "And she's buying a stairway to heaven.". Zdjęłam słuchawki i włożyłam je razem telefon z powrotem do kieszeni. Zaciekawiona skierowałam wzrok na chłopaków. Niezniechęcony Liam nadal próbował poruszyć odpowiednie struny a Tomlinson położył się na kanapie i tak samo jak ja przed chwilą bawił się telefonem. Jest już 23;47. Ten dzień zleciał bardzo szybko. Gdy wróciliśmy było chwilę po 20. Zjedliśmy wtedy kolację i obejrzeliśmy te parę zdjęć. Byłam naprawdę pod dużym zdziwieniem że Cola uwieczniła to w tak przerażający sposób. Większość zdjęć była zrobiona gdy wisieliśmy głowami w dół, co powodowało że od razu przypominało mi się uczucie towarzyszące tamu stanowi.
Nicola przeciągnęła się na kanapie i pocałowała Hazzę.
-Dobranoc.-szepnęła do niego.-Chodź, zawijamy.-minęła mnie i poczochrała całe włosy na czubku głosy. Wychyliłam się z fotela aby walnąć ją w plecy ale nie zdążyłam. Dopiłam herbatę z naburmuszoną miną, przy czym udało mi się rozbawić Harrego.
-Dobrej nocy.-pomachałam im i podążając do kuchni aby odstawić kubek.
-Pa.-usłyszałam za sobą, złożone z trzech głosów.
-Cześć !-wrzasnął Niall, tak głośno że aż podskoczyłam i o mało co nie upuściłam kubka. Odwróciłam się do chłopaków.
-Pogięło się?-postukałam się w głowę.-Zamknij się, kretynie.
Blondyn zaśmiał się, już trochę ciszej.
-Co ci jest?- Louis uniósł brew i obrzucił Nialla pogardliwym spojrzeniem.
Liam powrócił do próby gry na gitarze.
Hazza pacnął Horana w głowę a ja ponownie skierowałam się do kuchni.
-I jak się spało?-zapytał go Harold.
-Super. Tylko masz takie twarde ramiona.-westchnął.- Przypakuj albo ubierz jeszcze jeden sweter. Ał!- zapewne znowu oberwał.
Poszłam schodami na górę, mijając uchylone drzwi do pokoju Nicoli zobaczyłam że siedzi nad otwartą walizką i starannie pakuje ciuchy.
-Ty lepiej też się za to zabierz. -poradziła mi.
-Ok. Racja. Ale przyznaj ze te 10 dni szybko zleciało.
-Strasznie. Nie wiem kiedy znowu się z nimi zobaczymy.-posmutniała.
-Wyluzuj. Było świetnie i o tym myśl. O dzisiejszym dniu. O tym że nie wsiadłaś z nami na tą świetną kolejkę.-westchnęłam z rozmarzeniem.
-Skończ.-zmrużyła oczy.
-Nie ma sprawy.-posłałam jej buziaka.-Słodkich snów.
-Nawzajem. Pa.-uśmiechnęła się.
Miałam ochotę walnąć się na łóżko w ciuchach, gdy tylko przekroczyłam próg pokoju. Niestety musiałam się jeszcze spakować. Podeszłam do walizki, która wyglądał jakby z zewnątrz ktoś poobklejał ją kartkami z komiksów i otworzyłam ją. Za jednym zamachem wyjęłam wszystkie ciuchy pozwijane w szufladzie komody z jasnego drewna i upuściłam je prosto do walizki. Nogą ugniotłam wszystkie ciuchy i zatrzasnęłam walizkę. Zostawiłam jedynie komplet na jutro i dres do spania. Poszłam wziąć prysznic i po 10 minutach byłam w łóżku. Ostatnia noc. Momentalnie przypomniała mi się pierwsza... Robiłam o piątej rano naleśniki z Niallem. Bez komentarza. Zasnęłam przypominając sobie najcudowniejsze chwile z całego pobytu w Norwegii.
świetnie tutaj u Ciebie ! :)
OdpowiedzUsuńfantastycznie tu u Ciebie :)
OdpowiedzUsuń