poniedziałek, 18 czerwca 2012

# Rozdział jedenaty.

Obudziłam się chwilę po dziewiątej. Wszyscy jeszcze spali. Nagle przypomniało mi się coś ważnego, co wczoraj przez te emocje wyleciało mi z głowy. Wzięłam telefon do ręki i spojrzałam na ekran. dwanaście nieodebranych połączeń ! wszystkie od Harrego. Obiecałam mu wczoraj, że oddzwonię.
"cholera ! zapomniałam o urodzinach Louisa !" walnęłam się otwartą dłonią w czoło. Kolejna, lecz już dużo ważniejsza sprawa, która także wyleciała mi z głowy. Szturchnęłam delikatnie Lauren, po chwili obudziła się.
-co jest? - spytała zaspanym głosem.
-Wiesz jakie my jesteśmy głupie ?!
-eee ?
-zapomniałyśmy o urodzinach Louisa !
-o cholera - zrobiła wielkie oczy i podniosła się do pozycji siedzącej. - i co teraz ?
-No nic, musimy do niego zadzwonić i coś wymyślić.  Przez to wszystko kompletnie zapomniałam.
-Ja też. Dobra, to co mówimy ?
-ee, chyba najlepiej prawdę. Masz lepszy pomysł ?
-no nie, ale już ? teraz ? daj jeszcze trochę pospać... - powiedziała Lauren po czym z powrotem się położyła.
-pewnie.. dobranoc - powiedziałam ironicznie.
Wygramoliłam się z łóżka, chwyciłam telefon i zeszłam na dół kierując się w stronę kuchni po coś do picia. Nalałam szklankę soku po czym stwierdziłam, że sama zadzwonię do Lou. Wybrałam numer i spokojnie czekałam aż odbierze.
-Halo? - z słuchawki telefonu wydobył się znajomy głos.
-Hey Louis.
-No hey kochana, co tam u Ciebie? czemu wczoraj nie dawałaś znaku życia?
-Przepraszam, po prostu za dużo emocji jak na jeden dzień. I tak zapomniałam o jednym, bardzo ważnym wydarzeniu.
-Mianowicie? - spytał Louis.
-Spóźnione najlepsze życzenia staruchu - zaśmiałam się.
-Haha, dziękuję.
-Strasznie Cię przepraszam, że tak wyszło. No ale jak już mówiłam za dużo emocji.
-A z czym te emocje są związane ? - zapytał dociekliwie mój, myślę że najlepszy przyjaciel.
-Z moim prezentem gwiazdkowym - uśmiechnęłam się sama do siebie - A co do prezentu, to mam nadzieję, że ten ode mnie, właściwie ode mnie i od Lauren, Ci się spodoba.
-Ooo.. no to mó... - nie usłyszałam zdania do końca bo w słuchawce było słychać głośne głosy reszty chłopaków.
-Kto dzwoni ? - doszedł do mnie przez telefon głos Nialla.
-Nicole - Louis zwrócił się do reszty.
-Nicole ?! - krzyknął Harry - Daj mi ją !
-Poczeka... - nie dokończył bo Harry prawdopodobnie wyrwał mu telefon z ręki.
-Halo ? Nicole ?
-Cześć Harry - zrobiło mi się dziwnie kiedy usłyszałam jego głos, zwłaszcza ze świadomością, że miałam wczoraj do niego oddzwonić.
-Dlaczego nie odbierałaś telefonu ?! miałaś oddzwonić ! Wiesz jak się martwiłem ! Dlaczego wtedy płakałaś ?! - usłyszałam pytania, których się spodziewałam.
-Harry.. zwolnij trochę ok ? Przepraszam, że wczoraj nie oddzwoniłam, ale kompletnie zapomniałam o całym otaczającym mnie świecie.
-Dlaczego ? - zapytał lekko zdziwiony.
-Wczoraj spełniło się jedno z moich wielkich marzeń... noo właśnie dlatego.
-A pochwalisz się ?
-Pamiętasz, kiedyś mówiłam Ci że kocham konie i jeździectwo.
-No, pamiętam.
-No właśnie. No więc właśnie wczoraj dostałam taki duży prezent.
-... konia ? -
-brawo geniuszu - zaśmiałam się, a wielki uśmiech nie schodził z mojej twarzy. - tak konia.
-wow, no faktycznie duży ten prezent - zaśmiał się - cieszę się, że spełniło się Twoje marzenie.
W tym momencie nie wiedziałam co powiedzieć. Uśmiechnęłam się delikatnie a miły dreszcz przeszył moje ciało.
-Harry, mógłbyś mi dać jeszcze na chwilę Lou ?
-a co, źle Ci się ze mną gada ? - zapytał roześmiany.
-nie, pewnie, że nie, ale muszę mu w końcu powiedzieć o tym jego prezencie.
-Jakim prezencie ?
-Urodzinowym, ale myślę, że wy też z tego skorzystacie, więc niech to będzie wasz prezent gwiazdkowy haha.
-Haha, ok. To przełączę Cię na głośnik. - Harry włączył głośnik i po chwili w słuchawce telefonu rozległo się głośne "Hay!" wypowiedziane chórkiem przez chłopaków.
-Hey chłopcy. - powiedziałam z wielkim uśmiechem na twarzy - No więc Loui, no i chłopaki. Mam dla was taki prezent świąteczny, właściwie miał być urodzinowy dla Lou, no ale cóż.
-Eeej !! no wiesz, zamieniłaś mój prezent na prezent dla wszystkich ?! - powiedział "oburzony" Lou.
-Oj przestań... i tak byś ich zabrał.
-zabrał ? gdzie ? - zapytał Zayn.
-Do Norwegii, na sylwestra. Właściwie na dziesięć dni. Od trzydziestego.
-Do Norwegii ?! super !! - krzyknął rozradowany Niall.
-Tak, no więc, co wy na to ?
-Jedziemy! - krzyknęli chórkiem, nawet nie wiem czy wszyscy.
-To super ! No więc, widzimy się za pięć dni - powiedziałam rozradowana - a tym czasem kończę, jadę odwiedzić mój prezent.
-No właśnie, jaki prezent ? - zapytał zaciekawiony Lou.
-Niech Harry wam wszystko opowie, ja na prawdę muszę kończyć. Paa.
-Ok, Paa - chłopcy krzyknęli chórkiem i rozłączyłam się.
Do kuchni weszła mama, zaraz po niej babcia, potem dziewczyny. Zaczynało robić się tłoczno, więc poszłam w końcu się ubrać. Gdy zeszłam z powrotem na dół, na stole już czekało śniadanie, które powoli znikało.

Po śniadaniu pojechaliśmy do stajni. Pierwszy raz, wsiadłam na mojego konia. Pierwszy dzień, pierwsza jazda a więc na koniec wsiadły także moje przyjaciółki. Julia trochę się bała, ponieważ nigdy wcześniej nie jeździła na koniu, ale po kilku kółkach tak jej się spodobało, ,że nawet nie chciała z niego zsiadać.
Pomimo tego, że był to dopiero pierwszy dzień, czułam jakąś więź pomiędzy mną a Kają. Czułam, że będziemy się świetnie dogadywać.
Na następny dzień zaczęły się już ostre treningi z panią trener. Koń, nie do końca był ułożony tak, jak powinien, więc wymaga jeszcze dużo pracy. Często dopadały mnie myśli typu : "Jak ja to wszystko pogodzę? Koń, szkoła, rodzina, przyjaciele...właśnie, przyjaciele... połowa jest w Londynie, przecież muszę ich odwiedzać! Przecież niedługo wyjeżdżamy, na ponad tydzień ! i co wtedy ?" Ale po dłuższych rozmyślaniach dochodziłam do wniosku "Dam radę".
Kolejne dni mijały tak samo. Całe dnie spędzone z koniem, z którym próbowałam się coraz lepiej dogadywać.
Został jeszcze jeden dzień do wyjazdu. Powoli zaczynałam się pakować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz