niedziela, 28 października 2012

#Rozdział dwudziesty.

 *Oczami Julii*

-Rozchmurz się.-szturchnęłam Nialla w ramię.
Gmerał łyżką w misce z płatkami i podpierał głowę ręka. Spojrzał na mnie ironicznie i westchnął.
-Jakbyś zapomniała... To dziś wyjeżdżamy.
-Pamiętam. I co?- uniosłam brew.
-Będę za wami tęsknił.
-Ja nareszcie odpocznę.-zażartowałam i opadłam na swoje krzesło, stające przy stole w jadalni.
Nicola od rana nie rozstawał się z Harrym. Wyobrażałam sobie co czuje. Ja niedługo miałam pożegnać się ze "swoim Harrym", zajadającym właśnie płatki koło mnie. Różnica między uczuciem pomiędzy nami a panującym w związku mojej przyjaciółki, była widoczna. Nie oznaczało to jednak że nie będę odczuwała skutku naszego rozstania. Bardzo rzadko decydowałam się ukrywać jakieś emocje lecz dziś byłam do tego zmuszona. Zależało mi na tym aby nie pogarszając sytuacji Nialla bo była i tak już dość beznadziejna. Było mi bardzo źle gdy patrzyłam w niebieską głębie jego oczu i zdawałam sobie sprawę że nie doszukam się w niej niczego poza smutkiem. Zmusiłam się w tym momencie do uśmiechu. Możliwe że wyglądało to głupio... Nagły przypływ rozbawienia wywołany widokiem ściany. Myśląc o tym szczerze się zaśmiałam. Nie no! Teraz dziewczyny, Harry, Liam i Niall, siedzący w jadalni byli przekonani o postępach choroby psychicznej. Zdusiłam kolejną falę śmiechu kaszlem. Nie odważyłam się spojrzeć na blondyna. Jednak dobry nastrój prysł tak szybko, jak sie pojawił bo przypomniałam sobie że za niecałe 4 godziny zobaczę ich po raz ostatni. Hej! Przecież świat się nie kończy!- dodał mi ciepło otuchy głosik we własnej głowie-Nie widzisz ich ostatni raz w życiu. Za kilka miesięcy znowu się zobaczycie! Zmarszczyłam brwi. Racja. Możliwe że nawet za miesiąc ponieważ Harold ma osiemnaste urodziny. Nastrój mi się polepszył. Nie cierpię swoich huśtawek emocjonalnych -pomyślałam. Nerwy jednak nie opuszczały mnie nadal i nie pozwoliły przełknąć niczego ani na śniadanie, ani na lotnisku.
Specjalnie wybraliśmy ustronne miejsce koło małego baru. Nicola siedziała z Harrym na jednym z krzesełek, a chłopak nie wypuszczał jej z uścisku. Stałam z Lauren, Louim i Liamem, podczas gdy Zayn pomagał Niallowi przy automacie z batonikami, w którym utkwiła mu paczka M&M-sów. Lot chłopaków do Londynu był szybciej niż nasz o ponad 40 minut. Zamyśliłam się na tym, czy moje życie zmieni się po powrocie do Polski. Z zadumy wyrwał mnie jęk Horana.
-Nie udało się? -zapytał Lou robiąc smutną minkę.
-Nie... -Zayn spuścił głowę.-Bardzo mi przykro, robiliśmy wszystko co w naszej mocy. 
Zaniosłam się śmiechem i poklepałam chłopaków po plecach w pocieszającym geście. Nadal się śmieją zrobiłam te parę kroków w stronę automatu i nauczona poczynaniami chłopaków z mojej klasy, podczas szkolnych przerw, dyskretnie aż zdecydowanie, wzięłam krótki rozbieg i zderzyłam się z bokiem automatu. Zadudniło a potem dobiegł do mnie dźwięk zderzających się ze sobą drobnych cukierków. Sięgnęłam po żółtą paczuszkę i jęknęłam. Że też musiał wybrać orzechowe!
-Orientuj się, Horan!- zamachnęłam się i rzuciłam w niego cukierkami.
Pierwszy raz w życiu udało mi się trafić do celu. Paczka uderzyła chłopaka w kark i została w ostatnim momencie przechwycona przez Zayna stojącego obok. Jego mina była nie do opisania. Wyglądał mi na miarę najszczęśliwszego człowieka na świecie. Nie zdziwiłabym się gdyby zaraz zaczął czcić te ohydne, orzechowe cukierki. Nie mogłam tego samego powiedzieć o blondynie. Ruszył na mnie niczym rozjuszony byk oddychając szybko przez zaciśnięte zęby. Nawet nie podjęłam próby ucieczki. Zaśmiewałam się z niego razem z resztą. Doszedł do mnie i podniósł. Już po sekundzie zwisałam zgięta wpół, przerzucona przez jego ramie.
-Niall, idioto...-wykrztusiłam z trudem, widząc do góry nogami Nicolę zalaną łzami ze śmiechu.-Puść mnie boo...
-Bo co? Podskoczysz żeby mi przywalić? -zaśmiał się a mi krew podpłynęła do głowy.
-Tak, podstawię sobie jakiś karton i się zamachnę! -zaczęłam wymachiwać rękami z nadzieję że uda mi się zrealizować swoją groźbę i go walnąć. Szło mi niestety to tak nieporadnie że doprowadziłam go tym do jeszcze głośniejszego śmiechu.
Byłam chociaż spokojna że nikt nie zrobi nam zdjęcia; miejsce które wybraliśmy na oczekiwanie lotu było prawie całkiem puste, chyba ze względu na bardzo wczesną porę. W dodatku miłośnicy wędrówek po ośnieżonych górach z reguły nie wyjeżdżali tak szybko. Została jednak zszokowana niecodziennym widokiem brunetka za barem.
-Postaw ją, Niall.-ten kto wypowiedział te słowa sprawił że znieruchomiałam. Nie byłam w stanie określić kto, bo krew w okolicach uszu głośno szumiała i przytępiała zmysł słuchu.
-Daj spokój tu nikogo nie ma.-odezwał się kto inny, świetnie się bawiąc.
-N... Nie. -wyjąkałam i zaraz dodałam głośniej: Postaw mnie!
Nie poczułam jednak gruntu pod nogami więc spróbowałam się po prostu mu wyślizgnąć ale od razu mocniej zacisnął rękę na moim pasie. Szedł spokojnym krokiem do krzesełek na których wszyscy siedzieli. Piszczałam w duchu że zaraz przydepnie mi włosy, zamiatające po białej podłodze, tuż przed jego czerwonymi butami. Gdy doszedł do czarnych krzesełek z wielkim aktem łaski posadził mnie na jednym z nich, tuż obok Lauren. Zaciągnęłam się powietrzem.
-Masz nauczkę.-uśmiechnął się szeroko.
-Przyznaję że to było niezłe.-podniosłam kciuk do góry.
-Dzięki.
-Wyglądasz jak burak. -zwróciła mi uwagę Lauren.
-Dzięki.-powtórzyłam po Niallu.
-I jak tam?- uśmiechnęła się do mnie Nicola ze stolika obok.
-Bardzo dobrze, dzięki. -odpowiedziałam jej uśmiechem.
Oparła głowę na ramieniu swojego chłopaka a on objął ją w talii i pocałował w czoło. To ja nie przeszkadzam...-pomyślałam i  odwróciłam się od nich unosząc brwi.
-To jak robimy z tymi urodzinami Kędziora? -zwróciłam się do Lou kiedy skończył już się śmiać z tego co właśnie opowiedział mu Liam.
-Wpadacie w lutym. Koniec! -klasnął w dłonie i wyszczerzył się do granic możliwości.
-Na pewno się postaramy!- spróbowałam powtórzyć jego minę i również uderzyłam dłońmi o siebie.
-Myślimy jeszcze tylko nad prezentem. Aha i raczej nie uda się być nam wszystkim wtedy w Londyie. Właściwie to rozegramy to tak że zrobimy mu niespodziankę kilka dni po jego urodzinach bo w ten odpowiedni dzień jedzie gdzieś z mamą i Gemmą. Dajcie znać jak zarezerwujecie lot to umówimy się na konkrety dzień.- puścił do mnie oko.
-Okej.-zaśmiałam się. Matko jak ja dużo się śmiałam przez te 10 dni...-Mamy akurat ferie więc nie sądzę abyśmy się rozmyśliły ze względu na szkołę.
-Będzie ekstra! -Liam wyszczerzył zęby.
-Wymyślimy mu coś niezłego. -Lou zatarł ręce i spojrzał na zegarek.-Kurde! Musimy się zwijać!-powiedział głośniej aby inni go usłyszeli.-Jeszcze musimy dojść do bramki! -wstał i rzucił się po swoją walizkę.
Chłopacy przyszli szybko. Za szybko. Nie zdążyłam pomyśleć a każdy trzymał swoją walizkę. Rzuciłam się w ramiona najbliżej stojącemu Zaynowi.
-Bardzo miło było cie poznać, serio.-powiedział pogodnym tonem ze swoim akcentem.
-Ciebie również, Zayn. -odsunęłam się od niego i uścisnęłam jego rękę.-Ten tatuaż bolał ?-zapytałam zawieszając dłużej wzrok na czarnej dłoni wytatuowanej na jego ręce.
-Nie za bardzo. Gdyby to było zbyt bolesne nie robiłbym pozostałych.-wzruszył ramionami.- Planujesz jakiś? -przytaknęłam.-O! To mogę ci polecić dobrego tatuażystę ...
-Panu już dziękujemy.-Jego miejsce zajął bezceremonialnie Louis.
-Dzięki, Zayn! Na pewno skorzystam .-pomachałam do oddalającego się w stronę reszty chłopaka.
Uściskałam Louisa z całej siły.
-Wszystko się ułoży. Trzeba tylko czasu. -szepnęłam.-Jestem pewna, Lauren nie chowa długo urazy. Miejmy nadzieję że ty też.-poklepałam go po plecach.
-Ja też.-westchnął. Odetchnęłam w myślach gdy nie doszukałam się w jego tonie ani grama smutku czy zażenowania.
-Jesteś świetnym chłopakiem, Lou.- puściłam go w końcu.
-Ty też.
-Miło. -przyznałam z aprobatą.
Podeszłam do Liama.
-Pilnuj ich.-przytuliłam go.-Żeby nie rozrabiali.
-Na pewno im się to nie uda. Przynajmniej kiedy będą ze mną.-poczułam jak bawi się moimi włosami za plecami.
-To był naprawdę świetny czas.-westchnęłam.
-Racja. Szkoda że dobiegł już końca.-uśmiechnął się smutno.
Ku mojemu zdziwieniu Harry oderwał się od Nicoli i podszedł do mnie gdy Louis zajął jego miejsce przy dziewczynie.
-Hej, Harry. -pożegnanie rozpoczęłam powitaniem.-Chciałabym ci coś powiedzieć.
-Słucham.--spojrzał ma mnie z deka zdezorientowany.
-Wiem że kochasz Nicolę z całego serca ale pomimo to powiem ci to bo też ją kocham. Ona już raz płakała przez jednego palanta. Nie była z tamtym blisko ale i tak ją zranił a ja nie chce aby znów chodziła załamana.  Wiem ze ją szanujesz i troszczysz się o nią. Nie bierz tego do siebie co powiedziałam bo bardzo, bardzo cię lubię i idealnie do siebie pasujecie. Gdybyś jednak miał zmienić decyzję ze względu chociażby... dla jej dobra, to zastanów się dwa razy, proszę cię bardzo. Wątpię w to ale mówię to wszystko na wszelki wypadek, naprawdę.-rozłożyłam ręce.
Chłopak słuchał mnie w milczeniu, potakiwał od czasu do czasu.
-Życzę wam jak najlepiej i myślę że jesteś najlepszą osobą na jaką mogła trafić, serio.-przytuliłam go.
-Dziękuję. Bardzo ją kocham i zrobię wszystko żeby była szczęśliwa. Wiem że jest bardzo wrażliwa. Cieszę się że cie w końcu poznałem.-odgarnął grzywkę z twarzy.
-Dziękuje. Ja też nie mogłam się doczekać już od listopada.-uśmiechnęłam się do niego i patrzyłam jak odchodzi do Nicoli. Dziewczyna miała zaczerwienione oczy a pod nimi widniały długie, czarne ślady od tuszu do rzęs, spływające po policzkach. Płakała. Jej, jak dobrze że mnie bardzo trudno doprowadzić do płaczu.
Nagle ktoś przytulił mnie tak mocno jakby chciał mi zgnieść wszystkie żebra. Poczułam jego znajomy zapach i zamiast zaprotestować, uścisnęłam go z całej siły. Myślę że Niall Horan będzie za mną tęsknił. Zdałam sobie sprawę że ja też. I to bardzo. Zastygliśmy tak nie wiem na jak długi czas. Zaczynałam mieć problemy z oddychaniem ale nie przejmowałam się czymś tak błahym w tym momencie.
-To tylko miesiąc, Niall.- powiedziałam, wduszona w jego kurtkę.
Nic nie powiedział.
-Niall?
Zero reakcji.
-Niall, głąbie powiedz coś bo zaczynam się bać!
Zaśmiał się krótko. Odetchnęłam z ulgą. Czy naprawdę można się tak przywiązać do człowieka przez 10 dni?- zastanawiałam się w duchu.
-Dzięki za M&M-sy.- powiedział spokojnym tonem. Poczułam jego policzek na swojej skroni.
-Nie ma sprawy.-uśmiechnęłam się.
-Ale nie myśl sobie że tym coś zyskałaś... I tak cię nie cierpię.-przypomniał mi żartem.
-Ja ciebie też. Z całego mojego różowego, słodkiego serduszka.-wymamrotałam nadal wciśnięta w jego klatkę piersiową.
Nie znałam go od 10 dni. Znałam go od zawsze.
-Niall, chodź tu!- zawołał go Liam.
-Musimy się pospieszyć. -powiedział mi nad uchem blondyn, zduszonym głosem.
Wyplątałam się z jego uścisku.
-Ok.- spuściłam głowę.
Nie, nie ok.
Odwróciliśmy się do wszystkich. Zaobserwowałam jak Nicola w pełni wykorzystuje ostatnią okazję na pocałunek z Harrym.
-Zanim się zwiniemy, przypominam że Zayn ma za tydzień urodziny.-uśmiechnął się szeroko Louis.
Odśpiewaliśmy mu happy birthday w przyspieszonym tempie a potem, z dziewczynami powiedziałyśmy mu "sto lat" po Polsku. Zayn wyglądał na zadowolonego. Najśmieszniej było gdy na odchodnym chłopacy machali i na zmianę mówili "Pa" i "sto lat" w naszym ojczystym języku. Gdy pospiesznie ruszyli do swojej bramki, zobaczyłam że lotnisko nie jest całkiem puste i zaczęło się tu kręcić coraz więcej podróżnych. Gdy szłyśmy już na pokład naszego samolotu, ludzi było już całkiem sporo choć na pewno nie tyle co w ciągu reszty roku.
-Ja przy oknie!- Lauren przepchnęła się przed Colą i usiadła na ulubionym miejscu. Leciałyśmy bez żadnych przeszkód i wspominałyśmy ostatni czas.
-Będę tęsknić za Harrym.- przypomniała nam po raz trzeci Nicola.
-Wiemy...-odpowiedziałyśmy równo z Lauren a trzecia przyjaciółka zarumieniła się.
-Dziękuję że mnie z nimi poznałyście.-miałam ochotę rzucić się dziewczynom na szyje.
-Nie ma sprawy.- uśmiechnęła się Lauren, pokazując wszystkie idealnie proste i białe zęby.-Wiedziałyśmy że się polubicie.
-Racja. A tak w ogó...-nie dokończyła Nicole. Myślałam że chciała powiedzieć o Niallu ale nie chciała wkurzać znowu Lauren.
-Lauren... Jeszcze raz cię bardzo przepraszam za tą akcję w Sylwestra.-powiedziałam, gdy Nicola urwała.
-Już się nie gniewam, naprawdę. Nie zależy mi na nim tak jak kiedyś. Sama nie zachowałam się lepiej od was, więc daję ci wolną rękę w stosunku do niego.-spojrzała na mnie poważnie.
-Dziękuje, kochana ale my nie ...
-Dobra, dobra!- zaśmiała się.-Ja już swoje wiem. Widziałam co było dziś na lotnisku- uniosła brew z niegasnącym uśmiechem.
Przewróciłam oczami. Nie tłumaczyłam się dalej z tego bo jej przypuszczenia były niedorzeczne. Zresztą Niall, jak powszechnie było wiadomo wolał "te nieśmiałe" a ja NA PEWNO się do nich nie zaliczam.
-Ok. Już się nie obrażaj.-zrobiła naburmuszona minę. Myślę że chciała mnie tym przedrzeźnić.
Pokazałam jej język i zmieniłam temat:
-Kiedy wam się najbardziej podobało?
Nie było mi więcej trzeba aby odwrócić ich uwagę. Nicole opowiedziała nam o spacerze z Hazzą, kiedy się pogodzili a Lauren przypomniała nam o wyprawie na sanki.
-A tobie co się najbardziej podobało?- zapytała mnie Lauren.
Mogę o tym wspomnieć czy się obrazi? Powiedziała że sie nie gniewa wiec wspomniałam:
-Też pierwszy dzień. Tak jak Nicoli. Robiłam z Niallem naleśniki o piątej rano.
Dziewczyny ryknęły śmiechem. Mój fotel kopnęła niby to przypadkiem jakaś babcia siedząca za mną. Nie przejęłam się nią i zaśmiałam się krótko.
-I jeszcze park rozrywki, wczoraj.-dodałam.
-Racja. Było super! -Lauren ożywiła się.
Śmiałyśmy się przez cały lot. Gdy dotarłyśmy na lotnisko, Lauren zgarnął jej tata, z którym zamieniłyśmy dwa zdania i zamówiłyśmy z Nicolą taksówkę aby dojechać do jej domu, skąd miała mnie odebrać moja mama.
Na wejściu wyściskała nas jej rodzicielka.
-Opowiadajcie mi zaraz wszystko!- zażądała.
Zanim Nicola odniosła swoją walizkę na piętro, opisałyśmy po skrócie każdy dzień, obiecując szczegółową relację za pół godziny gdy moja mama przyjedzie.
Weszłyśmy na górę troszkę ogarnąć się po locie. Właśnie rozczesywałam swoje brązowe włosy a Nicola stanęła w drzwiach łazienki i po chwili namysłu przysiadła na blacie naprzeciwko mnie.
-Dziewczyno, właśnie spędziłyśmy super 10 dni z One Direction. Wierzysz w to?!
Odłożyłam szczotkę i spojrzałam na nią ze zmarszczonymi brwiami.
-Wiesz, że dopiero teraz tak o tym myślę?- przyznałam.
Pokręciła głową.
-Żadne ich zachowanie -powiedziałam powoli- nie zdradziło że siedzą w show biznesie. Są... Normalni.
Przyznała mi rację. Wkrótce przyjechała moja mama. Teraz zdałam sobie sprawę z tego jak się za nią stęskniłam. Pierwsze je pytanie, które niemalże zadała z progu brzmiało:
-Byłyście grzeczne?
Jak obiecałyśmy, opowiedziałyśmy troszkę bardziej szczegółowo każdy dzień. Niektóre fakty sprytnie ominęłyśmy i zabrałyśmy się za wcielania w życie planu wyjazdu do Londynu za miesiąc. Odpowiedź: "zastanowimy się". Jak zwykle. Mama mojej przyjaciółki zdecydowała się przedyskutować się to jeszcze z tatą Nicoli. Ja nie martwiłam się o to czy mój ojciec się zgodzi bo od 14 lat mieszkał z moim starszym bratem w Hiszpanii. Nie widziałam się z nim od kiedy miałam roczek... Od kiedy wyjechał. Zero kontaktu. Jedynie Adam okazjonalnie dzwonił do mamy. Był już dorosły więc się o niego nie martwiłyśmy.
Po przyjeździe do domu rzuciłam się na łóżko i zamiast się rozpakować, nałożyłam słuchawki i puściłam sobie wszystkie utwory po kolei. Mama musiała wrócić potem do firmy bo mieli jakieś braki w dokumentach. Tylko dlatego było mi dane siedzieć w spokoju z bałaganem w pokoju i nierozpakowaną walizką. Pogrążyłam się w zamyśleniu, już któryś raz dzisiaj. Niektórym ludziom zależało na popularności jeśli utrzymywali jakieś znajomości ze sławami. Wiedziałam jakby chłopacy się czuli gdyby Nicola opublikowała jakieś zdjęcia z Norwegii. Zaraz by popłynęły lawiny pytań... "Harry, czy to twoja nowa dziewczyna?" "Od jak dawna jesteście razem?" "Gdzie się poznaliście?" "Dlaczego ukrywałeś ją przed światem?". Żenada. Pewnie mnie i Lauren też by nie dawali spokoju. Przynajmniej w internecie. Pamiętam jak niektóre "Directionerki" najeżdżały na byłą Harrego na facebooku i twitterze. Było o tym we wszystkich gazetach jakie wpadały mi w ręce. Nie często jakieś czytałam ale zawsze się na to natknęłam. Oczywiście nie brakowało tez artykułów o tym że jego dawna dziewczyna jest w ciąży, że ich związek jest ustawiony itp. Szmatławce musiały mieć o czym pisać więc wymyślały wyssane z palca historie. Wtedy zaprzestałam kupowanie jakiejkolwiek prasy i przerzuciłam się na książki. Podsumowując: nie miałam najmniejszej ochoty aby ktoś oprócz rodziny i bliskich przyjaciół zarówno moich jak i chłopców, dowiedział się o naszym wyjeździe. Wstałam z łóżka i upchnęłam walające sie po podłodze i w walizce ciuchy na ślepo do szafy z jasnego drewna, wyniosłam śmieci a resztę gratów wsadziłam do szuflad pod biurkiem. Odpisałam na  kilka esemesów od znajomych ze szkoły, w których życzyli mi szczęścia w Nowym Roku i postanowiłam nadrobić nieprzespane godziny.
Obudziłam się akurat na kolacje i przegadałam z mamą cały wieczór. Teraz było po 22-ej. Siedziałam z nosem w książce z serii o Harrym Potterze, pochłonięta 13-tym rozdziałem wyjątkowo grubego tomu gdy usłyszałam wibracje telefonu na biurku. Walić to-pomyślałam i poprawiłam sobie na nosie okulary do czytania. Zaraz przyszedł nowy esemes. Warknęłam i pozostawiwszy otwartą książkę wstałam z łóżka. Przeciągnęłam się i usłyszałam jak strzelają mi stawy. Chwyciłam za telefon. Jeden esemes przypominał mi o zaskakująco korzystnej ofercie, od mojego operatora. No jasne. Z kim niby miałby esemesować na zawsze samotny człowiek mojego pokroju? Usunęłam wiadomość i przeczytałam drugą. Nadesłał ją jakiś nieznany numer.
"Mam nadzieję że lot Wam dobrze minął. Masz pozdrowienia od chłopców. Dobranoc xx -Niall" Uśmiechnęłam się i zapisałam sobie jego numer.
"Bez przeszkód. Dzięki Wam bardzo. Też ich pozdrów. Dobrej nocy."-odpisałam od razu i wróciłam na łóżko do swojej lektury.