sobota, 22 września 2012

#Rozdział siedemnasty.


*Oczami Harry'ego*
Obudziłem się obok niej. Obok dziewczyny, którą kocham. Jeszcze spała. Przytulała głowę do poduszki. Wyglądała tak słodko i niewinnie. Nie mogłem przestać się na nią patrzeć. Leżałem tak ponad pół godziny wpatrując się w nią. Pocałowałem ją w jej gładki, lekko różowy policzek. Delikatnie się uśmiechnęła i zaczęła powoli otwierać oczy.
-Dzień dobry śpiąca królewno.
-Hey.-odpowiedziała jeszcze zaspanym głosem i przeciągnęła się delikatnie.
-Jak się spało ?
-Przy Tobie ? ... rewelacyjnie-uśmiechnęła się i przytuliła do mnie - A Tobie jak się spało ?
-Szczerze ? - spojrzała na mnie jakby chciała powiedzieć "no nie inaczej" - Jeszcze nigdy lepiej mi się nie spało - pocałowałem ją w czoło a ona słodko się uśmiechnęła. Spojrzałem jej w oczy i już nie mogłem oderwać od niej wzroku.
-Co się tak patrzysz hmm ? - zapytała po chwili ciszy.
-Nic, nic, po prostu... Cieszę się, że jest tak jak dawniej. - nic nie odpowiedziała, tylko uśmiechnęła się i po chwili nasze usta się połączyły.
-Ja też - szepnęła mi do ucha kiedy już się od siebie oderwaliśmy.
Przekręciłem ją, tak, że leżała na mnie, a nasze usta ponownie się złączyły. Zatonąłem w tym pocałunku, lecz po chwili oderwała się ode mnie.
-Dobra Styles, koniec tego dobrego - powiedziała i wygramoliła się z łóżka. - Co chcesz na śniadanie?
-Nie wiem, co proponujesz?
-Nie wiem co jest w lodówce. Czy w ogóle coś jest, czy może już Horan wszystko wyżarł.
-A wiesz, to bardzo możliwe - spojrzałem na nią w tym samym momencie co ona i po chwili wybuchnęliśmy śmiechem.
-Dobra, to ty się zastanów a ja idę się umyć - powiedziała i zniknęła za drzwiami łazienki.
Jest cudowna. Tak się cieszę, że znów jest tak jak dawniej. . Że znów mogę poczuć jej usta, widzieć jej uśmiech, słyszeć jej głos. Położyłem się i wpatrywałem w sufit rozmyślając. O mnie, o niej. O nas. Nie wiem ile tak leżałem. Ktoś wyrwał mnie z transu wchodząc do pokoju. To była Nicole. W samym ręczniku. Szukała czegoś w szafie. Na jej widok szeroko się uśmiechnąłem i podszedłem do niej od tyłu po czym delikatnie pocałowałem ją w szyję.
-Haha, Harry, to łaskocze - powiedziała roześmiana.
-Jesteś wspaniała, wiesz?
-Nie, nie wiem. Ale dziękuję - odwróciła głowę i pocałowała mnie. Był to szybki, lecz czuły pocałunek.
Oderwała się ode mnie, zwinęła ciuchy i znów zniknęła za drzwiami łazienki. Wyszła po jakiś piętnastu minutach. Chwyciła mnie za rękę i skierowaliśmy się na dół zamierzając zjeść śniadanie.
W kuchni siedział Niall, Lou i Julia. Kiedy tylko przekroczyłem próg blondyn podszedł do mnie.
-I jak stary? Udana noc? -Zapytał poruszając znacząco brwiami.
-Do niczego nie doszło Horan. -Spojrzałem na niego wkurzony i podszedłem do lodówki.
-Idiota. -Zmierzył mnie od góry do dołu i znów usiadł przy stole.
Spojrzałem na niego złowrogo a ten podniósł obie ręce do góry i udawał niewiniątko.
Zrobiliśmy z Nicole kanapki i usiedliśmy do stołu by wreszcie spożyć posiłek.

***

*Oczami Nicole*
-Mam ochotę, na coś słodkiego - chlapnął nagle Niall.
-To idź do sklepu i sobie coś kup - odpowiedział mu Liam.
-Nie chce mi się iść. Zayn ! idź do sklepu! - krzyknął do chłopaka.
-Chyba sobie jaja robisz.
-Szczerze, to też mam ochotę na coś słodkiego - odezwała się Julia. Zaraz po niej Lou i Lauren równo powiedzieli "Ja też"
-To sobie coś zróbcie - powiedziałam nie odwracając głowy od ekranu telewizora.
-Co ? - Wszystkie twarze odwróciły się w moją stronę.
-Jeśli nie chce wam się iść do sklepu, to zróbcie sobie ciasto albo coś.
-Jezu... nie chce mi się - powiedziała dobita Julia.
-Ja bym zrobił, ale nie umiem. Spieprzę to - warknął wkurzony Horan.
Dalej siedziałam na kanapie próbując oglądać film, lecz niestety nic nie słyszałam gdyż wszyscy prowadzili zażartą konwersację na temat ciasta, którego nikomu nie chcę się robić i dalszych zażaleń jakby to zjedli coś słodkiego. Zamknęłam oczy i zacisnęłam zęby. Było tak głośno że nie słyszałam własnych myśli.
-Spokój! -Krzyknęłam w końcu. -Zrobię wam to ciasto, pod warunkiem, że w końcu zamkniecie gęby! -Powiedziałam już ciszej. Wszyscy spojrzeli na mnie z wielkimi bananami na twarzy.
Wstałam z kanapy kierując się w stronę kuchni. Zaczęłam kolejno trzepać szafki z nadzieją, że znajdę potrzebne składniki.
-Pomóc Ci? -Zapytał Harry wchodząc do kuchni.
-Nie dzięki, poradzę sobie. Idź oglądać ten film. -Odpowiedziałam sięgając cukier z najwyższej półki, co nie do końca mi się udawało.
Podszedł do mnie i bez problemowo sięgnął to co potrzebowałam.
-Pewna jesteś? -Powiedział podając mi cukier unosząc przy tym jedną brew.
-Jasne.-Zaśmiałam się delikatnie i spojrzałam na niego. W końcu nic dziwnego, był o mnie wyższy o dobre 10cm.-No dobra, może przyda mi się mała pomoc.
Nic nie odpowiedział, tylko szeroko się uśmiechnął.
Wyjęłam z szafki wszystkie możliwe miski i stopniowo przypominałam sobie stary przepis mojej babci na Rafaello, notując wszystko na kartce. Harry Szperał w tym czasie w jednej z wiszących szafek szukając galaretki.
-Mam! -Krzyknął nagle, tak głośno, że aż podskoczyłam, a na karteczce z przepisem pojawiła się teraz wyrazista prosta.
-Naprawdę? to, że znalazłeś galaretkę jest powodem takiego krzyku? -Spojrzałam na niego dając mu zarazem do zrozumienia, że było to nie potrzebne.
-Tak, szukałem ją tam ponad 10 minut! -Odparł zbulwersowany.
-Jeszcze powiedz, że to moja wina. -Przewróciłam oczami i znów zaczęłam zapisywać karteczkę.
-Owszem, Twoja.
-Co?! -Spojrzałam na niego z pod byka.
-No przecież to Ty ją tam schowałaś!
-Harry, to, że schowałam ją do szafki z przyprawami, kisielami i innymi takimi to raczej nie dziwne, a ta szafka nie jest na tyle głęboka, żebyś szukał przez pół godziny durnej galaretki!
-Nie przez pół godziny, tylko dziesięć minut, przecież mówiłem.
-To był sarkazm, Styles. -Spojrzałam na niego jak na idiotę i odwróciłam się do niego plecami.
-Tak czy siak, to twoja wina. -Po tych słowach nie ukrywałam tego, że jednak mnie zdenerwował. Zrobił aferę przez głupią galaretkę.
-Wiesz co, weź wyjdź! -Powiedziałam dość głośno. -Mam Cię dość!
-Dobra! -Skierował się w stronę drzwi.
Wzięłam głęboki oddech i znów wróciłam do pisania przepisów, lecz nie mogłam się na niczym skupić.
Chwyciłam mąkę, miskę i jakąś szklankę. "Dobra, więc dwie szklanki mąki" powiedziałam w myślach i wsypałam mąkę do szklanki po czym przesypałam do miski. Sięgając cukier szklanka wyślizgnęła mi się z ręki i spadła na podłogę tłukąc się.
-Cholera. -Powiedziałam sama do siebie i zaczęłam zbierać szkło.
Usłyszałam kroki zbliżające się do mnie. Odwróciłam się, żeby sprawdzić kto to. Oczywiście tym "kimś" okazał się być nie kto inny jak Harry.
-A Ty po co znów tu przylazłeś? -Zapytałam zerkając na niego.
-Obiecałem, że Ci pomogę no i usłyszałem trzask.
-Nie obiecałeś i spoko, nic mi nie jest. -Wróciłam do sprzątania rozbitej szklanki.
-Tobie może i nie, ale szklanka tego nie przeżyła. -Powiedział cicho się śmiejąc.
-No co ty nie powiesz. -Pokręciłam głową.
Przysiadł obok mnie. Delikatnie skierował dłonią moją twarz w jego stronę.
-Nie gniewaj się.
-Nie gniewam się. -Może i skłamałam, a może nie. Sama już nie wiem. -Tylko nie potrzebnie robisz aferę z takich gówien.
-Czyli jednak się gniewasz.
-Mówiłam Ci już, żebyś wyszedł nie? -Spojrzałam na niego z przymrużonymi oczami.
-Ej no, przepraszam, przyznaję, to był głupie.
-Haha, no nie gadaj.
Złapał moją twarz w dłonie zbliżył się i złączył nasze usta w długim pocałunku.
-Każdy dobry związek opiera się na bezsensownych kłótniach. -Powiedział kiedy już się od siebie oderwaliśmy i puścił mi oczko.
-Eeeem... To pomożesz mi posprzątać to szkło? -Powiedziałam jakby nigdy nic i zaraz obydwoje wybuchnęliśmy śmiechem.
Wróciłam do robienia ciasta. Wsypałam do miski jeszcze proszek waniliowy i cukier. Po czym stanęłam nad miską i gapiłam się w nią myśląc o czym zapomniałam.
-A jajka? -Zapytał Harry zaglądając mi przez ramię.
-No właśnie, jajka. -Walnęłam się otwartą dłonią w czoło.
-Widzisz, nie poradziłabyś sobie beze mnie -Powiedział otwierając lodówkę i szczerząc się.
-Taak, oczywiście. -Spojrzałam na niego i przygryzłam dolną wargę. Wcześniej nie zauważyłam, że ubrał fartuszek. Wyglądał komicznie ale za razem pociągająco. -Skąd wiedziałeś, że cztery? -Zapytałam patrząc jak niesie jajka.
-Czytam Ci w myślach kochanie. -Posłał mi buziaka a ja się zaśmiałam.
-Dokończysz to? Ja się zajmę kremem.
-Pewnie. -Puścił mi oczko i zaczął kolejno wbijać jajka do miski.
Chwyciłam drugą miskę i wlałam do niej dwie szklanki mleka. Poszperałam w szafce i znalazłam budyń śmietankowy, którego na szczęście jeszcze nikt nie wyjadł. Mam tu oczywiście na myśli Horana. Otworzyłam jedną z szuflad i wyjęłam z niej wiórki kokosowe. Chyba tylko ja lubię jeść je na sucho, więc paczka pozostała nietknięta.
Dodałam znalezione składniki do miski i włączyłam blender by ubić krem.
Hazz stał obok mnie, mieszając dokładnie składniki na ciasto przy czym było widać jak naprężyły mu się mięśnie. Ten widok mnie rozproszył i przez chwilę nie skupiałam się na niczym innym tylko na nim, do czasu kiedy blender nie zwariował i połowa kremu wylądowała na mnie. Wypuściłam go szybko z rąk zamykając oczy i szeroko otwierając buzię przy czym popłynęło głośne słowo "fuck". Harry spoglądając na mnie wybuchł głośnym śmiechem.
-Ha Ha, bardzo śmieszne.
Podszedł do mnie i zlizał krem z mojego policzka.
-Ale za to Krem wyszedł Ci pyszny. -Znów pokazał te swoje białe ząbki.
-Taa, zrobiłeś już to ciasto? -Zapytałam zcierając z siebie krem.
-Tak. -Podał mi miskę z wyrobionym ciastem.
Wyciągnęłam blachę, wlałam na nią gotową masę i wstawiłam do piekarnika.
-No to mamy 20 minut.
-To teraz mi powiedz, co się stało z tym kremem.
-Nic, blender się zepsuł. -Powiedziałam wyraźnie speszona.
-Czyżby? -Podszedł do sprzętu udowadniając mi, że wszystko jest w porządku.
-Ooo, naprawił się!? -Nie wiedziałam co powiedzieć.
Hazz szydersko się uśmiechnął, zanurzył rękę w paczce mąki po czym opruszył nią moje włosy. Nie pozostałam mu dłużna i zrobiłam to samo. Takim właśnie sposobem rozpoczęła się bitwa na mąkę. Kiedy byłam już praktycznie bialutka Harry wziął do ręki miskę z kremem nad którym się trudziłam, no może nie do końca, ale jednak. Podszedł do mnie i pomazał nim moją twarz.
-Doigrałeś się Styles! -Chwyciłam jajko i rozbiłam mu je na głowie.
Ryknęłam nieopanowanym śmiechem, aż łzy zaczęły spływać mi po policzkach. Harold podszedł do mnie, złapał mnie w tali i zaczął zachłannie całować.
Oderwaliśmy się od siebie i spojrzeliśmy głęboko w oczy. Kocham czuć na sobie jego wzrok a już w ogóle chwile, które wyglądają właśnie tak jak ta.
-Teraz można nas upiec. -Odezwał się chłopak.
-Tak. -Odpowiedziałam tylko nadal wpatrując się w jego zielone tęczówki jak zahipnotyzowana.
Nagle do kuchni wparował Niall'er.
-A co tu tak wesoło? -Powiedział po czym zmierzył nas wzrokiem. -Okej, nie mam więcej pytań. -Zamilkł na chwilę, przeczesując wzrokiem kuchnię, która raczej nie wyglądała najlepiej bo naszej bitwie. -Właściwie mam, jeszcze jedno. Gdzie moje ciasto? -Po jego słowach alarm piekarnika zaczął dzwonić.
Wyjęłam blachę ze środka i położyłam na blacie. Chwyciłam miskę z kremem, w której niewiele już zostało i rozłożyłam równomiernie na upieczonym cieście po czym włożyłam gotowe ciasto do lodówki.
-Za jakieś piętnaście do dwudziestu minut możesz jeść. Ciasto musi trochę przestygnąć. A teraz przepraszam, ale idę się umyć.
-Ej, poczekaj, dziękuję. -Podszedł do mnie i dał mi buziaka.
-Nie ma za co, dobrze się bawiłam. -Spojrzałam na loczka.
Ruszyłam razem z Harrym w stronę schodów, ale gdy już przekroczyłam próg kuchni, zaraz się wróciłam.
-A, Niall, jak możesz, posprzątaj tu trochę.
-Że co?!
-Dziękuję! -Uśmiechnęłam się, posłałam mu całusa i ruszyłam na górę zażyć gorącą kąpiel.

____________________________________________________________________________

Przepraszam, że tak długo nic nie dodawałam, ale zaczęła się szkoła, no i jakoś nie było czasu. ;c
Ten rozdział taki z deka przesłodzony, wiem, ale nie było pomysłów i tylko coś takiego wpadło mi do głowy. 
Piszcie czy może być ;)
Postaram się dodawać częściej rozdziały. Jak tylko będę miała czas dodam następny :)

sobota, 1 września 2012

#Rozdział szesnasty.

*Oczami Lauren*

Nie mogłam z powrotem zasnąć. Kilka minut temu obudził mnie silny wiatr za oknem i ciągle rosnął w siłę. Nie zastanawiając się długo, wysłałam smsa do Lou "Nie mogę spać. Chodź na górę.". Nie czekałam na to aż odpisze tylko próbowałam usłyszeć jak wchodzi po schodach. A może nie przyjdzie? Może ma ważniejsze rzeczy do roboty o 3-ciej w nocy? Na przykład spanie? Jednak po chwili usłyszałam jak moje drzwi lekko zaskrzypiały i zobaczyłam w mroku Louisa.
-Hej. Co się dzieje?
- Nie cierpię jak tak wiatr wieje.-wzdrygnęłam się.- Siadaj.-zachęciłam go skinięciem głowy.
Lou podszedł do łóżka i przełożył leżący w jego rogu stanik, powstrzymując się od śmiechu i usiadł. Poczułam że robię się cała czerwona. Zawsze miałam niezły bałagan. Ale Louis miał u siebie w pokoju to samo.
-To dlatego budzisz mnie w środku nocy?-zapytał z udawanym oburzeniem.
-Oj przepraszam...-wyszeptałam teatralnie tak jak on.- Nie miałam na celu pana odciągać od takich zajmujących czynności jak spoczynek.
Zaśmiał się i powiedział:
- Jeśli tylko będziesz chciała porozmawiać jestem do dyspozycji.-rozłożył ramiona.- Mów mi o wszystkim i budź nawet kilka razy w środku nocy jeśli cie tylko najdzie na to ochota.
- Na pewno skorzystam.
-Jak tam z Niallerem? Widziałem dziś że jest ok, ale chciałbym poznać twój punkt widzenia.
-Hm... Wybaczyłam mu i pozostaliśmy na przyjaźni. I tak bym z nim najprawdopodobniej niedługo zerwała.-wzruszyłam ramionami.-Naprawdę nie mam mu już tego za złe.
-To dobrze.-uśmiechnął się i po chwili namysłu dodał- Dlaczego chciałaś zakończyć ten związek?
Nie chciałam mu od razu mówić że to ze względu na coraz bardziej rosnącą sympatię do jego osoby, więc wybrałam inny powód dla którego uważałam że nasz związek nie będzie miał przyszłości:
-Po prostu, kiedy go zobaczyłam spodobał mi się. I traf chciał że ja mu też. Co mieliśmy do stracenia? Jednak to było tylko zauroczenie. Z czasem przeszło w zwykłą sympatię.
-Wiesz... -odnalazł w mroku moją rękę i ujął ją.- Ja bym ci nigdy czegoś takiego nie zrobił. Bez względu na okoliczności.
Spojrzał na mnie tak czule, że onieśmielona spuściłam wzrok.
-Nie mów tak, jakby popełnił przestępstwo. To twój przyjaciel.- nadal nie podnosiłam głowy.
-Wiem. I mam nadzieję że zawsze nim będzie. Oni... Ta czwórka małolatów to najlepsze co mnie spotkało.-uśmiechnął się szeroko.
Mimo woli spojrzałam na nasze splecione ręce i poczułam motyle w brzuchu. Od niedawna zaczęłam zdawać sobie sprawę z tego że chciałabym aby między mną a Lou, było coś więcej niż przyjaźń. Jednak dopiero co zakończyłam jeden związek, więc nie miałam zamiaru wdawać się w nowy w najbliższym czasie.
-Coś nie tak?-wyrwał mnie z zamyślenia.
-Nie...-uśmiechnęłam się niepewnie.
Nie chciałam żeby między nami zaszło teraz coś więcej, a nie miałam pewności do czego Louis zmierza. Nie chciałam go też urazić i kazać mu wyjść, bo dobrze mi się z nim rozmawiało, zresztą jak zawsze.
-Powiedz mi jedną rzecz...-zaczął znowu.- Nie zamierzasz do niego wracać?
-Nie.-odpowiedziałam szczerze.
-Dlaczego?- przekrzywił głowę.-Może to tylko przejściowy kryzys?
-Jestem pewna że nic do niego już nie czuję i to się nigdy nie zmieni.-odpowiedziłam szybko, mając nadzieję że nie będzie dalej drążył tematu.
- Ale przecież to się dzieje w różnych związkach...
- Louis, dlaczego ty mnie nie słuchasz?-przerwałam mu bezczelnie.- Nie chcę z nim być i skończmy ten temat!
- Powiedz mi chociaż dlaczego.-powiedział błagalnym głosem.- Widzę że nie mówisz mi wszystkiego! Widzę to w twoich oczach, że kłamiesz.
- Nie rozumiesz ż nie będę z nim szczęśliwa?!-nie zważałam w ogóle na to że podniesionym głosem mogę wszystkich obudzić.-Naprawdę nie pojmujesz że nie będę szczęśliwa z nikim oprócz ciebie?-wyznałam w przypływie emocji i natychmiast tego pożałowałam.
Nawet bez obecności dobrego oświetlenia zauważyłam że twarz Louisa zastygła z szeroko otwartymi oczami. Chłopak powoli zbliżył twarz do mojej.
-Dlaczego nie powiedziałaś mi tego wcześniej, głuptasie?-zapytał marszcząc brwi i położył mi dłoń na policzku.
Odsunęłam się od niego gwałtownie.
-Nie.-powiedziałam cicho gapiąc się w kołdrę na moich kolanach.
-Ale przecież powiedziałaś że...-przerwał zdziwiony sprzecznością mojej reakcji ze słowami, które przed chwilą z siebie wyrzuciłam.
-Tak, wiem co powiedziałam. Ale nie wspomniałam słowem o tym, że jestem gotowa na nowy związek.-powiedziałam z ironią w głosie.
-Wiesz co? Nie rozumiem kobiet!-westchnął głośno.- Myślę że powinnaś się w końcu zdecydować.-wstał z miejsca i zaczął iść w kierunku drzwi.- Aha!-odwrócił się w moją stronę z zamiarem wygłoszenia kolejnej mowy.
-No?! Co masz mi mądrego do powiedzenia?!- wycedziłam przez zęby.-Prawdziwy przyjaciel by się tak nie zachował!
-To teraz przyjaciel?! A za 10 minut kim mam być dla twojej wygody?- prychnął.- W sumie to się nie dziwie Niallowi, wiesz?! Też bym miał dość takiego zachowania po dłuższym czasie!- i trzasnął za sobą drzwiami.
Nie wiem ile czasu jeszcze siedziałam w bezruchu gapiąc się w miejsce w którym go widziałam ostatni raz. Albo byłam zwykłym nieudacznikiem w sprawach z chłopakami, albo najzwyczajniej w świecie byłam rozkapryszoną dziewczynką. Louis miała rację... To ja byłam wszystkiemu winna. Gdybym chwilę temu nie powiedziała mu o swoich uczuciach, pewnie byśmy siedzieli tu razem i rozmawiali o czymś przyjemnym. Ale tak nie było. Moje serce zostało rozerwane ponownie. Nie miałam pojęcia ile jeszcze wytrzymam ze swoim czasem irracjonalnym zachowaniem. Byłam pewna że nie długo. Co miałam ze sobą zrobić? Przestać się z nimi spotykać? Nie, za bardzo ich kochałam. Przywiązałam się do nich jak do braci i wolałam znosić ból który czułam teraz, niż taki który czułabym po odcięciu się od nich. Właśnie zdałam sobie sprawę że już od dłuższego czasu płaczę, bo moje policzki były całe mokre od łez. Przetarłam je palcami i walnęłam głową na poduszkę.

*oczami Nialla*
Wstałem z łóżka ciągle myśląc o tym co usłyszałem wczoraj w nocy. nie wiedziałem co o tym wszystkim myśleć. Byłem rozdarty ... Z jednej strony dziewczyna na której mi zależało właśnie pokłóciła się ze swoim niedoszłym "chłopakiem" a z drugiej oni oboje byli moimi przyjaciółmi i od kilku godzin cierpieli. Wchodząc do salonu nawet nie starałem się żeby nie wyglądać na zamyślonego.
- No hej.- przywitała mnie Nicola z kanapy, siedząc obok Harrego.
- Cześć. - odpowiedziałem jej.
- co masz taka minę? -zapytał Hazza.- stało się coś?
- nie, wiesz co... Chyba się nie wyspałem po prostu. Idę coś zjeść. - skierowanej się w stronę kuchni.
zamiast zrobić śniadanie oparłem się o blat i dalej pogrążyłem się w zamyśleniach.
Na ziemie sprowadził mnie głos Lauren.
- co jemy?- zapytała otwierając lodówkę zupełnie sztucznym głosem.
- wyjmij co chcesz, ja nie mogę się zdecydować.- powiedziałem wzruszając ramionami.
Nie byłem pewny czy powiedzieć jej ze słyszałem wczoraj w nocy cała ich rozmowę.
- jak już tu jesteście to zróbcie mi tosta.- odezwała się Julia sennym głosem stając w drzwiach kuchni.
- ok. Nie ma sprawy.- odowiedziała Lauren nie wyjmując głowy z lodówki.- a ty w końcu coś chcesz. - zwróciła się do mnie.
-nie dzięki. Może później.-wyszedłem z kuchni i udałem się do salonu.
Nicola rozmawiała z Haroldem na kanapie a Julia skakała po kanałach telewizora siedząc w fotelu.
- coś się stało?- zapytała cicho gdy spojrzałem mi w oczy.
- musimy pogadać.- powiedziałem.- ale w pokoju.
O nic nie zapytała tylko wstała i poszła za mną do mojego pokoju.
- mów.-zarządzała gdy przekroczyliśmy próg.
-wczoraj w nocy Lauren i Lou ostro się pokłócili.- wypaliłem.
- jak to w nocy? Siedziałeś z nimi?
- nie ale przebudziłem się akurat jak się na siebie wydzierali.
- o co poszło?
- właśnie ... Nie jestem do końca pewien ale...-zawahałem się.- chyba o to ze ona nie chce z nim być, pomimo to ze powiedziała mu ze się w nim zakochała.-poczułem ze moja twarz wykrzywia się mimowolnie- A wiesz, znasz Louisa...On się od razu wkurzył i powiedział ze ma się zdecydować i ze się nie dziwi ze już z nią nie wytrzymywałem. Ja byłem u nich na górze pod drzwiami bo chciałem ich uciszyć ale w końcu jak usłyszałem co się tam dzieje to wróciłem do siebie.
- o matko... Nigdy bym nie powiedziała ze to się tak skończy.- powiedziała Julia kręcąc głowa.
- wiedziałaś o tym ze Louis chce z nią być?
- nie. Ale o tym ze Lauren chce być nim.-powiedziała cicho.
Zatkało mnie.
- od jak dawna to trwa? Dlaczego mi nic nie powiedziałaś ?! - zapytałem z wyrzutem.
- już od...- zastanowiła się chwile.- już od tego jak wróciliście z Turcji.- przyznała ze smutkiem w oczach.- naprawdę bardzo mi przykro Niall.
- mi nadal na niej zależy.- spuściłem głowę.- ale nie cofnę czasu. Nic nie dam rady zrobić.
Otworzyła usta żeby mnie pocieszyć ale szybko zrezygnowała, wiedząc że nie uda jej się tego zrobić. Była jedną z tych osób które nie paplały bez sensu "będzie dobrze", czy "wszystko się ułoży". Wiedziała że się tak szybko nie ułoży i nie chciała mnie okłamywać.
Oparłem jej głowę na ramieniu i podsumowałem :
-To jest w całości moja wina. Nic już tego nie zmieni.
-Chcesz z nią o tym porozmawiać?-zapytała.
-Nie.-odparłem z pewnością.- To by nie miało sensu. Ona już wystarczająco cierpi.
-Masz rację.- zmierzwiła mi włosy.
Kochałem ją jak siostrę ale czasami patrząc na jej uśmiech, w jej oczy i słuchając jej głosu bylem pewien że czuję do niej coś więcej niż to co powinienem. Była mi bliższa niż siostra czy najlepsza przyjaciółka... Ale przecież dopiero co przyznałem się jej że nadal chcę być ze swoją byłą dziewczyną.
-Wiesz co?-odezwała się po chwili.- Wiem że teraz może ci to nie za bardzo pocieszy ale jestem pewna że kiedyś znajdziesz idealną dziewczynę, która będzie ciebie warta. Niestety będzie musiała być naprawdę dobra bo jesteś najlepszym chłopakiem pod słońcem.
-Naprawdę tak uważasz?-roześmiałem się.
-No jasne. Oczywiście że jesteś ale nie licząc Zayna. On jest boski.-westchnęła głośno i również się zaśmiała.-Może chodźmy już na to śniadanie? Pewnie mój tost juz jest gotowy.
-Okej.- i udaliśmy się do kuchni.
Julia miała rację. Na talerzu w kuchni leżały dwa tosty, które od razu porwała i zaczęła jeść. Sam zdecydowałem się na płatki z mlekiem. Po śniadaniu poszliśmy do salonu i usiedliśmy na kanapie razem z Hazzą i Nicolą.
-O, widzę że lepiej się już miewasz?-zauważyła Nicole i uśmiechnęła się do mnie.
-O wiele lepiej.-mimowolnie rzuciłem spojrzeniem na Julkę i dodałem szybko - Zawsze jak coś zjem to czuję się świetnie.
Wszyscy się zaśmiali.
- Możesz uważać jak łazisz?-dobiegł do nas z przedpokoju głos Lauren.
-Przepraszam, myślisz że zrobiłem to specjalnie?-odpowiedział jej Louis.
-Ha! Myślę że sam tego nie wiesz!-odpowiedziała mu ironicznym tonem.
Po chwili dziewczyna weszła do salonu i usiadła na kanapie.
-Wszystko w porządku?-zapytała ją Nicola.
-Oprócz tego że z Louisa jest okropna łajza, wszystko gra.-odparła nadal zdenerwowana.
-Skończ już!-krzyknął Lou stając w wejściu do salonu.-Rozumiem jakbym cię połamał ale tylko lekko cię potrąciłem i przecież przeprosiłem. Mam cię błagać na kolanach o wybaczenie?!
-Ej! Ej! - Harold wstał z miejsca.- Wyluzujcie. Co się z wami dzisiaj dzieje do cholery?-przejechał wzrokiem po ich twarzach.
Nic nie odpowiedzieli. Louis podszedł do kanapy i usiadł tak daleko Lauren jak tylko było to możliwe.
-Cześć!-zawołał Liam mijając wejście do salonu i idąc w stronę kuchni.
-Cześć!-odpowiedzieliśmy mu.
-To co dziś robimy?-zapytała Nicola bardzo się starając żeby jej głos brzmiał normalnie.
-Chodźmy może na jeden dzień do Oslo.-zaproponowałem.-Dawno nie mieliśmy kontaktu z cywilizacją.
-Dobry pomysł.-przyznała Julia.-Liaam! -zawołała w stronę kuchni.- Pospiesz się bo niedługo wychodzimy!
-Okej.-odpowiedział stając w drzwiach.-A gdzie idziemy?
-Chcemy iść do miasta. Możesz iść powiedzieć Zaynowi że jak też chce iść to musi już wstawać?-poprosiła go Nicole.
-Nie ma sprawy. Zaraz jesteśmy gotowi.-uśmiechnął się i poszedł do pokoju Zayna.
Gdy wyszedł zapanowała ciążąca cisza. Katem oka zerknąłem na Lauren. Nadal była wkurzona.
-To jaki mamy plan?-milczenie przerwał Liam, wskakując na fotel.
-Możemy wstąpić do Muzeum Wikingów jak już mamy okazję. Ktoś chętny?-zaproponowała Julia przeglądając jakąś stronę w internecie na komórce.
-Muzeum Wikingów?-Hazza uniósł brew.
-No chyba wiesz kim byli Wikingowie... Nie? -Julia westchnęła, widząc jego zagubioną minę.- No to może Park Vigelanda?
-To juz jest lepszy pomysł.-Harold pokiwał głową.
-Cieszę się.-Julia wyszczerzyła żeby na sekundę, odwróciła się w moją stonę i wyrazem twarzy wyraziła swoją dezaprobatę.
-Jestem!-Zayn wbiegł do salonu.
-Już?-zdziwił się Harry.
-Tak! Ułożyłem włosy w rekordowym tempie!
-Gratuluje.-Harold podszedł i podał mu rękę a potem go uścisnął.
-Dziękuję. Zawsze chciałem żebyś był ze mnie dumny.
Liam odchrząknął.
-Już skończyliście czy potrzeba wam jeszcze czasu?-przewrócił oczami.
- Idziemy.
Pojechaliśmy do Oslo dwoma taksówkami. Gdy byliśmy na miejscu Nicola poszukała w telefonie mapy miasta i poszliśmy do Parku Vigelanda. Chodziliśmy i oglądaliśmy figury Gustava Vigelanda, gdy podeszła do nas grupka dziewczyn.
-Możemy zrobić sobie z wami zdjęcie?-zapytała najwyższa z dziewczyn.
-Jasne!-Harry uśmiechnął się i razem z chłopakami ustawiliśmy się koło Norweżek.
-Czy możesz być naszym fotografem?-zwróciła się jedna z dziewczyn do Nicoli podając jej mały aparat.
-Nie ma sprawy.-wzięła aparat do ręki i zrobiła zdjęcie.
-Dziękujemy wam bardzo.-powiedział dziewczyna i odwróciła się do Nicoli i odbierając od niej aparat zapytała- Ty jesteś Nicol, prawda? Jesteś dziewczyną Harrego?
-Emm...-spojrzała na Hazze, a ten pokiwał głową na tak.- Tak. -Nicole uśmiechnęła się i zarumieniła.
-Jesteś naprawdę śliczna.-powiedziała inna dziewczyna.-Życzymy wam dużo szczęścia!
-Dziękujemy. Kochamy was! -dziewczyny pomachały nam.-Pa!
-Cześć!-pożegnaliśmy się.
Zwiedzaliśmy dalej. Lauren odezwała się kilka razy ale ani razu się nie uśmiechnęła, podobnie jak Lou. Cały czas zastanawiałem się czy porozmawiac z nią o tym gdy wrócimy do domu, ale nie mogłem się zdecydować.
-Chodźmy na obiad. Jestem głodny. powiedział Zayn.
-Super pomysł! Podpisuje się pod nim.-wtrąciłem.
Udaliśmy się do restauracji, kilka razy zatrzymani przez fanki.
-Wracamy do domu czy jeszcze gdzieś idziemy?-zapytał Louis gdy skończyliśmy obiad.
-Może pójdziemy do sklepu?-zapytała błagalnym głosem Julia.-Tylko na chwilę... Pooglądać.-uśmiechnęła się do nas.
-O! Taak!-Nicola ożywiła się.-Hazza możemy, prawda?
Chciało mi się śmiać. Chyba nigdy nie pojmę dlaczego dziewczyny tak reagują na słowa "sklep" albo "zakupy".
-No dajmy się trochę dzieciaczkom pobawić.-Harry pocałował Nicolę w policzek.-Okej, chłopaki?
- Ale ty się dałeś omotać... -westchnął Zayn.
-Cicho! Ja tu pracuję!-uciszyła go Nicola z zawadiackim uśmiechem.
-Niech wam będzie.-zgodził się Zayn.

Dziewczyny biegały po jakimś butiku przez następne dwie i pół godziny a my z chłopakami umieraliśmy z nudów. Gdy wreszcie podeszły do nas, czekających na kanapie w sklepie z torbami w rękach, Julia oznajmiła:
-Możemy już iść.
-Już? Już?-zakpił z niej Zayn.-A może jeszcze jeden sklep zaliczycie?
-Och, wyluzuj.-Lauren machnęła ręką.- Przynajmniej kupiłam sobie boską bluzę.-wyciągnęła ją z torby i pokazała nam.
-A wy co kupiłyście?-zapytałem pozostałe dwie dziewczyny.
Nicola pochwaliła się jasnymi spodniami a Julia szarym swetrem.
-I przez prawie trzy godziny kupiłyście tylko to?-wykrztusił Liam.
-A co? Mamy szukać czegoś jeszcze?-zapytała Nicola.
-Nie! Nie!-krzyknęliśmy.
-Jedziemy do domu.-zarządził Harold.

***

Wróciliśmy przed dziewiętnastą. Dziewczyny poszły odnieść na górę swoje torby.
-To dziś też obejrzymy jakiś film?-zaproponował Hazza.
-A masz coś konkretnego na myśli?-zapytał Zayn.
Hazza już otworzył usta gdy Louis wykrzyknął:
-Nie! Błagam, tylko nie znowu Love Actually!
Hazza naburmuszył się i nic nie powiedział.
-Co jest?-zapytała Nicola schodząc ze schodów.
-Myślimy nad dzisiejszym filmem.-powiedziałem.
-To może Madagascar?-zaproponował Liam.
-Ok. Dobry pomysł.-przyznała Nicola z uśmiechem.-Jedynka czy druga część.
-Jedynkę oglądałam już milion razy.-jęknęła Julia.
-No dobra. To dwójka.-podsumowała Nicola szukając odpowiedniej płyty w szafce koło telewizora.
-Przyniosę coś do chrupania.-zaproponowałem i poszedłem przetrzepać szafki w kuchni.
Kiedy wróciłem z trzema opakowaniami Pringles'ów, reszta siedziała już na kanapie.
Oglądaliśmy film, co jakiś czas wybuchając śmiechem gdy podczas sceny Moto-moto i Glorii w jeziorku, Julia powiedziała dobitnie:
-Moto-moto był gnojem.
-Uuu.. A czym on sobie wyrobił takie zdanie u ciebie?-zapytał Zayn.
-Nie widzisz tego jak on się zachowuje? Widzi w Glorii tylko to że jest taka... Gruba. I to mu się w niej podoba. Tylko to, bo tak naprawdę nie zna jej w ogóle z charakteru.
-Może masz rację.-wzruszył ramionami sięgając po czipsa.
Po raz setny do Harolda przyszedł sms, przy czym jego telefon wydał z siebie irytujący dźwięk.
-Matko, Harry weź wyłącz ten telefon!-zdenerwowałem się.- Musisz akurat teraz z kim sms'ować? Co jest takiego ważnego żeby wszystkim przeszkadzać?
-Przepraszam, już wyciszam.-sięgnął po telefon i bawił się nim kilka minut.
-Z kim tak zaciekle piszesz?-zapytałem się go.
-Z mamą.
-O, Harry przepraszam.- zmarszczyłem brwi bo wiedziałem jak czasem za nią tęskni.
-Dobra, w porządku.-uśmiechnął się nie odrywając wzroku od iPhone'a.
Gdy film się skończył, Zayn przeciągnął się.
-Nie wiem jak wy...-ziewnął.-Ale ja idę się położyć.-wyszedł z salonu.
-Ja też.-powiedziała Nicole i podniosła się z kanapy pociągając Harrego za rękę, po czym razem opuścili pokój.
-A ty idziesz?-zwróciłem się do Lauren.
-Jeszcze chwile posiedzę.
-Ja uciekam.-postanowiła Julia.
Liam spał na kanapie a Louis właśnie wstawał z miejsca.
-Hazza zapomniał telefonu.-skinął głową w stronę małego przedmiotu na stoliku.
-Pójdę mu zanieść.-chwyciłem telefon i udałem się do pokoju Harolda.
Podszedłem cicho do drzwi. Ze środka nie dobiegały żadne odgłosy, ani światło. Nie możliwe żeby już spał, pomyślałem i wszedłem bez wahania zapalając światło.
-Hazz, zapomniałeś tel...-urwałem.
Zaskoczyło mnie to że Harry leżał na łóżku, od pasa w górę nagi. To by było nic, gdyby nie fakt że całował się z Nicolą, pochylając się nad nią. Chłopak poderwał się nagle i zwrócił mi uwagę:
-Puka się.
-Puk, puk.-z trudem powstrzymywałem się od śmiechu.- Nie wziąłeś telefonu z salonu. Nicole podniosła się z pozycji leżącej, usiadła i spłonęła rumieńcem, odwracając wzrok.
-Dziękuję.-powiedział Hazza tonem sugerującym że mam wyjść.
-Nie ma za co.-czułem że zaraz wybuchnę śmiechem więc rzuciłem telefonem celując Haroldowi w głowę i jak najszybciej wyszedłem z pokoju.
W holu parsknąłem śmiechem i wróciłem do salonu. Na kanapie zostali już tylko Lauren i śpiący Liam.
-Co cię tak rozbawiło?-zapytała zaintrygowana.
-Harry i Nicola-otarłem wierzchem dłoni łzy z twarzy.-Przeszkodziłem im w grze wstępnej.
-Ahaa... ?-Lauren wytrzeszczyła oczy.
-No.-znowu zacząłem się śmiać. -A właściwie...
Liam wzdrygnął się przez sen ale się nie obudził.
-I co z Louisem?-zapytałem ostrożnie wpatrując się w Lauren, żeby nie przegapić jej reakcji.
-A co ma być?-zacisnęła usta i wzruszyła ramionami.
Wziąłem głęboki oddech i zdecydowałem się powiedzieć jej o tym co słyszałem ubiegłej nocy.
-Bo wiesz... Wczoraj w nocy...
Odwróciła gwałtownie głowę w moją stronę i spojrzała na mnie wilkiem.
-Słyszałeś wszystko?
-No można by to tak powiedzieć.
-Pięknie.-westchnęła i pokręciła głową.-Jak to się stało że podsłuchiwałeś?
-Nie podsłuchiwałem! Tak krzyczeliście że poszedłem na górę was uciszyć ale Louis już wychodził i wróciłem do siebie.
-Nie tłumacz się dalej.-nakazała mi.-Mów co tam chcesz powiedzieć.
-Wiem że czułaś coś do niego kiedy byliśmy jeszcze razem.
-Co?! Skąd o tym wiesz?-niemal wykrzyknęła.
-To nie jest ważne. Chodzi mi o to że mnie oszukiwałaś od czasu gdy wróciliśmy z wakacji. A teraz, po tym co się stało w Sylwestra wykorzystałaś okazję i zrzuciłaś całą winę na mnie.
-Nie mów tak o mnie!-powiedziała wzburzonym tonem, zaskoczona tym że o wszystkim się dowiedziałem.- To była twoja wina!
-Ale tylko po części. Musisz to przyznać.-odpowiedziałem spokojnie.
-Nie będę się tobie tłumaczyć.-prychnęła.-Nie mam z czego. to ty zakończyłeś ten związek. Czy ja cię kiedykolwiek, podczas czasu gdy byliśmy razem, zraniłam?
-Nie wyprzesz się teraz winy, tyko dlatego że o niczym nie wiedziałem!-zdenerwowałem się jej podejściem do sprawy.
-Już powiedziałam że nie mam zamiaru się tłumaczyć! Idę spać.-wstała i weszła po schodach na górę.
Westchnąłem. Nie wskórałem nic tą rozmową ale przynajmniej Lauren wiedziała co myślę o jej zachowaniu. Szkoda tylko że teraz jest na mnie wkurzona.
-Liam, wstawaj.-szturchnąłem chłopaka, który nadal spał.
-Co?-przebudził się.-Aha... Już, już.-obrócił się na drugi bok i z powrotem zasnął.
Nie zastanawiając się długo, poszedłem położyć się spać aby nie myśleć dłużej o Lauren.

_____________________________________________________________________________

Jest kolejny :)
Udało mi się dodać szybciej. 
Dziękuję za liczne odwiedziny, strasznie się z tego powodu cieszę :)
Ale parę komentarzy by nie zaszkodziło ;p
Do następnego! :)