Zawsze gdy podczas snu zrobiło mi się zimno, budziłam się. Tak było i tym razem. Otworzyłam przytomnie oczy i zobaczyłam w świetle dobiegającego zza okna, że moja kołdra leży zwinięta w kłębek na podłodze tuż przy łóżku. Westchnęłam i zabrałam się za rozprostowanie jej. Kiedy skończyłam położyłam się z powrotem ale spostrzegłam że nie mam ochoty na dalszy sen. Sięgnęłam po telefon leżący na stoliku nocnym żeby sprawdzić godzinę. Nacisnęłam jakiś klawisz i poczekałam chwilę bo jasność bijąca z małego ekranu na chwile mnie oślepiła. Po kilku sekundach zdołałam przeczytać że jest już 4;44. I tak już nie zasnę-pomyślałam odruchowo. Nie zastanawiając się wstałam i udałam się do kuchni po szklankę soku. Jak najciszej umiałam, otworzyłam lodówkę i wybrałam napój. Ze swoją szklanką chciałam już iść do pokoju lecz zobaczyłam któregoś z chłopaków siedzącego w salonie przy szybie zajmującą prawie całą ścianę. Patrzył na porozwieszane lampki choinkowe na drzewach rosnących w ogrodzie. Usłyszałam jak chrupał czipsy...Niall, pomyślałam od razu. Podeszłam do niego, usiadłam na podłodze i nie pytając się o pozwolenie wyciągnęłam garść czipsów z jego paczki.
-Czemu nie śpisz? - zapytał się mnie.
-Bo zachciało mi się pić.-odpowiedziałam bez namysłu jedząc czipsa.- A ty? Czemu tu siedzisz zamiast leżeć w łóżku?
-Bo zachciało mi się jeść.-zaśmiał się a ja dołączyłam do niego.-Zapowiada się niezła impreza. A co jutro robimy?
-A na co masz ochotę?
- Najchętniej przegadałbym z tobą caaały dzień.-uśmiechnął się i spojrzał na mnie filuternie.
wiedziałam że się ze mną tylko droczy więc powiedziałam tylko:
- Lepiej się zamknij- zaśmiałam się i szturchnęłam go łokciem.- A oprócz tego?
- Na teraz nic więcej nie wymyślę.- odpowiedział i tak samo bezczelnie jak ja, poczęstował się moim sokiem.
- Ej! Zostaw mi coś!- Zawołałam, patrząc jak ciągnie już drugi, spory łyk.
Posłuchał mnie i odstawił szklankę na swoje miejsce i się roześmiał.
- Sorki ale te czipsy są za słone.- teraz już śmiał się na dobre a ja zawtórowałam mu.
- Nie macie co robić o piątej rano?-Zayn najwyraźniej nas usłyszał i stał w wejściu do salonu cały rozczochrany.- Idźcie spać... -powiedział sennie i zaczął odchodzić.
- Jeszcze się nie najadłem! - zaprotestował Niall.
Słyszałam jak Zayn się zaśmiał a potem walnął się na łóżko. Gadaliśmy o wszystkim jeszcze dobrą godzinę, gdy nagle zapytałam :
-Dlaczego nie gadałeś prawie w ogóle dziś z Lauren?
Spojrzał na mnie zdziwiony i powiedział :
-Szczerze? Widzę że coś się stało i nawet chyba wiem co.-ja też wiedziałam.-nie mam odwagi z nią w prost porozmawiać o jej wątpliwościach. Myślę że sama wkrótce to zrobi.
Nie wiedziałam co myślec o tej całej sprawie ale bardziej zależało mi na tym żeby Lauren była szczęśliwa. Nie zaprzyjaźniłam się jeszcze z blondynkiem ale byłam pewna że to kwestia paru dni; świetnie mi się z nim rozmawiało i wspaniale się czułam w jego towarzystwie. Przebywając z nim przypominały mi się czasu w przedszkolu, gdy po półgodzinnej zabawie z obcym dzieckiem w piaskownicy, traktowałeś je jak najlepszego przyjaciela.
-Przykro mi z powodu że macie taki okres. A jesteś jeszcze głodny?- zapytałam z ciekawości i mimo woli, spojrzałam na pustą paczkę po czipsach leżącą na podłodze obok nas.
- Zjadłbym...-zamyślił się.- Jakieś dobre... Naleśniki!
- A ile?- zapytałam, kierując się do kuchni.
- Z 6,7... Och, zrobisz mi?- zapytał bardzo podniosłym głosem,udając zaskoczenie, gdy zobaczył że sięgam do szafki po patelnie.- Wiesz że nie musisz...
Wiedziałam że muszę. Inaczej sam by się do tego zabrał a już za bardzo się napatrzyłam na facetów siejących zamęt w kuchni. Kiedy jednak do mnie dołączył i wbił jajko do miski nie protestowałam.
Przewracałam właśnie ósmego naleśnika. Musiałam się wcześniej uwijać bo zjadał wszystko na bieżąco.
- Czemu nie jesz? - zapytał, ładując kolejną porcję dżemu na swojego naleśnika.
- Bo widzę że jesteś taki głodny że aż żal mi ci od ust odbierać- zaśmiał się równo ze mną.- Ale obiecuje że tego już nie dam ci zjeść i sama go zwinę, zobaczysz.
Przyniosłam do stołu talerz i sięgnęłam po dżem. Nialler właśnie wstał, przeciągnął się i oznajmił rozradowany :
- To było najlepsze śniadanie w moim życiu!-zabrał swój talerz i sięgnął po dżem żeby go odnieść do lodówki.
- Faktycznie dobre. -twierdziłam kończąc jedzenie.-Musimy w najbliższym czasie jeszce takie zro...
Nie zdążyłam skończyć bo Niall podskoczył do mnie od tyłu zrobił mi na nosie jagodową kropkę z dżemu.
- Odegram się!- zagroziłam mu ale wybiegł z jadalni.
Jak najszybciej narzuciłam na siebie sweter i w biegu wciągając buty,wyszłam na dwór. Miałam dobre przeczucie-widziałam jak chowa się za ośnieżoną sosną. Schyliłam się po śnieg z zamiarem próby re kompensaty w formie zbombardowania go śnieżką, ale Niall był szybszy. Jego śnieżka pacnęła mnie w plecy. Zamachnęłam się ze swoją w ręku ale nawet do niego nie doleciała. Słyszałam tylko jak zaniósł się śmiechem. Chciałam mu pokazać że nie ujdzie mu to płazem, podbiegłam do niego i z całej siły pchnęłam na śnieg. Wylądowaliśmy koło siebie i śmialiśmy się już na dobre. Usiadłam i otarłam łzy i śnieg z twarzy. Niall spojrzał na mnie i wcisnął mi na głowę swoją czapkę.
*Oczami Nicole*
Spojrzałam na zegarek 08:00. Wiem, że już nie uda mi się zasnąć. Przez moją głowę przechodziło miliard przeróżnych myśli. Z jednej strony cieszę się, że w końcu, po tak długim czasie spotkałam się z chłopakami, ale z drugiej... gdy patrzę na Harrego przypominają mi się wszystkie spędzone razem chwile. Żyję myślą, że będzie okej i że uda nam się przyjaźnić.
Zeszłam na dół w stronę kuchni. To co, a właściwie kogo zobaczyłam sprawiło, że uśmiechnęłam się od ucha do ucha. Widok Harrego robiącego śniadanie, w samych bokserkach rozwalił mnie.
-Dzień dobry - powiedziałam uśmiechając się i próbowałam powstrzymać śmiech. Chłopak odwrócił się w mgnieniu oka.
-Hey - na mój widok szeroko się uśmiechnął. - Jak się spało ?
-A nawet dobrze. Co tam pichcisz ? - podeszłam do niego i spojrzałam mu przez ramię.
-jajecznicę - zaśmiał się - tak na szybko.
-Mhmm.. a zostawisz coś dla mnie ?
-Zwariowałaś ? głodny jestem, ta patelnia mi nie starczy - powiedział sarkastycznie i zaczął dalej mieszać jajka.
-łaski bez, sama sobie zrobię. - podeszłam do szafki i już chciałam wyjmować patelnię...
-To ile chcesz ?
-Z dwóch jajek poproszę - Hazza podszedł do lodówki i wyjął z niej dwa jajka - aaa... podasz mi sok ? - westchnął tylko głośno i podał mi karton z sokiem pomarańczowym.
-coś jeszcze ?
-nie dziękuję - odpowiedziałam a lokaty wrócił do smażenia - eej - szturchnęłam go łokciem a on tylko na mnie spojrzał - kochany jesteś - pocałowałam go w policzek i usiadłam przy stole ze szklanką soku.
Popijałam sok i wpatrywałam się w każdy ruch Harrego. Zatrzymałam wzrok na już pustym palniku i pomyślałam 'co by było gdyby..' Po chwili moje rozmyślania przerwał Harry, który postawił przede mną talerz ze śniadaniem.
-Smacznego - wyszczerzył się i usiadł na przeciw mnie.
-Dziękuję i wzajemnie - delikatnie się uśmiechnęłam i zabrałam się za jedzenie.
Nie minęło pięć minut. Do salonu wparowała Julia z Niallem, w dodatku cali w... śniegu?!
-Gdzie wy do cholery byliście?! - zapytał Harry, kiedy wparowali do kuchni śmiejąc się jak opentani.
-Na dworze - powiedział ledwo oddychający Horan.
-Na dworze ? o ósmej ? - zapytałam zdziwiona - rozumiem jakbyście szli po bułki albo coś...
-Jak chcecie to możemy iść. Coś jeszcze potrzeba? - spytała roześmiana Julia.
-Nie, ale możecie po sobie posprzątać - wskazałam palcem na blat po którym walało się mnóstwo śmieci i naczyń. - To na pewno wasza sprawka.
-No co ty... przecież my wcale nie robiliśmy naleśników o piątej rano. - powiedział uśmiechnięty od ucha do ucha Horan, a Julia dziwnie na niego spojrzała.
-No dobra, posprzątamy. - odpowiedziała zażenowana Julia.
-No ja myślę. - odezwał się Harry.
-Dobra, to ja idę się trochę ogarnąć. Julia, pozmywasz? - nie czekając na odpowiedź podałam jej talerz po skończonym śniadaniu. - Dziękuję. - uśmiechnęłam się i ruszyłam na górę.
-Jasne, nie ma za co ! - krzyknęła i przewróciła oczami.
***
Nagle zrobiło się jakoś dziwnie głośno. Oderwałam się od książki, którą zaczęłam czytać i zeszłam na dół. Wszyscy siedzieli w salonie. Już wiem, skąd ten hałas. Niall darł się na Zayna, że zjadł mu kanapki. Harry próbował ogłuszyć ich podgłaśniając telewizję. Julia darła się na niego, że ma ściszyć. Lauren darła się na chłopaków że mają przestać kłócić się o żarcie. Jedyny Liam siedział na kanapie podpierając się łokciem, znudzony całą tą sytuacją.
Jednym słowem w domu panował istny haos, więc postanowiłam się przejść. Ubrałam się i wyszłam nie mówiąc nic nikomu.
Nie wiedziałam w jakim zmierzam kierunku, ani dokąd chcę iść. Chciałam się tylko na moment oderwać i spokojnie pomyśleć.
Szłam parkiem od czasu do czasu spoglądając na przechodzących obok ludzi. W większości zakochanych. Myślałam o Harrym. W szczególności o nim. W zasadzie, tylko o nim. Zmienił się. Definitywnie. Kiedy tu przyjechałam, myślałam że nie będzie chciał ze mną gadać. Że będzie mnie traktował zupełnie inaczej. Po powrocie z Turcji, myślałam że już nigdy się nie spotkamy. A nawet, że nie uda nam się utrzymać kontaktu, dlatego też stwierdziłam, że ten związek nie ma sensu. A jednak, spotkaliśmy się, jest świetnie, wręcz cudownie. Mam wrażenie, że moje uczucie do jego osoby wciąż rośnie. Przez te ostatnie dwa miesiące cholernie za nim tęskniłam. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę z tego jak mi go brakuje. Jak to jest gdy nie ma go obok. Dopiero teraz mogę przyznać z ręką na sercu że go kocham. I że już raczej nic tego nie zmieni. Jednak wciąż nachodziło mnie pytanie "Jak mu to powiedzieć?" przecież dopiero co powiedziałam mu, że chcę tylko przyjaźni, a teraz nagle zmieniam zdanie i znów chcę z nim być. Nie mam pewności, czy przez te dwa miesiące nie znalazł sobie innej dziewczyny. Czy aby na pewno jeszcze coś do mnie czuje. Gdybym tylko wiedziała, co mam teraz zrobić...
Nagle ktoś przerwał moje rozmyślania zachodząc mnie od tyłu.
-Piękna róża dla pięknej dziewczyny. - odezwał się znajomy głos. Odwróciłam głowę i zobaczyłam Harrego, który nieziemsko się uśmiechał a w ręku trzymał piękną czerwoną różę.
-Dziękuję - odwzajemniłam uśmiech - a z jakiej to okazji ?
-A musi być jakaś okazja, bym mógł podarować ci różę ? - nic nie odpowiedziałam tylko uśmiechnęłam się i wzięłam od niego kwiat po czym zaciągnęłam się jego zapachem. -Mogę Ci potowarzyszyć? -spytał.
-Pewnie, jeśli masz ochotę.
Przez chwilę szliśmy w ciszy.
-Czemu tak wyszłaś z domu bez słowa? - zapytał nagle.
-Chciałam trochę spokojnie pomyśleć - powiedziałam i spuściłam głowę w dół.
-A o czym tak myślisz ?
-O wszystkim. O tym co się ostatnio wydarzyło, no i ogólnie o życiu...
-I do jakiego wniosku doszłaś ?
-No właśnie do żadnego. Wszystko się zmieniło. Całe moje życie. Ale wydaje mi się, że na lepsze.
-Wydaje Ci się? nie jesteś pewna ?
-Harry, proszę... nie zadawaj tyle pytań bo już mi się odpowiedzi kończą - zaśmiałam się i spojrzałam na chłopaka.
-Przepraszam. - również się zaśmiał - Chciałem ci powiedzieć że ja też trochę myślałem o pewnych sprawach...-spojrzał na mnie z czułością.
-Eee.. A konkretnie o jakich?-ośmieliłam go mając nadzieję że powie mi o tym o czym chciałabym usłyszeć.
-O sprawach które dotyczą... No nas.-powiedział nieśmiało.
-I co wymyśliłeś?-próbowałam na razie nie reagować zbyt entuzjastycznie bo nie wiedziałam co chłopak powie dalej.
-Wymyśliłem, że... przynajmniej z mojej perspektywy, nie wszystko jest stracone.-powiedział szybko.
-Przyznaję, że też o tym myślałam.
-Naprawdę? I co myślisz, że możemy dać sobie jeszcze jedną szansę?-w jego oczach płonęła czysta nadzieja.
-Jestem pewna, że jeśli tego nie zrobimy to będziemy cholernie żałować. Ale nie jestem pewna, czy nam się to uda. - szłam dalej patrząc przed siebie, gdy nagle Harry stanął przede mną, tym samym zatrzymując mnie.
-Zrobię wszystko, żeby nam się udało, co się tylko da. - zbliżył się do mnie i ujął moją twarz w dłonie - Zrobię wszystko, byś była szczęśliwa - oparł swoje czoło o moje. -Świata poza Tobą nie widzę. Proszę Cię, zacznijmy jeszcze raz, od początku.- Po tych słowach oczy mi się zaszkliły. Nic nie odpowiadając dobrałam się do jego ust, znów poczułam ich słodki smak i ciepło tych nie zapomnianych warg. Miałam wrażenie że mój brzuch zaraz rozsadzą motyle.
Oderwałam się od chłopaka i spojrzałam w jego piękne, zielone tęczówki.
-Rozumiem, że mam traktować to jako odpowiedź ? - Szeroko się uśmiechnął a ja tylko pokiwałam głową na tak i przytuliłam się do niego.
Kątem oka zauważyłam błysk fleszy, oderwałam się od Hazzy i rozejrzałam dookoła.
-Co jest? - spytał ze zdziwieniem.
-Miałam wrażenie że... - rozglądając się nikogo nie dostrzegłam.
-Że.. ?
-Eh, już nic - spojrzałam z powrotem na niego i uśmiechnęłam się. -Może wracajmy już do domu?
-Okej, a coś się stało? - zapytał z troską w głosie.
-Nie, nic. Po prostu, trochę boli mnie głowa. - skłamałam mając wrażenie, że ktoś nas śledzi.
-Okej, no to wracamy. -chłopak chwycił mnie za rękę i powoli szliśmy w stronę domu.
Wyrwałam dłoń z uścisku Hazzy i szybkim tempem ruszyłam przed siebie. Ulepiłam małą śnieżkę i rzuciłam nią w chłopaka.
-eej! a to za co?!
-za pyszne śniadanie. -wystawiłam mu język i rzuciłam w niego kolejną kulką ze śniegu.
-ha.ha, to już Cię główka nie boli ? -zapytał zaciekawiony.
-a wiesz, jakoś przestała -zaczęłam się śmiać a po chwili sama oberwałam śnieżką. -eej! -krzyknęłam i zaczęłam lepić kolejne śnieżki. -No to wojna!
Przez dłuższą chwilę rzucaliśmy się śnieżkami. Harry podbiegł do mnie i pruszył śnieg na moje włosy, spora ilość wpadła mi za koszulkę więc pisnęłam z zimna i zrobiłam mu to samo. Po chwili już oboje leżeliśmy w śniegu i turlaliśmy się w nim, a wszyscy na około patrzeli na nas jak na chorych psychicznie, ale nas to jakoś szczególnie nie ruszało. Wylądowałam pod Harrym. Spojrzeliśmy na siebie i wybuchnęliśmy głośnym śmiechem. Uspokoiłam się i znów zagubiłam w jego zielonych oczach. Spojrzał na mnie tak jak dawniej. Jak wtedy gdy wyznaliśmy sobie miłość. Słodko się uśmiechnął.
-Co się tak przyglądasz? -zapytałam po chwili.
-A nic... -pochylił się na de mną. -Kocham Cię. -szepnął mi do ucha i nagle nasze usta złączyły się w długim namiętnym pocałunku.
-Aaa, Harry, bo wiesz... troszkę mi zimno. -powiedziałam roześmiana odrywając się od chłopaka, wciąż leżąc na lodowatym śniegu.
Harry zerwał się na równe nogi. Podał mi rękę i pomógł wstać. Otrzepałam się ze śniegu i widząc uporającego się z tym Hazze, mało co nie wybuchłam śmiechem.
-Chodź, pomogę Ci. -powiedziałam do niego i pomogłam mu strzepać śnieg. -Odwróć się. -powiedziałam do chłopaka i otrzepałam go z tyłu, po czym kopnęłam go kolanem w tyłek. W szybkim tempie odwrócił się w moją stronę i spojrzał na mnie jakby chciał mnie zabić. -A to za to, że przez Ciebie jestem cała w śniegu. -wytknęłam mu język i zaczęłam się śmiać.
-Dobra, niech Ci będzie. Chodź, też Ci pomogę. -Harry otrzepał śnieg z moich pleców, a kiedy chciał zrobić to samo co ja jemu odwróciłam się do niego przodem.
-Nawet o tym nie myśl Styles!
-Bo co? -złośliwie się uśmiechnął.
-Bo jajco -złapałam go za kołnierzyk płaszcza i przyciągnęłam do siebie, po czym czule pocałowałam go w usta.
-Dobra, odpuszczę ci. -powiedział zadowolonony a ja cicho się zaśmiałam.
-Chodź już, zimno mi.
Trzymając się za ręce powoli wróciliśmy do domu.
______________________________________________________________________________________
No i jest, w końcu! ;D
Przepraszam, że tak długo nic nie dodawałam, ale praktycznie cały czas nie było mnie w domu ;o
Postaram się dodawać częściej rozdziały. W piątek jadę nad morze, ale myślę, że znajdę czas by coś dodać.
Zdradzę wam sekret. Ten rozdział pisałam przy piosence z serialu "Kryminalni" xD ZAPATRZENIE
Mam nadzieję, że się podoba :) komentować !
pozdrawiam i do następnego <3
http://niebieskookablogoonedirection.blog.pl/rodzial-i/
OdpowiedzUsuńSuper , super i jeszcze raz super. Na twojego bloga natknęłam się przez przypadek. Wszytskie rozdziały pochłonęłam w jeden wieczór i jestem pod wrażeniem. Z każdym rozdziałem byłam coraz bardziej zachwycona.
OdpowiedzUsuńA tak przy okazji zapraszam do mnie , również pisze opowiadanie http://zaczarowana-milosc.blogspot.com/