*Oczami Harry'ego*
Obudziłem się obok niej. Obok dziewczyny, którą kocham. Jeszcze spała. Przytulała głowę do poduszki. Wyglądała tak słodko i niewinnie. Nie mogłem przestać się na nią patrzeć. Leżałem tak ponad pół godziny wpatrując się w nią. Pocałowałem ją w jej gładki, lekko różowy policzek. Delikatnie się uśmiechnęła i zaczęła powoli otwierać oczy.
-Dzień dobry śpiąca królewno.
-Hey.-odpowiedziała jeszcze zaspanym głosem i przeciągnęła się delikatnie.
-Jak się spało ?
-Przy Tobie ? ... rewelacyjnie-uśmiechnęła się i przytuliła do mnie - A Tobie jak się spało ?
-Szczerze ? - spojrzała na mnie jakby chciała powiedzieć "no nie inaczej" - Jeszcze nigdy lepiej mi się nie spało - pocałowałem ją w czoło a ona słodko się uśmiechnęła. Spojrzałem jej w oczy i już nie mogłem oderwać od niej wzroku.
-Co się tak patrzysz hmm ? - zapytała po chwili ciszy.
-Nic, nic, po prostu... Cieszę się, że jest tak jak dawniej. - nic nie odpowiedziała, tylko uśmiechnęła się i po chwili nasze usta się połączyły.
-Ja też - szepnęła mi do ucha kiedy już się od siebie oderwaliśmy.
Przekręciłem ją, tak, że leżała na mnie, a nasze usta ponownie się złączyły. Zatonąłem w tym pocałunku, lecz po chwili oderwała się ode mnie.
-Dobra Styles, koniec tego dobrego - powiedziała i wygramoliła się z łóżka. - Co chcesz na śniadanie?
-Nie wiem, co proponujesz?
-Nie wiem co jest w lodówce. Czy w ogóle coś jest, czy może już Horan wszystko wyżarł.
-A wiesz, to bardzo możliwe - spojrzałem na nią w tym samym momencie co ona i po chwili wybuchnęliśmy śmiechem.
-Dobra, to ty się zastanów a ja idę się umyć - powiedziała i zniknęła za drzwiami łazienki.
Jest cudowna. Tak się cieszę, że znów jest tak jak dawniej. . Że znów mogę poczuć jej usta, widzieć jej uśmiech, słyszeć jej głos. Położyłem się i wpatrywałem w sufit rozmyślając. O mnie, o niej. O nas. Nie wiem ile tak leżałem. Ktoś wyrwał mnie z transu wchodząc do pokoju. To była Nicole. W samym ręczniku. Szukała czegoś w szafie. Na jej widok szeroko się uśmiechnąłem i podszedłem do niej od tyłu po czym delikatnie pocałowałem ją w szyję.
-Haha, Harry, to łaskocze - powiedziała roześmiana.
-Jesteś wspaniała, wiesz?
-Nie, nie wiem. Ale dziękuję - odwróciła głowę i pocałowała mnie. Był to szybki, lecz czuły pocałunek.
Oderwała się ode mnie, zwinęła ciuchy i znów zniknęła za drzwiami łazienki. Wyszła po jakiś piętnastu minutach. Chwyciła mnie za rękę i skierowaliśmy się na dół zamierzając zjeść śniadanie.
W kuchni siedział Niall, Lou i Julia. Kiedy tylko przekroczyłem próg blondyn podszedł do mnie.
-I jak stary? Udana noc? -Zapytał poruszając znacząco brwiami.
-Do niczego nie doszło Horan. -Spojrzałem na niego wkurzony i podszedłem do lodówki.
-Idiota. -Zmierzył mnie od góry do dołu i znów usiadł przy stole.
Spojrzałem na niego złowrogo a ten podniósł obie ręce do góry i udawał niewiniątko.
Zrobiliśmy z Nicole kanapki i usiedliśmy do stołu by wreszcie spożyć posiłek.
***
*Oczami Nicole*
-Mam ochotę, na coś słodkiego - chlapnął nagle Niall.
-To idź do sklepu i sobie coś kup - odpowiedział mu Liam.
-Nie chce mi się iść. Zayn ! idź do sklepu! - krzyknął do chłopaka.
-Chyba sobie jaja robisz.
-Szczerze, to też mam ochotę na coś słodkiego - odezwała się Julia. Zaraz po niej Lou i Lauren równo powiedzieli "Ja też"
-To sobie coś zróbcie - powiedziałam nie odwracając głowy od ekranu telewizora.
-Co ? - Wszystkie twarze odwróciły się w moją stronę.
-Jeśli nie chce wam się iść do sklepu, to zróbcie sobie ciasto albo coś.
-Jezu... nie chce mi się - powiedziała dobita Julia.
-Ja bym zrobił, ale nie umiem. Spieprzę to - warknął wkurzony Horan.
Dalej siedziałam na kanapie próbując oglądać film, lecz niestety nic nie słyszałam gdyż wszyscy prowadzili zażartą konwersację na temat ciasta, którego nikomu nie chcę się robić i dalszych zażaleń jakby to zjedli coś słodkiego. Zamknęłam oczy i zacisnęłam zęby. Było tak głośno że nie słyszałam własnych myśli.
-Spokój! -Krzyknęłam w końcu. -Zrobię wam to ciasto, pod warunkiem, że w końcu zamkniecie gęby! -Powiedziałam już ciszej. Wszyscy spojrzeli na mnie z wielkimi bananami na twarzy.
Wstałam z kanapy kierując się w stronę kuchni. Zaczęłam kolejno trzepać szafki z nadzieją, że znajdę potrzebne składniki.
-Pomóc Ci? -Zapytał Harry wchodząc do kuchni.
-Nie dzięki, poradzę sobie. Idź oglądać ten film. -Odpowiedziałam sięgając cukier z najwyższej półki, co nie do końca mi się udawało.
Podszedł do mnie i bez problemowo sięgnął to co potrzebowałam.
-Pewna jesteś? -Powiedział podając mi cukier unosząc przy tym jedną brew.
-Jasne.-Zaśmiałam się delikatnie i spojrzałam na niego. W końcu nic dziwnego, był o mnie wyższy o dobre 10cm.-No dobra, może przyda mi się mała pomoc.
Nic nie odpowiedział, tylko szeroko się uśmiechnął.
Wyjęłam z szafki wszystkie możliwe miski i stopniowo przypominałam sobie stary przepis mojej babci na Rafaello, notując wszystko na kartce. Harry Szperał w tym czasie w jednej z wiszących szafek szukając galaretki.
-Mam! -Krzyknął nagle, tak głośno, że aż podskoczyłam, a na karteczce z przepisem pojawiła się teraz wyrazista prosta.
-Naprawdę? to, że znalazłeś galaretkę jest powodem takiego krzyku? -Spojrzałam na niego dając mu zarazem do zrozumienia, że było to nie potrzebne.
-Tak, szukałem ją tam ponad 10 minut! -Odparł zbulwersowany.
-Jeszcze powiedz, że to moja wina. -Przewróciłam oczami i znów zaczęłam zapisywać karteczkę.
-Owszem, Twoja.
-Co?! -Spojrzałam na niego z pod byka.
-No przecież to Ty ją tam schowałaś!
-Harry, to, że schowałam ją do szafki z przyprawami, kisielami i innymi takimi to raczej nie dziwne, a ta szafka nie jest na tyle głęboka, żebyś szukał przez pół godziny durnej galaretki!
-Nie przez pół godziny, tylko dziesięć minut, przecież mówiłem.
-To był sarkazm, Styles. -Spojrzałam na niego jak na idiotę i odwróciłam się do niego plecami.
-Tak czy siak, to twoja wina. -Po tych słowach nie ukrywałam tego, że jednak mnie zdenerwował. Zrobił aferę przez głupią galaretkę.
-Wiesz co, weź wyjdź! -Powiedziałam dość głośno. -Mam Cię dość!
-Dobra! -Skierował się w stronę drzwi.
Wzięłam głęboki oddech i znów wróciłam do pisania przepisów, lecz nie mogłam się na niczym skupić.
Chwyciłam mąkę, miskę i jakąś szklankę. "Dobra, więc dwie szklanki mąki" powiedziałam w myślach i wsypałam mąkę do szklanki po czym przesypałam do miski. Sięgając cukier szklanka wyślizgnęła mi się z ręki i spadła na podłogę tłukąc się.
-Cholera. -Powiedziałam sama do siebie i zaczęłam zbierać szkło.
Usłyszałam kroki zbliżające się do mnie. Odwróciłam się, żeby sprawdzić kto to. Oczywiście tym "kimś" okazał się być nie kto inny jak Harry.
-A Ty po co znów tu przylazłeś? -Zapytałam zerkając na niego.
-Obiecałem, że Ci pomogę no i usłyszałem trzask.
-Nie obiecałeś i spoko, nic mi nie jest. -Wróciłam do sprzątania rozbitej szklanki.
-Tobie może i nie, ale szklanka tego nie przeżyła. -Powiedział cicho się śmiejąc.
-No co ty nie powiesz. -Pokręciłam głową.
Przysiadł obok mnie. Delikatnie skierował dłonią moją twarz w jego stronę.
-Nie gniewaj się.
-Nie gniewam się. -Może i skłamałam, a może nie. Sama już nie wiem. -Tylko nie potrzebnie robisz aferę z takich gówien.
-Czyli jednak się gniewasz.
-Mówiłam Ci już, żebyś wyszedł nie? -Spojrzałam na niego z przymrużonymi oczami.
-Ej no, przepraszam, przyznaję, to był głupie.
-Haha, no nie gadaj.
Złapał moją twarz w dłonie zbliżył się i złączył nasze usta w długim pocałunku.
-Każdy dobry związek opiera się na bezsensownych kłótniach. -Powiedział kiedy już się od siebie oderwaliśmy i puścił mi oczko.
-Eeeem... To pomożesz mi posprzątać to szkło? -Powiedziałam jakby nigdy nic i zaraz obydwoje wybuchnęliśmy śmiechem.
Wróciłam do robienia ciasta. Wsypałam do miski jeszcze proszek waniliowy i cukier. Po czym stanęłam nad miską i gapiłam się w nią myśląc o czym zapomniałam.
-A jajka? -Zapytał Harry zaglądając mi przez ramię.
-No właśnie, jajka. -Walnęłam się otwartą dłonią w czoło.
-Widzisz, nie poradziłabyś sobie beze mnie -Powiedział otwierając lodówkę i szczerząc się.
-Taak, oczywiście. -Spojrzałam na niego i przygryzłam dolną wargę. Wcześniej nie zauważyłam, że ubrał fartuszek. Wyglądał komicznie ale za razem pociągająco. -Skąd wiedziałeś, że cztery? -Zapytałam patrząc jak niesie jajka.
-Czytam Ci w myślach kochanie. -Posłał mi buziaka a ja się zaśmiałam.
-Dokończysz to? Ja się zajmę kremem.
-Pewnie. -Puścił mi oczko i zaczął kolejno wbijać jajka do miski.
Chwyciłam drugą miskę i wlałam do niej dwie szklanki mleka. Poszperałam w szafce i znalazłam budyń śmietankowy, którego na szczęście jeszcze nikt nie wyjadł. Mam tu oczywiście na myśli Horana. Otworzyłam jedną z szuflad i wyjęłam z niej wiórki kokosowe. Chyba tylko ja lubię jeść je na sucho, więc paczka pozostała nietknięta.
Dodałam znalezione składniki do miski i włączyłam blender by ubić krem.
Hazz stał obok mnie, mieszając dokładnie składniki na ciasto przy czym było widać jak naprężyły mu się mięśnie. Ten widok mnie rozproszył i przez chwilę nie skupiałam się na niczym innym tylko na nim, do czasu kiedy blender nie zwariował i połowa kremu wylądowała na mnie. Wypuściłam go szybko z rąk zamykając oczy i szeroko otwierając buzię przy czym popłynęło głośne słowo "fuck". Harry spoglądając na mnie wybuchł głośnym śmiechem.
-Ha Ha, bardzo śmieszne.
Podszedł do mnie i zlizał krem z mojego policzka.
-Ale za to Krem wyszedł Ci pyszny. -Znów pokazał te swoje białe ząbki.
-Taa, zrobiłeś już to ciasto? -Zapytałam zcierając z siebie krem.
-Tak. -Podał mi miskę z wyrobionym ciastem.
Wyciągnęłam blachę, wlałam na nią gotową masę i wstawiłam do piekarnika.
-No to mamy 20 minut.
-To teraz mi powiedz, co się stało z tym kremem.
-Nic, blender się zepsuł. -Powiedziałam wyraźnie speszona.
-Czyżby? -Podszedł do sprzętu udowadniając mi, że wszystko jest w porządku.
-Ooo, naprawił się!? -Nie wiedziałam co powiedzieć.
Hazz szydersko się uśmiechnął, zanurzył rękę w paczce mąki po czym opruszył nią moje włosy. Nie pozostałam mu dłużna i zrobiłam to samo. Takim właśnie sposobem rozpoczęła się bitwa na mąkę. Kiedy byłam już praktycznie bialutka Harry wziął do ręki miskę z kremem nad którym się trudziłam, no może nie do końca, ale jednak. Podszedł do mnie i pomazał nim moją twarz.
-Doigrałeś się Styles! -Chwyciłam jajko i rozbiłam mu je na głowie.
Ryknęłam nieopanowanym śmiechem, aż łzy zaczęły spływać mi po policzkach. Harold podszedł do mnie, złapał mnie w tali i zaczął zachłannie całować.
Oderwaliśmy się od siebie i spojrzeliśmy głęboko w oczy. Kocham czuć na sobie jego wzrok a już w ogóle chwile, które wyglądają właśnie tak jak ta.
-Teraz można nas upiec. -Odezwał się chłopak.
-Tak. -Odpowiedziałam tylko nadal wpatrując się w jego zielone tęczówki jak zahipnotyzowana.
Nagle do kuchni wparował Niall'er.
-A co tu tak wesoło? -Powiedział po czym zmierzył nas wzrokiem. -Okej, nie mam więcej pytań. -Zamilkł na chwilę, przeczesując wzrokiem kuchnię, która raczej nie wyglądała najlepiej bo naszej bitwie. -Właściwie mam, jeszcze jedno. Gdzie moje ciasto? -Po jego słowach alarm piekarnika zaczął dzwonić.
Wyjęłam blachę ze środka i położyłam na blacie. Chwyciłam miskę z kremem, w której niewiele już zostało i rozłożyłam równomiernie na upieczonym cieście po czym włożyłam gotowe ciasto do lodówki.
-Za jakieś piętnaście do dwudziestu minut możesz jeść. Ciasto musi trochę przestygnąć. A teraz przepraszam, ale idę się umyć.
-Ej, poczekaj, dziękuję. -Podszedł do mnie i dał mi buziaka.
-Nie ma za co, dobrze się bawiłam. -Spojrzałam na loczka.
Ruszyłam razem z Harrym w stronę schodów, ale gdy już przekroczyłam próg kuchni, zaraz się wróciłam.
-A, Niall, jak możesz, posprzątaj tu trochę.
-Że co?!
-Dziękuję! -Uśmiechnęłam się, posłałam mu całusa i ruszyłam na górę zażyć gorącą kąpiel.
____________________________________________________________________________
Przepraszam, że tak długo nic nie dodawałam, ale zaczęła się szkoła, no i jakoś nie było czasu. ;c
Ten rozdział taki z deka przesłodzony, wiem, ale nie było pomysłów i tylko coś takiego wpadło mi do głowy.
Piszcie czy może być ;)
Postaram się dodawać częściej rozdziały. Jak tylko będę miała czas dodam następny :)